nastąpiła ciemność...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- wywołaniu jej przez System, nastąpiło pełne odtworzenie obsługiwanego przez nią pulpitu...
- W okresie, ktry upyn od wejcia w ycie ustawy zasadniczej, nastpio rozwinicie konstytucyjnej regulacji stanw nadzwyczajnych w drodze ustawodawstwa zwykego...
- Wykazanie wewntrznych sprzecznoci w radykalnym podejciu do pracy socjalnej nastpio w eseju Cohena (1975), ktry niespodziewanie przyczyni si do wylansowania...
- Poczucie dowartościowania siebie (ZP) Przemiana z "brzydkiego kaczątka" w boskiego "łabędzia" może nastąpić tylko wtedy, gdy zaczniesz...
- Odmiana moralna Wojciecha nastpia po wyniesieniu go na biskupstwo, kiedy to przyszed do opamitania"...
- Przygotowywał się przecież do tego dnia, przypuszczając, że prędzej czy później nastąpi...
- wzrokiem, nastąpiło jakby zamknięcie elektrycznego obwodu...
- Powłócząc nogami, pogrążył się w ciemności, za sobą słyszał ludzi śpiewających „Już się nie bój dłużej”...
- Nigdy więcej tego nie chcę, myślała, leżąc w ciemności...
- „Zwiążcie mu nogi i ręce i wyrzućcie go do ciemności zewnętrznej”...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Zwariowany, nieobliczalny wiatr zaszarpał obrusami, zakręcił kurzem, przegnał i znikł. Cisza
zapanowała jakaś ponura, czająca się i nieszczera.
Zerwali się brodacze od stolików. Zmykają z czajnikami w ręku, a obsługa wynosi stoliki.
Trwoga na twarzach, jakby się coś wielkiego stało. Ze wszystkich drzwi wybiegają
mieszkańcy. Rejwach, krzyk.
— Trzeba i nam uciekać — rzekł profesor wstając i w tymże momencie, jakby dla
zadokumentowania słuszności jego słów, lunął deszcz. To nie był właściwie deszcz, tylko
nieprzerwany, szeroki strumień wodospadu. Wyglądało, jakby przez wszystkie górne okna
otaczających nas kamienic trysnęły potoki zimnej wody. Jednocześnie: przyszedł drugi wiatr,
silniejszy, jeszcze bardziej nieobliczalny, zawadiacki i szalony. Powywracał resztę nie
zabranych jeszcze stołów i stołków, pozrywał bieliznę ze sznurów, zatrajkotał okiennicami,
powybijał trochę szyb i pędząc przed sobą pienistą grzywę wodnych pióropuszy, gnał zaułkami
ku ciemniejącej w dali tafli Dunaju. Woda tymczasem pokryła cały plac tworząc kwadratowe
jezioro, z którego wypływały rwące strumienie górskich potoków, niosąc na swym grzbiecie
spłukany dobytek.
Stojąc z Pimpą pod daszkiem najbliższego wykuszu, obserwowałem ciekawie, jak ci sami
starowiercy, już bez butów, na bosaka i z podwiniętą koszulą, wyłapują swoje krzesła,
beczułki, kosze i ręczniki. Zrozumiałem nareszcie, dlaczego jezdnie tutejszych zaułków maja
takie wybrzuszenia, a rynsztoki są aż tak głębokie,
Ta sztormowa ulewa była tu widocznie zjawiskiem powszednim. Każdy znał swoją powinność
i należne sobie miejsce, wiedział, co łapać i którędy uciekać, Uderzył mnie brak kobiet na
ulicach. Nie widać ich ani na lekarstwo.
— Gdzież się podziały kobiety? — pytam profesora,
— Nie obyczajno we dnie im chodzić. Za to wieczorem wyjdą na ulicę wszystkie,
wymalowane jak obrazki.
Za godzinę Tulcza była już sucha. Razem z wodą odpłynął też cały jej brud. Znowu stoły zajęły
swoi dawne miejsca. Niby nigdy nic, wracano do przerwanych czynności.
Pokój dostaliśmy wcale schludny. Trudno go nazwać-pokojem hotelowym, raczej cały ten dom
nosił charakter średniowiecznego jeszcze, pocztowego zajazdu, Opóźnienie życia o jakieś sto
lat. Usługuje nam takiż otyły rzezaniec jak ów stangret z powozu. Nie wiem, na jakim on koniu
jeździł, ale dziwnie mało mnie to interesuje.
Iwan Iwanycz zaprasza nas do siebie, chcąc pokazać swoją bibliotekę. Ale diabelnie byłem
przemęczony, więc poszliśmy wcześnie spać.
Swoją drogą taki psi sen w ciasnym pudle kajaka to istna katorga. Z rozkoszą prostujemy
kończyny w „starowierczym” łożu. Wydało nam się ono królewskim, pomimo bardzo chudego
siennika.
Nazajutrz sprawdzamy stan remontu naszego Pacyfisty. Owszem, wzmocnili, ale wciąż mi się
coś nie podoba. To nie jest wystarczające do walki z falami Czarnego Morza. Postaram się w
Konstancy coś temu zaradzić.
Jutro musimy ruszać.
Dzień minął w towarzystwie Iwana Iwanycza. Dużo opowiadał o sobie, o dziadku, o
trudnościach swego wykształcenia. Tak gawędząc błądziliśmy po Tulczy. Już mrok zapadł,
kiedyśmy stanęli nad brzegiem Dunaju i nasz przewodnik, unosząc ramię przed siebie, rzekł:
Tam leży miasto Gałacz.
Te jego słowa przypomniały mi nagle wszystko. Zdałem sobie sprawę, gdzie stoję. Może w
tym samym miejscu przed osiemdziesięciu kilku laty, z wzrokiem wytężonym w dal, długie
tygodnie wyczekiwał swojego brata jeden z najdzielniejszych naszych „wielkich” emigrantów,
pułkownik Teodor Tomasz Jeż — Miłkowski. Znany pisarz, poeta i działacz. Wiele tragedii,
wiele niepokoju musiał przeżyć tu ten człowiek, wiele bezsennych nocy, aż przyszła wreszcie
hiobowa wieść o rozstrzelaniu brata Józefa na stokach fortu Gałacz. Czytałem o tym kiedyś i
spłynęło po mnie jak woda, a oto teraz jak bym przeżywał jego ból, jak bym razem z nim
wyczekiwał. Sprawiają to dekoracje, nastrój otoczenia, które pozostało niezmienne: ta sama