Mimo pańskiego uprzejmego milczenia zgodzę się z panem, że ta przygoda nie jest zbyt olśniewająca...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Mimo to w żyÅ‚ach elfa pÅ‚ynęła adrenalina wywoÅ‚ana Å‚owami – górskim szlakiem poniżej uciekaÅ‚ tuzin orków – a jeszcze bardziej...
- Mimo to na ich widok czterej Neimoidianie nie tylko nie opuścili posterunku przed drzwiami apartamentu wicekróla, ale opuścili broń w geście ostrzeżenia...
- Pani Hunter regularnie co miesi¹c wystawia³a czeki za swój pobyt w klinice; bez mrugniêcia w³asnorêcznie wpisywa³a odpowiednie sumy, mimo ¿e czasami nawet...
- Serce Dawida znalazło się w rozdwojeniu, pod działaniem dwóch sił, mimo iż były one nierówne, ubóstwiał bowiem żonę, tkliwość zaś dla Lucjana ostygła...
- a żadna ze stron, mimo półminutowej obserwacji, nie wykonała najmniejszego ruchu, choć nie ulegało wątpliwości, że obcy nie żywią przyjaznych zamiarów...
- Richie przekazał butelkę Bobby’emu, który pociągnął sporego łyka, mimo że nie znosił smaku owocowego wina...
- — Czy można ukryć caÅ‚Ä… rodzinÄ™? — Nigdy nie byÅ‚a zbyt liczna...
- wanej na skutek przykurczu przywodzicieli uda po stronie zdrowej, lub też zsuwanie się protezy z kikuta (zbyt obszerny lej, niedostateczne zawieszenie, wadliwe...
- W pierwszej chwili rozmyÅ›laÅ‚a sennie, że może w koÅ„cu rozkwitajÄ… baÅ›niowe fajerwerki miÅ‚oÅ›ci, żeby rozÅ›wietlić jej życie – ale to zbyt...
- O ile nawet najbardziej humanitarne i demokratyczne narody nie mają zbyt wieluzahamowań, gdy chodzi o eksperymenty na zwierzętach, o tyle jednak doświadczenia...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Niech pan jednak pomyśli o swoim życiu, mój drogi ziomku! Niech pan poszuka w pamięci, może znajdzie pan jakąś podobną historię, którą mi pan później opowie. Co do mnie, kiedy ta sprawa przychodzi mi na myśl, jeszcze się śmieję. Ale jest to inny śmiech, dość podobny do śmiechu, który usłyszałem na moście des Arts. Śmiałem się z tego, co mówiłem kobietom, i z moich adwokackich wystąpień w sądzie. Bardziej zresztą z tych wystąpień niż z tekstów wygłaszanych do kobiet. Tym przynajmniej kłamałem niewiele. Instynkt określał moje zachowanie się, mówił jasno, bez wykrętów. Akt miłosny jest wyznaniem. Egoizm tu krzyczy, próżność się odsłania albo też wychodzi, na jaw prawdziwa wielkoduszność. W tej żałosnej historii, bardziej jeszcze niż w innych intrygach, byłem w końcu szczerszy, niż myślałem, powiedziałem, kim jestem i jak mogę żyć. Mimo pozorów byłem więc bardziej uczciwy w moim życiu prywatnym, zwłaszcza kiedy zachowywałem się tak, jak panu powiedziałem, niż w wielkich uniesieniach zawodowych na temat niewinności i sprawiedliwości. Widząc, jak postępuję z ludźmi, nie mogłem się przynajmniej mylić co do swojej prawdziwej natury. Żaden człowiek nie jest hipokrytą w przyjemnościach, czytałem to czy wymyśliłem, mój drogi ziomku?
Kiedy więc zastanawiałem się nad trudnością ostatecznego zerwania z kobietą, trudnością, która prowadziła mnie do tylu równoczesnych związków, nie oskarżałem o czułość mego serca. To nie ona popychała mnie do działania, kiedy jedna z mych przyjaciółek, zmęczona czekaniem na Austerlitz naszej namiętności, mówiła, że się wycofa. Natychmiast robiłem krok naprzód, ustępowałem, stawałem się wymowny. Budziłem w kobietach czułość i słodką słabość serca, sam doznając ich tylko powierzchownie, po prostu trochę podniecony odmową, zaalarmowany też możliwą utratą przywiązania. Niekiedy sądziłem, że cierpię rzeczywiście, to prawda. Wystarczyło jednak, żeby zbuntowana odeszła, abym zapomniał o niej bez wysiłku, jak zapominałem o niej, gdy wracała. Nie, to nie miłość ani wielkoduszność budziły mnie, kiedy groziło mi niebezpieczeństwo, że zostanę porzucony, lecz tylko pragnienie, by mnie kochano i bym mógł otrzymać to, co wedle mego mniemania było mi należne. Ledwie czułem się kochany, a moja partnerka znów zapomniana, promieniałem, było mi dobrze, stawałem się sympatyczny.
Niech pan zauważy zresztą, że ledwie miałem znów tę miłość, czułem jej ciężar. W chwilach rozdrażnienia mówiłem więc sobie, że idealnym rozwiązaniem byłaby śmierć interesującej mnie osoby. Z jednej strony, ta śmierć ostatecznie utwierdziłaby nasz związek, z drugiej, odjęłaby mu wszelki przymus. Ale nie można sobie życzyć śmierci wszystkich, ani, dochodząc do ostateczności, wyludnić ziemię, by cieszyć się wolnością niewyobrażalną inaczej. Przeciwstawiała się temu moja czułość i miłość do ludzi.
Jedynym głębokim uczuciem, jakiego zdarzyło mi się doznać w tych miłosnych intrygach, była wdzięczność, kiedy wszystko szło dobrze i kiedy wraz ze spokojem pozostawiano mi swobodę przychodzenia i odchodzenia; nigdy nie byłem bardziej uroczy i wesół z jedną niż wówczas, kiedy opuszczałem łóżko innej, jakbym rozkładał na wszystkie kobiety dług, jaki zaciągnąłem u jednej z nich. Zresztą, mimo pozornego pomieszania uczuć, osiągałem rezultat jasny: podtrzymywałem wokół siebie wszystkie przywiązania, by nimi posłużyć się, kiedy zechcę. Mogłem więc żyć tylko pod warunkiem, co sobie zresztą uświadamiałem, że wszystkie istoty na ziemi lub możliwie największa ich ilość będą zwrócone ku mnie, wiecznie wolne, pozbawione niezależnego życia, gotowe odpowiedzieć w każdej chwili na moje wezwanie, skazane wreszcie na jałowość do dnia, kiedy raczę je oświetlić moim blaskiem. Słowem, abym żył szczęśliwy, trzeba było, żeby wybrane przeze mnie istoty nie żyły wcale. Od czasu do czasu miały otrzymywać życie z mojej łaski.
Ach, niech mi pan wierzy, nie opowiadam panu tego z zadowoleniem. Myśląc o tym czasie, kiedy żądałem wszystkiego, sam nic nie płacąc, kiedy zmobilizowałem tyle istot, aby mi służyły, kiedy w pewien sposób zamykałem je w lodówce, aby mieć je od czasu do czasu pod ręką, dla mojej wygody, nie wiem, jak nazwać szczególne uczucie, które mnie ogarnia. Czy to nie wstyd? Niech mi pan powie, drogi ziomku, czy wstyd trochę pali? Tak? A więc to może wstyd albo jakieś z tych śmiesznych uczuć związanych z honorem. W każdym razie wydaje mi się, że to uczucie nie opuściło mnie od zdarzenia, które odnalazłem dobrze utwierdzone w pamięci; opowiadania o nim nie mogę dłużej odwlekać mimo dygresji i wysiłków inwencji, której, mam nadzieję, odda pan sprawiedliwość.