- I możesz być pewien, że gdyby taki sposób istniał, na pewno by spróbował...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Windows), — podstawy routingu statycznego i dynamicznego, — podstawowa znajomość IOS oraz sposobu konfigurowania urzÄ…dzeÅ„ Ci- sco,...
- Artyku³ 105 § 1 EgzAdmU wymienia sposoby sprzeda¿y rzeczy zajêtej w toku egzekucji z ruchomoœci:1) sprzeda¿ w drodze licytacji publicznej,2) sprzeda¿ po cenie...
- wÅ‚Ä…cznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywajÄ… stylem winietowym – sposób malo- wania przypominaÅ‚ wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Polecenie traceroute zwykle jest wykorzystywane w ten sposób, jak polecenie ping – jako parametr należy podać nazwÄ™ hosta docelowego...
- bynajmniej jedynie o to, by wszyscy siê bali, i bali siê w ten sam sposób...
- jaki sposób w małej zbiorowości lokalnej obrotny przedsiębiorca bogaci się, inwestuje, uzależnia od siebie innych, prowadzi wystawny tryb życia, wchodzi do...
- Żal, że dał się podkupić mojemu bratu i że w sposób typowy dla naszego rodzinnego konfliktu zaraz po złotych triumfach - Hary był pierwszy także ze sztafetą...
- Autorzy tego badania wysunęli przypuszczenie, że leki te mogły uniemożliwić pacjentom poleganie na sobie i zakłócić przebiegający w naturalny sposób proces...
- W ten sposób tedy w szóstym roku swego panowania zgin¹³ razemz matk¹ Antoninus, który prowadzi³ niegodny tryb ¿ycia, jak to powy¿ejprzedstawiono...
- Wyniki te przeczą dosyć silnie zakorzenionemu w psychologii przekonaniu, że albo stosujemy racjonalne, czyli zaradcze sposoby przezwyciężania...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- To chyba argument nie do zbicia... Dobrze więc, bierzmy się do pracy, bracie. Czego potrzebujesz? - Kaktus poprowadził go przez obszerny, zagracony starymi meblami pokój do drzwi znajdujących się w przeciwległej ścianie. - Moje atelier nie jest już tak eleganckie jak kiedyś, ale cały sprzęt jest na swoim miejscu. Musisz wiedzieć, że w pewnym sensie przeszedłem już na emeryturę. Moi finansiści zapewnili mi dość dobre warunki i niewielkie obciążenie podatkowe, więc specjalnie nie narzekam.
- Jesteś niesamowity - powiedział Jason Bourne, kręcąc z podziwem głową.
- Zdaje się, że już to od kogoś słyszałem. Pytałem, czego konkretnie potrzebujesz.
- Dokumentów, ale nie takich jak w Europie albo w Hongkongu. To mam być po prostu ja.
- A więc kameleon przeistacza się w kolejną postać: samego siebie. Jason przystanął raptownie.
- O tym też zapomniałem... Właśnie tak mnie nazywano, prawda?
- Kameleon? Owszem, i możesz być pewien, że nie bez powodu. Gdyby przesłuchać sześciu ludzi, którzy cię spotkali, podaliby sześć różnych rysopisów, choć ty nie poświęciłeś nawet minuty na charakteryzację.
- To wszystko wraca, Kaktus.
- Najbardziej życzyłbym sobie, żeby nie musiało, ale skoro musi, to postaraj się, żeby wróciło do końca... Zapraszam do magicznej komnaty.
W trzy godziny i dwadzieścia minut później czary dobiegły końca. David Webb, wykładowca orientalistyki i przez trzy lata Jason Bourne, zabójca, dysponował dwoma dodatkowymi tożsamościami, poświadczonymi paszportami, prawami jazdy i kartami wyborczymi. Ponieważ żaden taksówkarz nie zgodziłby się przyjechać po klienta do tej dzielnicy, utrzymujący się z zasiłku dla bezrobotnych sąsiad Kaktusa, z szyją obwieszoną grubymi złotymi łańcuchami, odwiózł Bourne'a do centrum swoim nowiutkim cadillakiem Allante.
Jason zadzwonił do Aleksa z automatu telefonicznego w domu towarowym Garfinkela; podał mu swoje dwa nowe nazwiska i wybrał to, pod którym zamelduje się w hotelu Mayflower. Na wypadek, gdyby okazało się, że nie ma miejsc, Conklin postara się załatwić mu coś, kontaktując się bezpośrednio z dyrekcją. Langley uruchomi awaryjny program działający pod Cztery- Zero i dostarczy Bourne'owi możliwie najszybciej wszystkie potrzebne materiały. Miało to jednak zająć nie mniej niż trzy godziny, przy czym Aleks nie mógł zagwarantować ani dotrzymania terminu, ani autentyczności informacji. Jason specjalnie się tym nie zmartwił, przed pójściem do hotelu potrzebował bowiem jeszcze co najmniej dwóch godzin na skompletowanie garderoby; kameleon zmieniał barwę skóry.
Aleks rozmawiał przez drugi telefon z Kwaterą Główną CIA.
- Steve DeSole obiecuje, że natychmiast puści wszystko w ruch, a nawet sięgnie do archiwów armii i wywiadu marynarki - poinformował Bourne'a, skończywszy tamtą rozmowę. - Peter Holland wszystko załatwi. Jest przyjacielem prezydenta.
- Przyjacielem? Nie wiedziałem, że przywiązujesz wagę do takich rzeczy.
- Owszem, oddając różnym ludziom przyjacielskie przysługi.
- Hę...? Dzięki, Aleks. A co u ciebie? Dowiedziałeś się czegoś?
Conklin zamilkł na chwilę. Kiedy się ponownie odezwał, w jego głosie było wyraźnie słychać strach.
- Powiedzmy to w ten sposób: nie byłem przygotowany na to, czego się dowiedziałem. Zbyt długo stałem na bocznym torze. Boję się, Jason... przepraszam, Davidzie.
- Nie ma za co. Nie pomyliłeś się. Czy rozmawiałeś z...
- Żadnych nazwisk! - przerwał mu ostro emerytowany oficer wywiadu.
- Rozumiem.
- Wątpię - odparł Aleks. - Mnie do tej pory to się nie udało. Będę w kontakcie.
Odłożył słuchawkę.
Bourne uczynił to samo, marszcząc z zastanowieniem brwi. Aleks dał się ponieść melodramatycznym uczuciom, co było do niego zupełnie niepodobne. Do tej pory zawsze charakteryzowało go opanowanie i zimna kalkulacja. To, czego się dowiedział, musiało nim potężnie wstrząsnąć... Do tego stopnia, że chyba przestał ufać wypracowanym przez siebie schematom działania i ludziom, z którymi współdziałał. Gdyby tak nie było, wyrażałby się jasno i precyzyjnie, a tymczasem, z jakichś tajemniczych powodów, nie chciał mówić ani o "Meduzie", ani o tym, co odkrył pod nagromadzoną przez dwadzieścia lat warstwą oszustw.