- Mam na myśli że starsza niż inne - wymamrotał, czerwieniąc się...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Copyright by Wydawnictwo Złote Myśli & Piotr Surdel FOREX – ANALIZA TECHNICZNA – darmowy fragment – kliknij po więcej ● str...
- Józef Cud, Architektura życia Złam przeszkody blokujące Twoje prawo do szczęścia i dobrobytu! Copyright by Wydawnictwo Złote Myśli & Józef...
- – Co masz na myśli?– Myślę o Kamili...
- Siej myli pokoju drogami, ktrymi chodzisz, aby stay na stray tych, ktrzy stpa po nich bd w smutku i zwtpieniu...
- 2asmienia jednostki czy dominacji nad ni, lecz w celu ochrony praw zagroonych przez inne instytucje spoeczne: Jednym z najtrudniejszych aspektw spoecznego...
- Aby uniknąć tego śmiesznego, rzecz jasna, wniosku, w 1900 roku niemiecki uczony Max Pianek sformułował tezę, że światło, promienie Roentgena i inne fale...
- 2013-12-03 16:42 180461 180352 Podstawy Automatyki\Laboratorium\Starsze 3\PA\egzamin\PodstawyAutomatyki\Podstawy Automatyki\Zadania\lin pierw_zapasy...
- zobaczymy… (po chwili) A dlaczegoż to on teraz już tak się absztyfikuje, myśli gotów zgadywać… przecie nie z czułości, bo któż by patrząc na nich...
- 25 Dostojewski ma tu na myli spraw kupca moskiewskiego Mazu-rina, ktry w 1866 r...
- Aby nie przenosić swojej klątwy na inne domy, dręczona wodą rodzina Martinów postanowiła wrócić do Methuen...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Morderca Morisette-Champoux wbił jej nóż w pochwę. Według policyjnego raportu, bardzo mocno krwawiła. Dałam mu czas na przetrawienie tego.
- Ciągle jeszcze żyła.
Pokiwał głową. Nie musiałam tłumaczyć, że rana zadana po śmierci prawie nie krwawi, bo serce już nie przepompowuje krwi i nie ma ciśnienia. Francine Morisette-Champoux krwawiła obficie.
- W przypadku Margaret Adkins była to metalowa statuetka. Też jeszcze żyła.
Cicho sięgnęłam za siebie i wzięłam skoroszyt z aktami Gagnon. Wyciągnęłam zdjęcia z miejsca zbrodni i rozłożyłam je przed nim. Zobaczyliśmy tułów leżący na plastikowym worku, gdzieniegdzie oświetlony promieniami popołudniowego słońca. Nic nie ruszono, odgarnięto tylko liście. Przetykaczka leżała na swoim miejscu, jej czerwona, gumowa część była przyciśnięta do kości miednicy, a rączka sterczała w stronę poszarpanej szyi.
- Wydaje mi się, że morderca Gagnon wbił w nią tę przetykaczkę z taką siłą, że przebiła jej brzuch i doszła do przepony.
Przez dłuższy czas uważnie przyglądał się zdjęciom.
- Wszystkie trzy zbrodnie zostały popełnione według tego samego schematu - nie dawałam za wygraną. - Silne przebicie ciała jakimś narzędziem, kiedy ofiara ciągle jeszcze żyła. Okaleczenie ciała po śmierci. Czy to zbieg okoliczności, monsieur Charbonneau? Ilu sadystów chcemy szukać, monsieur Charbonneau?
Przejechał ręką po swoich krótko ostrzyżonych włosach, po czym zaczął stukać palcami w poręcz krzesła.
- Dlaczego wcześniej nam tego pani nie powiedziała?
- Związek ze sprawą Morisette-Champoux uświadomiłam sobie dopiero dzisiaj. A wydawało mi się, że sprawy tylko Adkins i Gagnon to trochę za mało.
- A co Ryan o tym myśli?
- Nie mówiłam mu.
Nieświadomie przebiegałam palcami po strupie na moim policzku. Ciągle wyglądałam jakbym została zdyskwalifikowana w meczu bokserskim.
- Cholera - rzucił pod nosem.
- Co?
- Chyba zaczynam się z panią zgadzać. Claudel wyrwie mi za to jaja. - Znowu zaczął stukać. - Coś jeszcze?
- Ślady piły i sposób poćwiartowania ciała są prawie identyczne w przypadku Gagnon i Trottier.
- Tak. Ryan nam mówił.
- I jest jeszcze niezidentyfikowana ofiara z St. Lambert.
- Piąta?
- W liczeniu jest pan biegły.
- Dzięki. - Znów zajął się stukaniem. - Wie już pani, kim ona jest?
Potrząsnęłam głową.
- Ryan nad tym pracuje.
Przeciągnął mięsistą rękę po twarzy. Kostki dłoni były pokryte kępkami gęstych, siwych włosów, miniaturową wersją włosów na głowie.
- A co myśli pani o metodzie wyboru ofiar?
Uniosłam ręce dłońmi do góry.
- Wszystkie to kobiety.
- Genialne. A wiek?
- Od szesnastu lat do czterdziestu siedmiu.
- Budowa ciała?
- Różnorodna.
- Miejsca zbrodni?
- Wszędzie.
- To dlaczego ten zbok je wybrał? Może ze względu na wygląd? Na buty, które nosiły? Na miejsce, gdzie robiły zakupy?
Odpowiedziałam milczeniem.
- Znalazła pani cokolwiek, co łączy te pięć kobiet?
- Jakiś skurwiel je brutalnie pobił, a potem zabił.
- Zgadza się. - Pochylił się do przodu, oparł ręce na kolanach, zgarbił się i głęboko westchnął. - Claudel będzie ział żywym ogniem.
Kiedy wyszedł, zadzwoniłam do Ryana. Nie było ani jego, ani Bertranda, więc zostawiłam wiadomość.
Przejrzałam także pozostałe akta, ale nie znalazłam tam nic interesującego. Dwóch handlarzy narkotyków załatwionych i pociętych piłą przez swoich byłych wspólników. Mężczyzna zabity przez swojego bratanka, pocięty piłą mechaniczną, a potem schowany do zamrażarki w piwnicy. Dopiero kiedy wysiadła elektryczność, ciało zwróciło uwagę reszty rodziny. Kobiecy tułów w torbie hokejowej wyrzucony na brzeg, głowę i ręce znaleziono w dole rzeki. Skazano męża.
Zamknęłam ostatni skoroszyt i uświadomiłam sobie, że umieram z głodu - 13:50. Nic dziwnego. W barze na ósmym piętrze kupiłam kanapkę z szynką i serem i dietetyczną colę, po czym wróciłam do swojego gabinetu, rozkazując sobie zrobić przerwę. Ignorując rozkaz, ponownie zadzwoniłam do Ryana. Ciągle go nie było. Jednak będzie przerwa. Ugryzłam kanapkę i pozwoliłam myślom dryfować. Gabby. Nie. Wyłączona z gry. Claudel. Weto. St. Jacques. Nieosiągalny.
Katy. Jak mogę ją przekonać? Teraz nie ma żadnych szans. Z braku wyboru, przyszedł mi do głowy Pete i poczułam znajomy skurcz w żołądku. Przypomniało mi się mrowienie skóry, pulsująca krew i ciepła wilgoć pomiędzy nogami. Tak, to była namiętność. Po prostu jesteś niewyżyta, Brennan. Drugi raz ugryzłam kanapkę.
Inny Pete. Noce pełne gniewu. Kłótnie. Kolacje w samotności. Zimny całun wrogości zabijający pożądanie. Wzięłam łyk coli. Dlaczego tak często myślę o Peterze? Gdybyśmy mogli tak zacząć jeszcze raz od początku... Dziękuję, panie Lennon.
Terapia relaksacyjna nie pomagała. Zaczęłam ponownie czytać wydruk, który dostałam od Lucy, starając się nie kapnąć na niego musztardą. Jeszcze raz przejrzałam listę na trzeciej kartce, usiłując przeczytać nazwiska, które Lucy wykreśliła, ale ślady ołówka na to nie pozwalały. Z ciekawości zmazałam je gumką i przeczytałam. Były tam dwa przypadki, w których włożono ciała do beczek i zalano je kwasem. Nowa metoda załatwiania porachunków między handlarzami narkotyków.
Trzecia sprawa mnie zaintrygowała. Jej numer LML wskazywał na rok 1990 i na to, że Pelletier był patologiem, który się zajmował tym przypadkiem. Nie było nazwiska koronera. W rubryce “nazwisko" było napisane Singe. Rubryki “data urodzin", “data autopsji" i “przyczyna śmierci" były puste. Hasło “okaleczenie/pośmiertne" sprawiło, że i ten przypadek znalazł się na komputerowej liście Lucy.
Skończyłam kanapkę, po czym poszłam do centralnego archiwum i znalazłam odpowiednie akta. W skoroszycie były tylko trzy dokumenty: raport policyjny, jednostronicowa opinia patologa i koperta ze zdjęciami. Przekartkowałam zdjęcia, przeczytałam raport i poszłam poszukać Pelletiera.
- Masz chwilkę? - powiedziałam do jego zgarbionych pleców.
Odwrócił się od mikroskopu, trzymając okulary w jednej ręce, a długopis w drugiej.
- Wejdź, wejdź - odparł, zakładając okulary.
W moim gabinecie było okno, a w jego dużo miejsca. Przeszedł przez pomieszczenie, gestem wskazując na jedno z dwóch krzeseł stojących koło niskiego stołu przed jego biurkiem. Sięgnął do kieszeni kitla, wyjął z niej paczkę DuMaurierów i wyciągnął je w moją stronę. Potrząsnęłam głową. Ten rytuał powtarzał się już z tysiąc razy. Wiedział, że nie palę, ale zawsze proponował. Podobnie jak Claudel, Pelletier miał swoje przyzwyczajenia.
- W czym mogę ci pomóc? - spytał zapalając.