– Co masz na myśli?– Myślę o Kamili...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- -------------------{ACTI_Misc00_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc00_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest zniszczenie nieprzyjaciela!-------------------{ACTI_Misc01_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc01_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest zniszczenie wikszo[ci oddziaBw wroga!-------------------{ACTI_Misc02_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc02_Text_01_Text1}Masz za zadanie doprowadzi swoich ludzi do fortu!-------------------{ACTI_Misc03_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc03_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest przejcie kontroli nad t lokacj!-------------------{ACTI_Misc04_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc04_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest zajcie tej osady!-------------------{ACTI_Misc05_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc05_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest zajcie miasta!-------------------{ACTI_Misc06_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc06_Text_01_Text1}Masz za zadanie odnalez i zabi tego czBowieka!-------------------{ACTI_Misc07_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc07_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest obrona tej lokacji!-------------------{ACTI_Misc08_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc08_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest obrona miasta!-------------------{ACTI_Misc09_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc09_Text_01_Text1}PLACEHOLDER************************************************************ ** CAMPAIGN ADVICE ** ************************************************************-------------------{Prologue_ROME_ITALY_MUST_BE_UNIFIED_Text_01_Text1b_Title} Mapa kampanii{Prologue_ROME_ITALY_MUST_BE_UNIFIED_Text_01_Text1b_Text1}Oto tereny wokB Rzymu
- Na su wa siê py ta nie: dla cze go masz p³aciæ za coœ, co mo¿esz mieæ za dar mo? Czy Tim O'Reilly po stra da³ zmys³y i wy da je coœ, co ka ¿dy mo¿e so bie sam wy dru ko...
- EXT REF1 SELECT lub 1106 EXT REF2 SELECT – na COMM, COMM+AI1 lub COMM*AI1...
- — Co ty tam masz na ekranie? — zapytała Gale, za sprawą widocznej konsternacji Joanny jeszcze bardziej zaciekawiona...
- Józef Cud, Architektura życia Złam przeszkody blokujące Twoje prawo do szczęścia i dobrobytu! Copyright by Wydawnictwo Złote Myśli & Józef...
- Siej myli pokoju drogami, ktrymi chodzisz, aby stay na stray tych, ktrzy stpa po nich bd w smutku i zwtpieniu...
- zobaczymy… (po chwili) A dlaczegoż to on teraz już tak się absztyfikuje, myśli gotów zgadywać… przecie nie z czułości, bo któż by patrząc na nich...
- - Co masz zamiar zrobić z tym Rosjaninem, Sanji? Czy jego też zabijemy, żeby im dać nauczkę?- Nie...
- 25 Dostojewski ma tu na myli spraw kupca moskiewskiego Mazu-rina, ktry w 1866 r...
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wzruszyłem ramionami.
– Nie wiem, o co ci chodzi.
Był zażenowany, nerwowo bawił się łyżeczką od kawy. Mówił z trudnością, ostrożnie:
– Wiem, że darzyłeś ją wielką sympatią. I nie bez wzajemności. Jeździliście razem na wycieczki, często widywałem was razem. Ja bardzo lubię Kamilę. Nieraz chciałem jej o tym powiedzieć. Czy mogłem jednak być nielojalny wobec ciebie?
Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że obydwaj byliśmy bardzo śmieszni.
Spojrzałem na zegarek. Dochodziła dziesiąta.
– Chodźmy już, Robercie. Nie chciałbym spóźnić się na lotnisko.
Robert wyjął chusteczkę i otarł spocone czoło. Potem sapiąc pośpieszył za mną.
W biurze podróży zważono moje walizki, przyczepiono do nich trójkątne karteczki. Patrzyłem na przesuwające się wskazówki wielkiego zegara. Powoli ogarniało mnie nerwowe podniecenie, tak charakterystyczne dla ludzi wybierających się w podróż. Paliłem papierosa za papierosem, Robert sapał i pokasływał nerwowo. Lecz milczał. Może wciąż czekał ode mnie odpowiedzi?
Przed dworcem lotniczym natknęliśmy się na Marysię.
– Przyjechałam tu wprost z dworca kolejowego. Tak bałam się, że pociąg będzie miał opóźnienie i nie zdążę pana pożegnać.
– Przecież pożegnaliśmy się w Łodzi
– Chciałam na własne oczy zobaczyć, jak będzie pan odjeżdżał do Ałbazina.
Rozmawialiśmy bardzo krótko, bo megafon wzywał podróżnych do komory celnej.
Marysia była w ładnym błękitnym płaszczyku, bardzo wąskim w ramionach i szerokim u dołu. Wyglądała w nim jak duży dzwoneczek.
– Napisze pan do mnie, prawda? Napisze pan z podróży? Nie zgubił pan mego adresu? – dopytywała się. Nagle szepnęła mi do ucha: – A swoją drogą złotem warto się jednak zainteresować.
– Pani ciągle swoje! – krzyknąłem.
Spuściła głowę. Zrobiło mi się jej żal. Powiedziałem, serdecznie ściskając jej rękę:
– Napiszę. Będę często pisał. Pamiętam, ile dobrego uczyniła pani dla Ałbazina.
Robertowi rzekłem na stronie:
– Zapewne obaj nie dość mocno kochaliśmy Kamilę. Prawdziwa miłość nie liczy się z przyjaźnią.
Celnicy nawet nie zajrzeli do mych walizek. Kraj żegnał mnie bez podejrzliwości.
Nad lotniskiem rozciągało się jasne, bezchmurne niebo. Było południe, 4 października. Wielki IŁ srebrzył się w słońcu. Nerwowo dotykałem dłonią lewej strony swych piersi, wyczuwając w kieszeni marynarki twardą okładkę paszportu i podłużną książeczkę z biletami. Wchodząc na żelazny pomost, prowadzący w otwarte drzwi samolotu, obejrzałem się za siebie. Za drucianym parkanem, ogradzającym betonową powierzchnię lotniska, ujrzałem niską, korpulentną postać Roberta i błękitny płaszcz Marysi. Potem nie mogłem już ich widzieć, zająłem bowiem miejsce po drugiej stronie samolotu.
Przede mną usiadła śliczna, opalona dziewczyna z czarnymi włosami rozrzuconymi na ramionach. Obok niej tkwił sztywno siwy, przystojny i bardzo elegancki pan. Dziewczyna nachyliła się do jego ucha i coś mówiła. On roześmiał się i odpowiedział:
– C’est la question, ma tres chere demoiselle...[6]
Potarłem palcami czoło starając się przypomnieć sobie, skąd znałem to zdanie. Uśmiechnąłem się – przecież to tymi słowami zaczynają się „Buddenbrookowie” Tomasza Manna.
Zawarczały motory samolotu. IŁ zadrżał leciutko.
ROZDZIAŁ ÓSMY
W DRODZE DO MOSKWY · ZAŻYWNY DYREKTOR · WIEŻA BABEL · WIERCHOWIEŃSKI CZY KAPITAN LEBIADKIN · „SREBRNY KUBEK” · POJARKOW, CHABAROW CZY POLAK-PUŁKOWNIK · SPACER NA GORKIEGO · ARSENJEW I KAMIENNE ŻÓŁWIE · MICKIEWICZ I CHAŁWA · BLOK I PSI PLACYK
Lecieliśmy wysoko ponad chmurami. Przypomniał mi się widziany na zdjęciu pejzaż Arktyki: ogromne białe pola, tu i ówdzie łańcuchy postrzępionych gór, białe rumowiska lodu, stożki, wielkie kratery, zapadliska i wąwozy. Niekiedy samolot obniżał swój lot, a wówczas wydawało mi się, że wypadnie nam lądować na tej bezkresnej białej płaszczyźnie. Już prawie dotykał skrzydłami białych wzgórz za chwilę rozbije się ze straszliwym hukiem! Lecz jeszcze sekunda i skrzydła, jak długie noże, poczynają krajać białą watę, okrągłe okienka toną w bieli.
Odlot z Warszawy nastąpił o 12.45, a oto na skrzydłach samolotu zalśnił czerwony blask zachodzącego słońca. Biała podłoga chmur nagle rozstąpiła się pod nami, zobaczyłem rdzawą równinę Białorusi, przelecieliśmy nad krętym paseczkiem jakiejś rzeki – posunąłem zegarek o dwie godziny.
Lecieliśmy długo, od czasu do czasu zapadając się miękko i przyjemnie. Nie smakowały mi kanapki z wędzonym łososiem, zaś kanapki z czarnym kawiorem za bardzo pachniały tranem. Zrezygnowałem z malutkiej szklaneczki wódki, którą częstowała nas nieładna, lecz miła stewardessa.