- Nie Jao...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Serce Dawida znalazło się w rozdwojeniu, pod działaniem dwóch sił, mimo iż były one nierówne, ubóstwiał bowiem żonę, tkliwość zaś dla Lucjana ostygła...
- } } } So far, so good...
- 'II! "I101Kiptaryk - gugla, zarzutka z białego sukna bez rękawów w rodzaju kapuzy, którą w czasie niepogody na głowę zarzucają1...
- Czynniki rozwoju społecznego"Rozwój nadorganiczny" przejawia się już zaczątkowo w świecie owadów,wśród mrówek, pszczół i in...
- 29 Usłyszawszy te słowa Mojżesz uciekł i zamieszkał jako cudzoziemiec w ziemi Madian, gdzie urodziło mu się dwóch synów...
- różnice związane z płcią stają się jeszcze wyraźniejsze wśród 75-latków i starszych osób...
- Pewne typy właściwości, na przykład tablice, wymagają własnych edytorów właściwości...
- â obciążenie częściowe â przód 0,22 MPa â tył 0,22 MPa â obciążenie całkowite â przód 0,25 MPa â...
- w procesie...
- - Znalazłem je - powiedział, podnosząc się z ławy z czapką w ręku; dopiero po chwili zauważył, że nie są same...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Jao był dla niego dobry. Dawał mu czasem dodatkowe kartki zaopatrzeniowe. Pozwalał mu nosić swoje ubrania.
- W takim razie kto?
Zmarszczyła czoło i przyjrzała mu się uważnie.
- Twoja moc nie została zniszczona - powiedziała. - Myślisz, że tak się stało, ale ona jest tylko ukryta.
Yeshe cofnął się o krok, jakby przerażony.
- Gdzie jest Balti? - zapytał. W jego głosie pojawił się błagalny ton.
- Chłopcy tacy jak on idą w górę. Albo w dół. - Zaśmiała się po cichu, rozważając swoje słowa, po czym spojrzała na pasterza. - W górę albo w dół - powtórzyła mu, znowu chichocząc. Ponownie zwróciła się do Yeshego. - Jeśli go zabrali, on wróci. Wróci jako lew. Tak właśnie się dzieje z potulnymi. Odrodzi się lwem i rozerwie nas wszystkich na strzępy za to, że go zawiedliśmy.
Shan ukląkł przed kobietą.
- Pokaż nam kryjówkę - wyszeptał.
Wydawała się nie słyszeć.
- Pokaż nam - poprosił Yeshe.
Kobieta w zakłopotaniu przekładała towary.
- Musimy ją zobaczyć - naciskał Shan. - Dla dobra Baltiego.
- Był tak przerażony - powiedziała.
- Myślę, że był odważny - stwierdził Shan.
Tym razem zwróciła na niego uwagę.
- Płakał po nocach.
- Nawet odważny człowiek może mieć powody, by płakać.
Odwróciła od niego wzrok.
- A jeśli to właśnie was się obawiał? - zapytała.
- Spójrz na nas. Czy tak właśnie myślisz? Czy oni przyszliby i rozmawiali z tobą tak jak my? - Shan ścisnął ją za ramię.
Powoli uniosła wzrok, jak gdyby widok jego oczu sprawiał jej ból.
- Nie on - powiedziała, wskazując głową Yeshego. - On nie jest jednym z nich.
- W takim razie zrób to dla niego - poprosił Shan.
Wstała szybko, jakby chciała pozbyć się ich jak najprędzej. Pasterz z kijem ruszył za nimi. Poprowadziła ich ku ciemnemu kątowi za garażem. Po drodze minęli terenówkę. Feng chrapał głośno.
Na tyłach budynku stał prymitywny drewniany regał na większe części wymontowane ze zdezelowanych pojazdów. Na samym dole leżał rząd długich, wąskich zbiorników paliwa, pochodzących z rozmaitych samochodów i ciężarówek.
Kobieta oparła dłoń na trzecim zbiorniku.
- Był na tyle mały, że mógł się tu wcisnąć - powiedziała.
Shan i Yeshe wspólnymi siłami odsunęli zbiornik. Tylna ścianka została precyzyjnie wycięta, a krawędzie zagięte tak, że można było wcisnąć ją z powrotem, zamykając otwór. Szczelinę pokrywała wstążka smaru. Shan znalazł śrubokręt i podważył ściankę.
Wewnątrz nie było żadnej teczki, jedynie zabrudzona koperta z kilkoma arkuszami cieniutkiego papieru.
Kobieta pomogła im umieścić zbiornik z powrotem na regale i jeszcze raz zwróciła się do Yeshego.
- Twoja moc nie została zniszczona - powtórzyła. - Rozproszyła się tylko.
Jej słowa podziałały na niego paraliżująco. Gdy Shan ciągnął go do samochodu, wołając na Fenga, by się obudził, Yeshe nie był w stanie oderwać oczu od kobiety. Przez całą drogę przez miasto trzymał w dłoni różaniec. Nie przesuwał paciorków, po prostu patrzył na niego.
- W Sichuanie - odezwał się nagle - mógłbym mieć własne mieszkanie.
Siedząc za Fengiem, Shan przeglądał dokumenty ze zbiornika. Były to strony wyrwane z akt śledztwa, dotyczące morderstwa Jin Sana, kierownika spółdzielni rolniczej “Wielki Mur”, zbrodni, za którą stracony został Dza Namkhai należący do Piątki z Lhadrung. U dołu ostatniej strony znajdował się długi ciąg arabskich cyfr, pięć grup po pięć cyfr w każdej.
- Moc - powiedział drwiąco Yeshe, głosem nawiedzonego. - Co za kobieta. Wielka moc. Świat daje świadectwo mojej wielkiej mocy.
Shan uniósł wzrok.
- Nie spiesz się tak z samopotępieniem. Największą mocą jest, jak sądzę, zdolność odróżniania dobrego od złego.
Yeshe rozważył jego słowa.
- Ale tu nic nie wydaje się ani dobre, ani złe - odezwał się wreszcie. - Chodzi raczej o rozstrzygnięcie, który diabeł wyrządzi najmniej szkody.
- Co ona miała na myśli - zapytał Shan - kiedy mówiła o jęku, który dociera do innego świata?
- W niektórych z dawnych gomp nauczano, że dźwięk jest jak myśl, której przydano nogi. Jeśli potrafisz odpowiednio skupić myśl, możesz wyjrzeć poza granice świata. Jeśli odpowiednio skoncentrujesz dźwięk, możesz naprawdę dosięgnąć i dotknąć innego świata.
- Dotknąć go?