- Nie będzie ci już dłużej potrzebna - oznajmiła...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie mają w miarę rozwinięty przemysł – dodał po chwili – będziemy musieli sprawić sobie trochę odtylcowych...
- –Łup jedno–bąknął niepewnie nieco Woldan z Osin–ale pono kto weźmie krzyż, grzechy będzie miał na pytel odpuszczone...
- –Niczego–warknął Buko–nie będzie się odkładać ad cras...
- «Och! Wielkie szczęście i wielkie nieszczęście w tym domu! Niebiosa dały syna bezpłodnej, niech będzie błogosławiony Najwyższy! Lecz siedem miesięcy temu...
- ponieważ dopóki nie będziemy wiedzieli więcej o tkwiących w człowieku siłach, nie możemy mieć nadziei, iż dowiemy się czegoś więcej o przyszłości i...
- jaki zwiedzać będzie Paryż, gdy z jednej strony Sekwany zostaną tylko szczątki z Tuileriów, brama Saint-Denis, Magdalena, pałac Inwalidów etc...
- sność drugiej ćwierci; suma wniesiona do wspólnoty stanowić będzie jedną czwartą właści- wego wkładu, pozostałym zaś przy życiu małżonkom...
- Czemu więc płakała? Obawiał się jednak, Ŝe jeśli będzie próbował nalegać, tylko - Nie musi mi pani od razu odpowiadać –uspokoił ją...
- – Będziemy się trzymać samego środka – krzyczał na całe gardło Amos...
- Brezovsky wstał i zwrócił się do adwokata: - Niestety, będziemy zmuszeni zatrzymać pana Lebovitza, bo może okazać się bardzo ważnym świadkiem...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nigdy nie była dla ciebie odpowiednia, Siuan.
Wstrząs spowodował, że język Siuan zmienił się w kamień. To jakieś szaleństwo. To niemożliwe. Przepełniona furią sięgnęła po saidara - i przeżyła kolejny wstrząs. Pomiędzy nią a Prawdziwym Źródłem tkwiła bariera podobna do ściany z grubego szkła. Z niedowierzaniem spojrzała na Elaidę.
Niczym szyderczy komentarz bez słów, wokół tamtej rozjarzyła się łuna saidara. A potem już tylko stała bezbronna, Elaida zaś oplatała ją strumieniami Powietrza od ramion aż po kibić, mocno wiążąc jej ręce przy bokach. Ledwie mogła złapać oddech.
- Oszalałaś chyba! - jęknęła. - Wszystkie chyba oszalałyście! Obedrę was za to ze skóry! Uwolnijcie mnie!
Żadna nie odpowiedziała; zdawały się niemalże ją ignorować.
Alviarin przepatrywała dokumenty leżące na stole, szybko, choć bez pośpiechu. Joline i Danelle wraz z kilkoma innymi przeglądały książki na regałach, wyciągając je z półek i potrząsając nimi, aby się przekonać, czy nic nie wypadnie spomiędzy ich kart. Biała siostra leciutko syknęła rozczarowana, gdy nie znalazła na stole tego, czego szukała, potem podniosła wieko kasetki z czarnego drewna. W jednej chwili kasetka wybuchła kulą płomienia.
Alviarin odskoczyła z krzykiem, potrząsając ręką, na której już pojawiały się pęcherze.
- Chroniona - wymamrotała tonem na tyle zdradzającym gniew, na ile wypadało Białej siostrze. - Tak drobny splot, że go nie wyczułam, dopóki nie było za późno.
Z kasetki oraz jej zawartości nie zostało nic prócz kupki szarego popiołu.
Twarz Elaidy nie zdradzała rozczarowania.
- Obiecuję ci, Siuan, że powiesz mi każde słowo zawarte w dokumentach, które przed chwilą spłonęły, dla kogo było przeznaczone i w jakim celu.
- Chyba musiał cię Smok opętać! - warknęła Siuan. - Obedrę cię za to ze skóry, Elaida. Wszystkie obedrę! Będziecie miały szczęście, jeżeli Komnata Wieży nie przegłosuje ujarzmienia was wszystkich!
Lekki uśmiech na twarzy Elaidy nie obejmował oczu.
- Komnata zebrała się niecałą godzinę temu... wystarczająca liczba sióstr, by stanowiły kworum wedle naszych praw... i jednogłośnie, jak to jest wymagane, ustaliła, że nie jesteś już dłużej Amyrlin. Dokonało się więc, a my jesteśmy tutaj; by dopilnować realizacji tych postanowień.
Siuan poczuła lodowatą kulę rosnącą w żołądku, a cichy głos, gdzieś w głębi jej duszy, zaczął krzyczeć.
"Jak się dowiedziały? Światłości, ile jeszcze wiedzą? Głupia! Ślepa, głupia kobieta!"
Jej twarz pozostała jednak nieruchoma. Nie pierwszy raz przyparto ją do muru. Jako piętnastoletnia dziewczyna, mając przy sobie tylko nóź do krojenia przynęty, została otoczona w ciemnej uliczce przez czterech pijanych łajdaków - wówczas z pewnością trudniej było uciec niż teraz. Tak przynajmniej próbowała samą siebie przekonać.
- Kworum wedle naszych praw? - syknęła. - Ledwie minimum, w którym większość i tak stanowiły twoje przyjaciółki oraz te, które udało ci się omamić.
To, że Elaidzie udało się przekonać choćby względnie niewielką liczbę Zasiadających, już wystarczyło, by zaschło jej w gardle, ale dalej niczego po sobie nie pokazywała:
- Kiedy spotka się cała Komnata, ze wszystkimi Zasiadającymi, poznasz swój błąd. Ale będzie za późno! W Wieży nigdy dotąd nie zdarzył się bunt; jeszcze za tysiąc lat będą przywoływać twój przykład, aby pokazać nowicjuszkom, jaki los czeka buntowników. - Na niektórych twarzach pojawił się leciutki wyraz zwątpienia, najwidoczniej Elaida nie miała tak ścisłej kontroli nad swymi spiskowcami, jak jej się wydawało. - Nadszedł czas, by wreszcie przestać wiercić dziury w kadłubie i zabrać się do czerpania wody. Nawet ty możesz zmniejszyć swoją winę, Elaido.
Elaida z kamiennym spokojem czekała, aż skończy mówić. Potem cios jej otwartej dłoni dosięgnął twarzy Amyrlin; ta zachwiała się, srebrzystoczarne iskierki zatańczyły jej przed oczyma.
- Jesteś skończona - powiedziała Elaida. - Sądziłaś, że ja... że my... pozwolimy ci zniszczyć Wieżę'? Zabrać ją!
Siuan aż się zatoczyła, kiedy dwie Czerwone popchnęły ją naprzód. Ledwie trzymając się na nogach, spojrzała na nie piorunującym wzrokiem, ale posłusznie poszła w kierunku, który jej wskazały. Kogo powinna o tym wszystkim zawiadomić? Niezależnie od zarzutów, jakie jej stawiano, potrafiła je odeprzeć, pod warunkiem że będzie miała czas. Nawet zarzuty dotyczące Randa; nie mogą jej przeciwstawić nic poza plotkami, a wszak gra w Wielką Grę już zbyt długo, by można ją pokonać za pomocą plotek. Chyba, że mają również Min; dzięki Min plotki mogą przemienić się w prawdę. Zacisnęła zęby.
"Niech sczeźnie ma dusza, zrobię z tej paskudy przynętę na ryby!"
W przedpokoju potknęła się znowu, ale tym razem nie dlatego, że ją popchnięto. Miała bowiem nadzieję, że Leane nie będzie na jej posterunku, tymczasem Opiekunka znajdowała się w takiej samej sytuacji - stała z ramionami przyciśniętymi sztywno do boków, usta bezgłośnie otwierały się i zamykały zakneblowane Powietrzem. Z pewnością poczuła, jak skrępowano Leane, ale nie zdała sobie z tego sprawy; w Wieży właściwie bez przerwy czuło się efekty przenoszenia Mocy.
Jednak to nie widok Leane sprawił, że zgubiła krok, lecz obraz wysokiego, szczupłego, siwowłosego mężczyzny, który leżał na posadzce z nożem sterczącym między łopatkami. Alric był jej Strażnikiem od około dwudziestu lat, nigdy nie skarżył się, kiedy los nakazywał im przez dłuższy czas przebywać w Wieży, nigdy nie narzekał, gdy jako Strażnik Amyrlin musiał oddalać się na setki mil od niej, czego nie lubi żaden Gaidin.
Odkaszlnęła, ale gdy przemówiła, jej głos wciąż był ochrypły.
- Obedrę cię za to ze skóry, zasolę ją i zostawię, by wyschła na słońcu, Elaida. Przysięgam ci to!
- Zatroszcz się lepiej o własną skórę, Siuan - odrzekła Elaida, podchodząc bliżej, by spojrzeć jej w oczy. - Są jeszcze sprawy, które nie wyszły na jaw. Wiem o tym. A ty zdradzisz mi wszystko, co do joty. Wszystko-co-do joty!
Nagłe zamilknięcie było znacznie bardziej przerażające niźli wcześniejsze groźne spojrzenia.
- Obiecuję ci to, Siuan. Zabierzcie ją na dół!