* * * Nazajutrz zostaliśmy przyjęci w prefekturze przez pana Lecussan, dyrektora Archiwum Administracyjnego...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- Istotne jest, iż te dokumenty obejmują okres wykraczający poza ramyczasowe działania obecnego Parlamentu, a tym samym poza okres sprawowania władzy przez...
- Chciałabym mękę waszej pracy pić przez rurkę, jak komar krew hipopotama - o ile to możli-we w ogóle - i przemieniać na moje idejki, takie piękne, takie motylki,...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- ver appetebat, cum Hannibal exhibernis movit; c) cum explicati-vum lub coincidens = gdy, skoro,przez to, e (z tyme trybem i cza-sem, jaki jest w zdaniu...
- czstki (przed zmierzeniem jej cech), ktra nie znajduje si nigdziew przestrzeni i czasie? Jeli za jeden obiekt uwaa to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Odwrci si tyem do wiata reflektora i osaniajc oczy przed blaskiem bijcym mu spod ng, sprbowa zajrze w krysztaow gbin jak przez ld, ktry skuwa jezioro...
- 2asmienia jednostki czy dominacji nad ni, lecz w celu ochrony praw zagroonych przez inne instytucje spoeczne: Jednym z najtrudniejszych aspektw spoecznego...
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
- Wysunąwszy delikatnie ramię spod głowy Clare, wstał z łóżka, krzywiąc się z bólu, gdyż skaleczenia i rany, które przez noc trochę przyschły, znowu się...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Był to sędziwy urzędnik z twarzą pooraną zmarszczkami, dotknięty kalectwem – na jednej nodze nosił but ortopedyczny. Poprowadził nas przez labirynt regałów. Jego ciało przechylało się nieustannie w lewo, ale za każdym razem, kiedy już miał zahaczyć głową o żelazny wspornik, tupał w posadzkę i powracał do pozycji pionowej. Pomrukiwał przy tym z cicha za każdym chybotem.
– Po rozmowie telefonicznej z panem, panie inspektorze, uznałem za wskazane ustalić, jakie akta ofiara życzyła sobie przejrzeć. Komplet teczek na „DE”. Same starocie, których mamy tu w nadmiarze. Poleciłem przynieść je do mojego gabinetu. Będzie tu panom wygodniej pracować. Pozostaję do całkowitej dyspozycji panów.
Zamknął delikatnie drzwi za sobą i oddalił się w głąb korytarzy swoim utykającym, jakby podwójnym krokiem.
– Bardzo praktyczne. Mamy przynajmniej pewność, że nas nie podsłuchuje.
Zadowolony z własnego żartu Lardenne zabrał się z zapałem do pierwszej sterty teczek.
DEbit pism i druków... DEcyzje Rady Miejskiej... DEgresja podatkowa.. DEkapitalizacja... DEmobilizacja...
Papiery, które przechodziły tego dnia przez nasze ręce, niewiele się różniły od wczorajszych. Tym razem dotyczyły całego departamentu Haute-Garonne, nie samej tylko Tuluzy. Wkrótce staliśmy się wybitnymi ekspertami w takich dziedzinach jak melioracja gruntów w Muret czy w Saint-Gaudens lub roszczenia odszkodowawcze gmin Monastruc i Leguevin w związku z planowaną przebudową dróg państwowych N 88 i N 124. Porządek alfabetyczny sprawiał, że burleska sąsiadowała nieraz z tragedią. Tak więc prefekt policji domagał się unieważnienia DEbaty Rady Miejskiej z DElegacją z Lanta, ponieważ czcigodne grono zebrało się w tym celu w oberży. Członkowie Rady wyjaśniali w odpowiedzi, że stało się tak wyłącznie z powodu zawalenia się dachu w merostwie, jednakże prefekt nie uznał tego argumentu i utrzymał swoją decyzję w mocy. Następna po DElegacji teczka nosiła nadzwyczaj starannie wykaligrafowany rondówką tytuł DEportacja.
DEportacja traktowana była dokładnie tak samo jak inne czynności administracyjne. Urzędnicy wypełniali odpowiednie formularze równie starannie jak przydziały na węgiel albo zawiadomienia o rozpoczęciu roku szkolnego. Śmierć zarubrykowana, śmierć zaszufladkowana. Mechanicznie, obojętnie, bez zastanowienia. Przypięty do kawałka tektury pożółkły telegram zaadresowany do prefekta i podpisany przez Pierre Lavala sprzeciwiał się rozdzielaniu rodzin żydowskich podlegających deportacji i wyjaśniał, że „wobec powszechnego poruszenia wywołanego tą barbarzyńską decyzją, zwróciłem się do niemieckich władz wojskowych, które wyraziły zgodę na to, by dzieci nie były oddzielane od swoich rodziców i mogły dzięki temu towarzyszyć im w podróży”.
Plik formularzy opatrzonych parafą „AV” i adnotacją „Do wykonania” nadawał tym dyrektywom bieg urzędowy.
Precz z barbarzyństwem! Opiekujemy się dziećmi na trasie Tuluza-Oświęcim!
Powierzyłem sierżantowi Lardenne całą DEratyzację, sam zaś pogrążyłem się w przepastnych biurokratycznych otchłaniach DEzynfekcji i DEzynsekcji.
Rozdział IV
Portier hotelowy upychał walizki w bagażniku garbusa, Klaudyna Chenet płaciła rachunek w recepcji. Złapałem ją w ostatniej chwili.
– Dzień dobry, chciałem się z panią pożegnać przed wyjazdem.
– Nie spodziewałam się aż takich względów ze strony policji tuluskiej. Cenię pańską uprzejmość, ale mimo to nigdy nie nabiorę sympatii do tego miasta...
– Ogromnie mi przykro... Przyszedłem tu, żeby potwierdzić wcześniejszą decyzję o przewiezieniu zwłok Bernarda Thiraud do Paryża w poniedziałek. Sekcja zwłok nie wniosła do śledztwa nic nowego.
Wystarczyło, że napomknąłem o prosektorium, by zacisnęła mocno powieki.
– Przepraszam, wciąż nie mogę się z tym pogodzić... Czy śledztwo posuwa się naprzód?
– Prawdę mówiąc, nie za bardzo. Mamy dość dokładny rysopis domniemanego mordercy. Sierżant Bourrassol sprawdza teraz listę wszystkich osób, które znajdowały się w prefekturze tragicznego wieczoru. Niebawem przystąpimy do zbadania ich działalności zawodowej, sytuacji majątkowej, konfliktów uczuciowych...
– W jakim celu? Co to ma wspólnego ze śmiercią Bernarda?
– Proszę pani, może to absurdalna hipoteza, ale trzeba ją także wziąć pod uwagę: przypuśćmy, że morderca miał tylko ogólny rysopis ofiary, i że pani przyjaciel z grubsza do tego portretu pasował...
– Nie, to niemożliwe! Bernard miałby zginąć zupełnie przypadkowo? Bzdura! Kolejny fałszywy krok, tyle że w innym kierunku...
– Powtarzam, to tylko hipoteza robocza, której nie mogę z góry odrzucić. W tym, teoretycznie możliwym, przypadku morderca i jego wspólnicy zorientowali się już z pewnością, że popełnili błąd. Teraz będą się starali zabić właściwego człowieka i to jak najszybciej. Nie mogę dopuścić do nowej zbrodni. Na tym polega moja praca. Owszem, zdarzało mi się ścigać wyimaginowanego przestępcę, nawet częściej, niżbym tego chciał... Zapewniam panią jednak, że nigdy nie zaniedbuję pierwszego, zasadniczego tropu. Bardzo możliwe, że morderca dokładnie wykonał rozkaz. W takim razie albo zaczął państwa śledzić przed samym wyjazdem z Paryża, albo dowiedziawszy się kiedy i dokąd państwo wyjechali, pognał na złamanie karku do Tuluzy.
– Można panu pozazdrościć pewności siebie, panie inspektorze.
– Chyba rozumuję logicznie. Po co w przeciwnym wypadku miałby tu przyjeżdżać? Żeby zabić kogoś, kogo ma pod ręką w Paryżu? Następnie udało mu się odszukać hotel, w którym państwo zamieszkali. Już z rana wyśledził, że Bernard udał się do prefektury. Czekał tam na niego cały dzień w samochodzie, a kiedy pani przyjaciel wyszedł z archiwum, ruszył za nim. W końcu dopadł Bernarda w pustej uliczce i zabił
– W jaki sposób tak szybko nas odszukał?