— Stać! Kto idzie? Wróg czy Przyjaciel Ziemi?— Naturalnie, że PZ...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W pewien sposób cieszyła się, że Egwene oraz jej przyjaciółek tu nie ma, cieszyła się, że nie może widzieć ich twarzy, a na nich, być może, piętna...
- 187mo¿emy przyj¹æ jako zasadê, ¿e ka¿dy kraj wymieniony wœród owych affines le¿a³ na zewn¹trz granic tego pañstwa, jako jego „bok" (tatuœ] Kieruj¹c siê t¹ zasad¹,...
- Podczas gdy d'Artagnan pędził po ulicach i pukał do bram, Aramis przyłączył się do dwóch towarzyszy; wróciwszy do domu d'Artagnan zastał przyjaciół w...
- W ciągu trzech pierwszych miesięcy od czasu przeniesienia się do nowej siedziby byłem wciąż bardzo zajęty i prawie nie widywałem mego przyjaciela Holmesa...
- – Zabierzesz stÄ…d te akta, zrobisz gdzieÅ› kopie, rozeÅ›lesz część do przyjaciół i znajomych rozrzuconych możliwie po caÅ‚ych Stanach, a resztÄ™ ukryjesz,...
- Wreszcie wczesnym popołudniem któregoś dnia Smuga oznajmił, że wraca jego przyjaciel i mogą mu złożyć wizytę w siedzibie towarzystwa, gdzie pracuje...
- Mama nie rozumie, że co innego koledzy, a co innego prawdziwy przyjaciel...
- a żadna ze stron, mimo półminutowej obserwacji, nie wykonała najmniejszego ruchu, choć nie ulegało wątpliwości, że obcy nie żywią przyjaznych zamiarów...
- Tak więc w niedzielę późnym rankiem wysłałem do Akeleya depeszę zawiadamiając go, że przyjadę do Brattleboro w najbliższą środę - 12 września - o ile ten...
- król przyjaźnił się z ludożercami? Wszystko to wiedział Maciuś od swoich szpiegów i minister spraw zagranicznych ostrzegał, że może być wojna...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Dom jak zwykle miał ochotę podać złą odpowiedź i jak zwykle nad nią zapanował: raz dokonał eksperymentu i miał dość na długo. Głuchota ustąpiła gdzieś po dwóch godzinach, za to rezonans zdemolował magazyn. Babcia, gdy się dowiedziała o wszystkim, uśmiała się do łez, choć rzadko się uśmiechała, po czym wygarbowała mu skórę, by lepiej zapamiętał, czego nie należy robić.
— Przechodź, PZ! — poleciÅ‚ robot.
— KtóregoÅ› dnia dowiem siÄ™, jak wychodzisz, nie uruchamiajÄ…c alarmów — obiecaÅ‚ gÅ‚os Korodore'a.
— Ale jeszcze nie teraz. Musisz siÄ™ sporo nauczyć.
— Podejdź no do skanera... Dobrze widziaÅ‚em: ta blizna jest Å›wieża.
— KtoÅ› do mnie strzelaÅ‚ na bagnie, ale uciekÅ‚em.
— Kto? — spytaÅ‚ powoli Korodore, wykazujÄ…c godne podziwu opanowanie.
— Rany, skÄ…d mam wiedzieć?! ZresztÄ… to byÅ‚o parÄ™ godzin temu i... hm...
— Za dziesięć minut jesteÅ› w moim biurze i opowiesz mi przebieg dzisiejszego dnia z dokÅ‚adnoÅ›ciÄ…, która ciebie samego zaskoczy. ZrozumiaÅ‚eÅ›?
Dom przygryzł wargę, łypnął wrogo i burknął:
— ZrozumiaÅ‚em.
— To dobrze. Może dziÄ™ki temu nie bÄ™dÄ™ szorowaÅ‚ zÄ™bami tratwy, a ty na miesiÄ…c nie dostaniesz aresztu domowego. — GÅ‚os Korodore'a nieco zÅ‚agodniaÅ‚. — Co masz na szyi? WyglÄ…da znajomo...
— To bagienny ig.
— Rzadkość, prawda?
Dom zerknÄ…Å‚ na planetarny herb wyryty nad drzwiami — logo sadhimistów na czerwonej tarczy podtrzymywaÅ‚y na nim niebieskie flamingi i raczej niepodobny do siebie ig. Pod spodem wyryto, zdecylowanie gÅ‚Ä™biej, niż byÅ‚o to konieczne, Przykazanie.
— ZnaÅ‚em kiedyÅ› przemytnika, który miaÅ‚ takiego — dodaÅ‚ Korodore. — SÄ… o nich ciekawe legendy które chyba znasz. Możesz go wnieść do Å›rodka. Kontrolka zgasÅ‚a, a robot odsunÄ…Å‚ siÄ™, robiÄ…c przej
scie.
Dom przemknął przez główną część mieszkalną, kierując się ku kuchniom, w których panowało solid ne zamieszanie w związku z przygotowaniami do ju trzejszego bankietu. Wśliznął się do najbliższej, zła pał talerz z przekąskami ze stojącego przy drzwiach stołu i zniknął w korytarzu ścigany dwujęzycznymi przekleństwami. Spokojnie ruszył korytarzem w la birynt magazynów, schodów, korytarzyków i schow ków, aż dotarł na niewielki dziedziniec. Położono m nim dach z przydymionego plastiku, przez który na wet See-Why wyglądało ponuro. W plastik wtopiono plątaninę cienkich rurek rozpylających stale wodę dzięki czemu na dziedzińcu cały czas mżyło. Na środ ku zbudowano szałas z trzcin, ale próba wyhodowa nią grzybów i porostów na otaczającym go terenie niezbyt się powiodła. Dom odsunął przemoczony ma teriał osłaniający wejście i wszedł.
Hrsh-Hgn siedział w płytkim basenie pełnym letniej wody i czytał sześcian w świetle oliwnej lampki Na powitanie machnął ręką o podwójnym stawie i przyjrzał się Domowi jednym okiem.
— Dobrze, że jesssteśśś, posssÅ‚uchaj: “Ssskama for macja dwadzieśśścia kilometrów na poÅ‚udnie od Ram py na Third Eye zdaje sssiÄ™ zawierać ssskamielin dotyczÄ…ce nie tylko przeszÅ‚ośśści, ale i przyszÅ‚ośśśc: które..."
Phnob skończył nagle i ostrożnie odstawił sześcian na podłogę, po czym przyjrzał się uważnie Domowi wpierw jego minie, potem bliźnie, a na koniec igowi wciąż owiniętemu wokół szyi.
— Udajesz — oceniÅ‚ Dom. — Choć robisz to dobrze, le piej niż Korodore czy nawet poÅ‚awiacze na nabrzeżu,
— Cieszymy sssiÄ™ naturalnie, że wróciÅ‚eśśś bezpiecznie.
— A wyglÄ…dasz, jakbyÅ› zobaczyÅ‚ nieboszczyka. Phnob mrugnÄ…Å‚.
— Hrsh, jutro zostanÄ™ przewodniczÄ…cym rady, co niewiele znaczy...
— To bardzo zaszczytne stanowisko.
— ...bo i tak caÅ‚a wÅ‚adza nadal należeć bÄ™dzie do Babci. Uważam natomiast, że przewodniczÄ…cy powinien wiedzieć parÄ™ rzeczy. Na przykÅ‚ad dlaczego nigdy nie mówiÅ‚eÅ› mi o rachunku prawdopodobieÅ„stwa i co siÄ™ staÅ‚o... jak zginÄ…Å‚ mój ojciec? SÅ‚yszaÅ‚em od poÅ‚awiaczy, że to byÅ‚o na moczarach.
Zapadła tak głęboka cisza, że ig się obudził i zaczął energicznie drapać.
— No — ponagliÅ‚ Dom — jesteÅ› moim nauczycielem.
— Powiem ci po jutrzejszej ceremonii. Teraz jessst późno... Jutro wszystko ci wyjaśśśniÄ™. Dom popatrzyÅ‚ na niego ze smutkiem.
— Ciekawe, czy jeszcze kiedyÅ› ci zaufam — powiedziaÅ‚ cicho. — To jest ważne, a ty nadal udajesz.
— Tak? A jakie uczucia ssstaram sssiÄ™ ukryć?
— MyÅ›lÄ™, że... strach — odparÅ‚ Dom. — I żal... ale
przede wszystkim przerażenie. — I wyszedÅ‚. Hrsh-Hgn odczekaÅ‚, aż jego kroki ucichnÄ… w oddali, i zÅ‚apaÅ‚ za komunikator.