- Mam wrażenie, że sami zapłacimy za drinki - orzekł Hanlon, dopijając piwa i stawiając szklankę na stole...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- 197 Ziemniaki duszone z boczkiem w^| dzonym i suszonymi [liwkami8-10 ziemniaków, 150 g boczku, 10 suszony! [liwek, 1-2 cebule, 1 szklanka wywaru misneg lub wody, 50 g sBoniny, listek laurowy, pieprz, slZiemniaki pokroi na cz[ci
- więcej niż 50 g dziennie) oraz zsiadłe mleko (ni e więcej niż l szklankę dziennie)...
- Przesuwając się z kamienia na kamień, miała nieodparte wrażenie, że podąża po śladach Ilfaylena...
- pili, œmiali siê,575a matka mia³a wra¿enie, ¿e coœ wiêcej widzi tymi wytrzeszczonymi oczami, ni¿tylko to, ¿e oni jedz¹, pij¹, œmiej¹ siê...
- Skacz, dziecko, skacz! Od kiedy moja córka Zara umiała już bez pomocy stanąć na stole, na którym zmieniano jej pieluszki, bawię się z nią w...
- jan brzechwa, wlosJan BrzechwaW³osPan starosta jad³ przy stole,Naraz patrzy - w³os w rosole...
- Wróciłem do pokoju, zmyłem naczynia po śniadaniu, posłałem łóżko, a potem usiadłem przy stole, wypisałem czek na pięćdziesiąt funtów, napisałem...
- siÄ™ sÅ‚abo — bo czasem mam wrażenie, jakbym przeżyÅ‚a tysiÄ…c lat, taka siÄ™ czujÄ™ stara i zgorzkniaÅ‚a...
- Rozdział 30 - Nigdy nie widziałeś czegoś takiego na własne oczy?Sam podskoczył z wrażenia...
- Córka barona popatrzyła na nią pytającym wzrokiem i usiadła na krześle przy stole, gdyż nie miała siły utrzymać się na nogach...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Na to wygląda - zgodził się Stanislau.
- Ja płaciłem ostatni - zastrzegł się Colman. Towarzystwo jakby ostygło z zapału.
- No to czemu nie zwinąć się stąd i nie wypić kolejki u “Rockefellera"? - zaproponował Hanlon. - Sirocco powiedział, że tam właśnie idzie.
- Wspaniały pomysł - orzekł Colman i wstał z miejsca. Dłoń Anity ześlizgnęła się z jego ramienia i chwyciła lekko za mały palec. Reszta towarzystwa dopiła piwa, wstała po kolei, żegnając skinieniem głowy właściciela lokalu i zaczęła luźną grupą posuwać się ku drzwiom.
Anita nadal trzymała Colmana za palec, co zrozumiał jako milczące zaproszenie. Spał z nią kilka razy przed wielu miesiącami i zachował przyjemne wspomnienia. Ale chociaż czuł, że jej trwające przez cały wieczór zaloty zaczęły go podniecać, rozmowa o możliwości dobrania się jako para i zbliżającym się lądowaniu wprowadziła element nie istniejącego przedtem ryzyka. Mogło przecież być i tak, że Anita w głębi duszy taiła zamiar stworzenia w przyszłości na Chironie solidnego, trwałego domu rodzinnego. Zdecydował, że przy pierwszej sposobności szepnie słówko Hanlonowi, by pomógł mu się urwać pod koniec wieczoru.
Gdy Colman z Anitą wyszli z “Bowery" i skierowali się za resztą towarzystwa, które już się dosyć oddaliło, teren dla pieszych pełen był ludzi marnujących czas na zastanawianie się, co by tu zrobić z resztą wieczoru. Anita przystanęła szukając czegoś w torebce, Colman zatrzymał się czekając na nią. Gdy siedzieli w barze, dotknięcie jej ręki na ramieniu było podniecające, lekki aromat perfum dolatujący, gdy pochylała się, by ująć szklankę, działał drażniąco. Co, u diabła? - pomyślał. - Anita nie jest dzieckiem. Po dwudziestu latach zamknięcia w statku kosmicznym człowiek potrzebuje od czasu do czasu rozrywki.
Odwróciwszy się ujrzał, że dziewczyna trzyma w dłoni fiolkę pigułek. Wrzuciła jedną do ust i uśmiechając się szelmowsko, podsunęła fiolkę Colmanowi. - Dziś sobota, może trochę urozmaicenia? - Zmarszczył brwi i potrząsnął głową. Anita odęła wargi. - Dobre są. Psychiatrzy mówią, że zmniejszają zahamowania i wzmagają świadomość. A powinniśmy znać sami siebie.
- Rozmawiałem z psychami. Wszyscy mają kota. Skąd mogą wiedzieć, czy znam siebie czy nie? Czy wiesz, jak twoja głowa funkcjonuje w środku? - Anita potrząsnęła nią w sposób oznaczający, że nic jej to nie obchodzi. Colman ściągnął brwi jeszcze mocniej, raczej wskutek rozczarowania, że miłe perspektywy zaczęły się rozwiewać, niż z dezaprobaty dla spraw, które go nie dotyczyły. - No to w jaki sposób ma ci o tym powiedzieć pigułka?
- Powinieneś sam siebie odnaleźć, Steve. To dobrze robi.
- Nigdy się nie zgubiłem.
- Zangredi używa stymulatorów dla katalizowania swych prądów psychicznych. Dzięki temu może przewidywać przyszłość.
- Na litość boską, przecież to telewizyjny wymysł. Ona nie istnieje. To nie jest prawdziwe życie. W prawdziwym życiu nic takiego nie ma.
- Kogo to obchodzi? Tak jest zabawniej. Czemu nudzisz? Rozdrażniony Colman odwrócił wzrok. Mogła być świetnym, myślącym człowiekiem. Zamiast tego wolała być lalką, poruszaną i kształtowaną przez wszystko, co widziała i słyszała dookoła. Wokół niego wszędzie to samo, połowa ludzi jakich spotykał śpiewała w chórze w głębi sceny, na której Stormbel dawał przedstawienie kukiełkowe. Nagle przypomniały mu się wszystkie przyczyny ochłodzenia jego stosunku do Anity, wiele miesięcy temu, gdy jeszcze poważnie przemyśliwał nad prawnym uregulowaniem ich związku i ustatkowaniem się na wzór Hanlona. Próbował wówczas dostroić się do jej fali, ale napotkał tylko biały szum. Najbardziej zaś rozzłościło go to, że ona nie musiała tak się zachowywać - miała głowę na karku, ale odmawiała jej używania.
Chudy, jasnowłosy wyrostek, oparty o kolumnę i leniwie kopiący tam i z powrotem pusty karton, wyprostował się na widok Colmana i podszedł do niego. Zatrzymał się z rękami wetkniętymi głęboko w kieszenie i uśmiechnął z zażenowaniem. Colman spojrzał zdumiony na chłopca. Był to Jay Fallows. - Co ty, u diabła, tu robisz?
- Och, wykombinowałem sobie, że będziesz gdzieś w tej okolicy.