Magrat zerknęła na babcię...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Lecz przedsięwzięcie to przyniosło tak wielkie dochody, iż wkrótce sama Magrathea stała się najbogatszą planetą wszystkich czasów, a reszta Galaktyki...
- - Magrat?- Owszem...
- Zerknęła na Gwynna, który był cichy i nieruchomy jak kamień...
- Nie mogła mieć do niego pretensji, ale nie musiało jej się to podobać...
- <method> <ejbâname>Product</ejbâname> <methodâname>findByCategory</methodâname>...
- out there, for, as far as I could see, the sole purpose of landing soldiers and custom-house officers...
- Pan Wołodyjowski-Henryk Sienkiewicz, PanWR26pobojowisko...
- Que podia estar armado com uma faca...
- Dziennikarz: Wygląda na to, że wykorzystuje pan ludzi znajdujących się w tarapatach finansowych...
- Richie przekazał butelkę Bobbyâemu, który pociągnął sporego łyka, mimo że nie znosił smaku owocowego wina...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Chyba nie - przyznała potulnie.
- I co? - spytała niania. - Co teraz, Esme? Wracamy do domu? Czy lecimy zobaczyć słonia?
Miotła babci skręciła łagodnie na wietrze.
- Jesteś paskudnym starym tobołem, Gytho Ogg - stwierdziła babcia.
- To ja, w samej rzeczy - zgodziła się pogodnie niania.
- A ty, Magrat Garlick...
- Wiem - przerwała jej Magrat z niebotyczną ulgą. - Jestem zmokłą kurą.
Babcia spojrzała w stronę Osi i wysokich gór. Gdzieś tam stał stary domek i klucz wisiał w wygódce. Działo się pewnie wiele rzeczy. Cale królestwo pogrążało się w ruinie i nędzy, skoro jej tam nie było, by pokierować ludzi na właściwą drogę. To jej obowiązek. Trudno sobie wyobrazić, do jakich głupstw posuną się ludzie, kiedy nie ma jej w pobliżu...
Niania stuknęła obcasami swoich czerwonych butów.
- Myślę sobie, że jednak nie ma to jak w domu - stwierdziła.
- Nie - odparła babcia Weatherwax, wciąż pogrążona w zadumie. - W tysiącach miejsc jest całkiem tak samo jak w domu. Ale tylko w jednym z nich się mieszka.
- Czyli wracamy? - upewniła się Magrat.
- Tak.
Ale wróciły okrężną drogą i zobaczyły słonia.
[1] Na przykład odszukaniem tego przeklętego motyla, który- trzepocząc skrzydełkami - powoduje wszystkie burze, jakie ostatnio nas nachodzą, i zmuszenie go, żeby przestał.
[2] Ludzie mylą się też co do miejskich legend. Logika i rozsądek przekonują, że to wymysły, powtarzane przez ludzi, którzy bardzo chcieliby zobaczyć niezwykle zbiegi okoliczności, sprawiedliwość dziejową i tak dalej. To nieprawda. Legendy miejskie przydarzają się bez przerwy i wszędzie, gdyż opowieści odbijają się i przelatują tam i z powrotem po całym wszechświecie. W dowolnej chwili setki martwych teściowych są wywożone na bagażniku skradzionych samochodów, a wierne owczarki alzackie dławią się palcami nocnych włamywaczy. Legendy nie są ograniczone do jednego świata. Setki żeńskich merkuriańskich jivpts zwraca cztery oczka na ratowników i mówi „Mój trzoda-mąż będzie wściekły. To byt jego moduł podróżny”. Legendy miejskie żyją.
[3] Uznawane za prymitywne przez ludzi, którzy noszą więcej odzieży niż członkowie tych plemion.
[4] Błędna wymowa może mieć fatalne skutki. Pewien chciwy szeryf Yl-Abi został kiedyś przeklęty przez niewykształcone bóstwo i wszystko, czego dotknął, zmieniało się w Zołto, który okazał się niedużym krasnoludem z oddalonej o setki mil górskiej osady. Klątwa magicznie ściągała go do królestwa i kopiowała bezlitośnie. Jakieś dwa tysiące Zołtów później klątwa się wreszcie wyczerpała. Obecnie mieszkańcy Yl-Abi znani są z niezwykle niskiego wzrostu i skłonności do irytacji.
[5] Co wiele wyjaśnia w kwestii czarownic.
[6] Dezyderata za pośrednictwem matuli Dismass wystała liścik, w którym przepraszała, że nie może przybyć, ponieważ jest martwa. Dar jasnowidzenia pozwala ściśle przestrzegać norm towarzyskich.
[7] Niania Ogg nie wiedziała pewnie, kim jest kokietka. Ale chyba potrafiłaby zgadnąć.
[8] Na przykład Ścieżka Pani Cosmopolite, bardzo popularna wśród młodych ludzi zamieszkujących ukryte doliny powyżej linii wiecznego śniegu w wysokich Ramtopach. Gardząc naukami starszych, odzianych w żółte szaty i kręcących młynkami modlitewnymi, często wyruszają pod numer trzeci przy ulicy Quirmowej w płaskim, spowitym mgłami Ankh-Morpork, by szukać mądrości u stóp pani Marietty Cosmopolite, krawcowej. Nikt nie zna powodu takiego zachowania, innego niż wspomniana już atrakcyjność dalekiej mądrości. Zwłaszcza że nie rozumieją ani słowa z tego, co do nich mówi, czy też - o wiele częściej - krzyczy. Wielu ogolonych młodych mnichów powraca do swych górskich twierdz, by medytować nad niezwykłą mantrą im przekazaną, na przykład „Uciekaj stąd, ale już!” i „Jeśli jeszcze raz zobaczę, że któryś z was, pomarańczowych łobuzów, się na mnie gapi, poczuje kant mojej dłoni, jasne?” albo „Dlaczego przyłazicie tu, głupki, i wpatrujecie się w moje stopy?”. Młodzi mnisi opracowali nawet specjalną szkolę walki opartą na tych doświadczeniach. Polega na krzyczeniu niezrozumiale na przeciwnika i uderzaniu go miotłą.
[9] Babcia Weatherwax wypytała go kiedyś, a że przed czarownicą nie ma żadnych Kretów, wyznał zawstydzony: „No więc, pani Weatherwax, to się robi tak. Łapię takiego za uprząż i walę go miotem między oczy, zanim się taki zorientuje, o co chodzi. A potem szeptam takiemu do ucha: Zrób jakiś numer, a położę na kowadle twoje jaja. Wiesz, że mogę”.
[10] Wiele co bardziej tradycjonalistycznych plemion krasnoludów w ogóle nie posiada żeńskich form czasownikowych ani żeńskich zaimków. W związku z tym zaloty krasnoludów wymagają od nich niezwykłego taktu i wyczulonego zmysłu dotyku.