Milicję po tym drugim doświadczeniu zaczęłam kochać rzetelnie, porządnie i trwale...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Nie miał czasu myśleć teraz o więźniu, bo gdy kilku ludzi zabrało się do rozbierania martwych kompanów, kłócąc się przy tym o łupy, reszta zaczęła...
- - Wy, Ukraińcy, zawsze sobie dziwne miejsca na obronę ojczyzny wybieracie!Stopniowo gdy wino zaczęło działać ich rozmowa wkraczała na coraz bardziej...
- – Czy wezwać Chłopców Twardzieli?– Nie, niech robią to, co zaczęli...
- Jeśli rodzice nie dadzą dziecku doświadczyć miłości, jeśli nie ujawnią swoim zachowaniem, że samo jego istnienie jest dla nich radością, dziecko odwróci od...
- Upakowanie materii żywej w osobne nośniki stało się cechą tak uderzającą i dominującą, że gdy na scenie pojawili się biologowie i zaczęli zadawać pytania na...
- a oficjalnym Kocioem, reprezentujcym Papiestwo, zaczy zarysowywa si rozbienoci, ktre zczasem przeksztaciy si nawet w otwart wrogo...
- Małgorzata odwiesiła słuchawkę i jednocześnie w sąsiednim pokoju rozległo się drewniane kuśtykanie i coś zaczęło dobijać się do drzwi...
- Zalecał referendarz jak największe umiarkowanie i cierpliwość, a gdy ochmistrzyni uskar- żać się zaczęła na niedostatek, zaręczył, że prymas111,...
- Ponieważ niósł jej kosz, nie pozostawało jej nic innego, jak czekać, więc przystanęła i zaczęła go obserwować...
- «Dlaczego więc ośmiela się podejść do kapłana za pierwszym razem, kiedy jest całkiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć się nawet do...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nie tak zupełnie z wzajemnością, ale powiedzmy, że trochę.
Przykro mi, ale do mojego umysłu pchają się teraz same dygresje i nie pozbędę się ich inaczej, jak tylko na piśmie. Może dadzą się jakoś przetrzymać.
O tę miłość do milicji kłóciłam się z Alicją przez całe lata.
— Jak ty możesz ich kochać, idiotko! — warczała na mnie. — Jak w ogóle możesz tak mówić, nienormalna jesteś, kogo kochać, tę bandę swołoczy…!!!
— Jakich znowu swołoczy! — denerwowałam się. — Przyzwoici, życzliwi ludzie, pomagają w każdym wypadku! A ty się zastanów, jaką oni mają pracę, przedzieramy się przez zarośla i wądoły, leży baba nieżywa, ja popatrzę i dobrze, nic więcej nie muszę! A oni nie mają prawa popuścić, oni są zobowiązani dojść, dlaczego ona tam leży, skąd się wzięła i kto ją rąbnął! Muszą, to jest ich praca! Obojętne, w dzień czy w nocy! Na mnie bandzior nie czyha, a oni mogą życie stracić!
— Cha! Cha! — odpowiedziała na to Alicja szyderczo i ze wzgardą.
Dopiero po wielu latach zorientowałam się, że rozmawiamy na dwa różne tematy. Ona miała na myśli najgorszą i najpodstepniejszą część MSW, a ja zwyczajną, czynną, łapiącą przestępców milicję z Pałacu Mostowskich i Komendy Głównej. Moje uczucia na MSW się nie rozciągały, chociaż nie wykluczam, że nawet tam mogło siedzieć parę osób nie całkowicie zdemoralizowanych. Chociażby Jerzy (o, proszę! Znów Jerzy!) Kudaś–Bronisławski, którego wylano z roboty za powieść o początkach UB, pierwszy tom podnosił włosy na głowie, a drugi został wycofany z druku. Szkoda, chętnie bym przeczytała. Pana Bronisławskiego w ogóle lubię, ale obszczekam go teraz, bo w tamtych czasach narobił mi kłopotów jako rzecznik prasowy MSW, a przy okazji skompromitował instytucję i ustrój. Ujawnię to nie przeciwko panu Jerzemu, tylko przeciwko systemowi. Łgarstwo i dezinformacja rozpanoszone były tak potężnie, tak bardzo się na nich to wszystko opierało, że oszukiwano nawet własnych ludzi i własnych pracowników. Pisałam wtedy Upiorny legat i pan Bronisławski osobiście i w najlepszej wierze oświadczył mi, że banknot pięćdzieslęciodolarowy nie istnieje. Tak jak nie istnieje w Danii banknot dwudziestokoronowy. Co do koron, w porządku, rzeczywiście dwudziestokoronówki w tamtych czasach nie było, natomiast pięćdziesiąt dolarów w jednym kawałku sama posiadałam, pochodziło z kopenhaskiego banku i nie zostało wyprodukowane prywatnie. Kto i po co ludziom wmawiał bzdety, mieszał w głowie i jak silna musiała być ta akcja oszustwa, skoro pan Bronisławski, człowiek inteligentny, dysponujący dużą wiedzą o świecie, dał się nabrać?!
Koniec dygresji, wracam do właściwego wątku. W trakcie mojego remontu, tej glazury, łazienki
i piasku, miałam tajemnicze telefony, które podtrzymały temat i zwiększyły ogólny melanż. Później wyszło na jaw, że wygłupiali się tak Andrzej, maż Ireny, i Michał, ale nie żywiłam do nich urazy, przeciwnie, byłam im wdzięczna za inspirację.
Różne osoby natomiast miały pretensje do mnie. Ponarażałam się im bezwiednie, zakłopotało mnie to, usiłowałam wyjaśnić sprawę i stworzyłam pierwszą część Klina. Dawałam to do czytania osobom znajomym, żeby się zorientowały w sytuacji, osoby znajome reagowały rozmaicie, niektóre prosiły, żeby mnie od nich odgrodzić, bo się boją wariatek, wszystkie jednak prezentowały jedna cechę wspólną.
— Słuchaj, wydaj to — mówiły. — Idź gdzie trzeba i wydaj!
Łatwo powiedzieć. Jedyną odpowiednią instytucją, jaka mi przyszła na myśl, była redakcja Przekroju. Zdobyłam się na czyn rewolucyjny, zadzwoniłam do Krakowa, okazało się, że Marian Eile, ówczesny naczelny, znajduje się właśnie w Warszawie. Zadzwoniłam do Eilego. Miał chwilę czasu, poleciałam na spotkanie, wziął utwór i przeczytał.
Potem nastąpiła chwila, dla mnie rzędu wybuchu wulkanu.
— Czy ty piszesz więcej? — spytał Eile, który już od czwartej strony zaczął mnie traktować jak jednostkę znajomą od urodzenia.
— Pisałabym więcej — odparłam uczciwie i z ciężkim westchnieniem — gdybym miała na czym. Pisuję artykuły, ręcznie, potem pożyczam maszynę od mojej ciotki. Ręcznie pisze mi się za wolno, bazgroły są to, nie widzę tekstu. Maszynę muszę jej oddawać, ona też dużo pisze. Przez brak tej cholernej maszyny nie mogę pisać tyle, ile bym chciała.
— W takim razie ja ci dam maszynę — powiedział Eile.
Nie zrozumiałam, co ma na myśli.
— Jak to? — spytałam. — Co to znaczy?
— Umarła moja ciotka. Została po niej maszyna, stara, ale jeszcze w niezłym stanie. Niepotrzebna mi, dam ci ją.
— Znaczy, pożyczy mi pan?… Pożyczysz mi?
— Nie. Dam.
— Jak to…? Na własność? Na zawsze?
— Na własność i na zawsze.