Nie była wielką artystką, miała jednak w sobie to coś, co od wieków inspiruje twórców...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- choćbyÅ› i mnie miaÅ‚ waszmość tak pochlastać, zawszeć winszujÄ™, winszujÄ™! – Et, dalibyÅ›cie sobie waszmoÅ›ciowie pokój; bo w rzeczy nie macie siÄ™...
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie majÄ… w miarÄ™ rozwiniÄ™ty przemysÅ‚ – dodaÅ‚ po chwili – bÄ™dziemy musieli sprawić sobie trochÄ™ odtylcowych...
- 08 Przynoœcie wiêc owoc godny nawrócenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bóg mo¿e wywieœæ synów Abrahamowi...
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- Każda służba jest wyborem pomiędzy zagarnianiem ku sobie, a darzeniem, dawaniem ze siebie, a więc uczy miłości wedle podobieństwa do miłości Boga, czyli...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- - Na fajki gracie? Kurcze, to już hazard! Szef jak się dowie to nas zjebie!- No co ty! Wiesz, przecież pooddajemy sobie te fajki na końcu...
- — Wszyscy bÄ™dziemy sobie potrzebni, i to już niedÅ‚ugo — odparÅ‚ tonem prze- powiedni Amerykanin...
- — Czy Weyr zbadaÅ‚ w koÅ„cu te pÄ™draki? — spytaÅ‚ P’tero, nagle przypominajÄ…c sobie cel ekspedycji...
- - Wy, Ukraińcy, zawsze sobie dziwne miejsca na obronę ojczyzny wybieracie!Stopniowo gdy wino zaczęło działać ich rozmowa wkraczała na coraz bardziej...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
A ponieważ nie lubiła pracy we dworze, tym większe stawiała sobie wymagania. Nie znosiła patrzeć, jak niszczy się pięknie nakryty stół, a starannie przystrojone danie znika, nienawidziła też widoku wyszorowanej do białości kuchni zawalonej brudnymi talerzami i garnkami, zwłaszcza że wszystko to trzeba było robić jeszcze raz i jeszcze raz... Wiecznie powtarzające się czynności w domu, w oborze i w stajni dokuczały jej bardziej, niż śmiała to przyznać sama przed sobą. Człowiek, który tworzy, większość rzeczy wykonuje tylko jeden jedyny raz. Przy powtarzaniu zanika żar, siła natchnienia. Z doświadczenia wiedziała, że nie pomaga wtedy ani zrobienie na drutach pięknego kaftana, ani upieczenie ciasta, a te czynności były dla gospodyni jedyną możliwością tworzenia. Wiedziała też, że powinna zmuszać się do wykonywania codziennej pracy. Gdyby sobie pofolgowała, prędko przestałaby sprzątać - brudziło się przecież tak szybko. Znów porwałyby ją sny na jawie. Nie mogło się to powtórzyć, tu we dworze, wśród tych życzliwych ludzi. Rozmyślała o chwilach, gdy mówiono o niej w domu, że jest leniwa. Widocznie tak większość osób oceniała ludzi twórczych i marzycieli.
Benedykt rozumiał jej wewnętrzne zmagania.
- Masz w sobie duszę artysty, Silje, choć wątpię, czy właśnie malowanie jest twoim przeznaczeniem. Myślę, że powinnaś zająć się czymś innym, lecz nie znalazłaś jeszcze swej drogi. Nie masz, niestety, zbyt dużych szans, by ją w ogóle odszukać, bo na nieszczęście jesteś dziewczyną.
W głębi duszy nie zgadzała się z takim twierdzeniem. Być chłopcem to większe nieszczęście. Dziewczęce marzenia, takie jak te o Hemingu, były zbyt piękne, by mogła się bez nich obejść.
- Musimy wydać cię bogato za mąż - ciągnął Benedykt. - Musisz mieć dużo służby, byś mogła tworzyć kiedy i co będziesz chciała. W tajemnicy lub otwarcie. Bogaty mąż jest dla ciebie jedynym wyjściem - dodał i w tej chwili zasmucił się, myśląc o własnym niedostatku.
Silje odparła z uśmiechem, że raczej nie wierzy w swe bogate zamążpójście. Zapewniła jednak, że jak długo pozostanie we dworze, będzie spełniać swoje powinności.
Zaczynała teraz lepiej rozumieć osobliwą mowę Sol; dziewczynka używała już więcej słów i wymawiała je wyraźniej. Mała nadal była jak dzika kotka. W jej zielonych oczach czaił się błysk nieposłuszeństwa, gdy coś szło nie po jej myśli, potrafiła być również niezwykle uparta. Ale czasami jej oczy nabierały jakiegoś szczególnego wyrazu i to Silje przerażało. O czym wówczas myślała? Co widziała?
Dag rósł. Każdego ranka Greta owijała go mocno, lecz w ciągu dnia Silje rozluźniała nieco powijaki. Przestawał wtedy tak głośno płakać. Widać już było, że będzie miał jasne włosy, ale ciągle był zbyt maleńki, by określić jakieś charakterystyczne dla niego cechy. Silje czuła, że bardzo kocha tę małą istotkę, którą znalazła w lesie owej dziwnej nocy.
Dzień po dniu życie płynęło tym samym rytmem. Teraz, zimą, sypiano do piątej rano. Po przebudzeniu rozpalano ogień i przy świetle łuczywa wykonywano swoje obowiązki. Na poranny posiłek podawano miarę piwa, do tego trochę łososia lub solonego mięsa. Kiedy prace w stajni i oborze były zakończone, koło dziewiątej przed południem, może dziesiątej, jedzono obiad. Potem była ciężka praca aż do wieczerzy, którą szykowano o czwartej lub piątej po południu. O dziewiątej wieczorem wszyscy kładli się spać.
Zima szła swoim torem. Gdy nastał czas przedświątecznego uboju, Silje uciekła do lasu. Nie miała siły być przy zabijaniu zwierząt, którymi się zajmowała, z którymi rozmawiała i do których się przywiązała. To było dla niej zbyt okrutne. Zabrała ze sobą Sol i wzburzona wędrowała po twardym, zamarzniętym leśnym poszyciu, aż minęło najgorsze.