królewski, wymachując rękami przy wyjaśnianiu antyen - tropijnych przejść krytycznych, zauważył, że coś mu przeszkadza, rzucił okiem na własną dłoń i...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Metody przetwarzania AC Przetworniki delta Przetworniki delta charakteryzują się błędami przy szybkich zmianach sygnału...
- resów, na które na le ¿y prze kie ro waæ wia do moœæ, plik fil tru mo¿e za wie raæ te sty za - war to œci przy chodz¹cej wia do mo œci, tak by na przyk³ad wia do...
- — Proszę pani, jeśli pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy Pięćdziesiątej Piątej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
- Ed siedział właśnie przy biurku w rogu swojego salonu sprzedaży żując pierwsze tego dnia cygaro, kiedy zobaczył dwóch mężczyzn w roboczych koszulach i...
- Nie miał czasu myśleć teraz o więźniu, bo gdy kilku ludzi zabrało się do rozbierania martwych kompanów, kłócąc się przy tym o łupy, reszta zaczęła...
- jan brzechwa, wlosJan BrzechwaWosPan starosta jad przy stole,Naraz patrzy - wos w rosole...
- sność drugiej ćwierci; suma wniesiona do wspólnoty stanowić będzie jedną czwartą właści- wego wkładu, pozostałym zaś przy życiu małżonkom...
- Kosmonauci informowali:- Zdumiewa twardy sen mieszkańców miasta, nie reagują zupełnie na światła lamp, przy pomocy których odnajdujemy drogę w labiryncie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Chciał coś powiedzieć, lecz król roześmiał się radośnie i w te pędy wybiegł z sali tronowej. Trurl puścił się za nim, ale nogi zaplątały mu się w monarszej purpurze i rymnął jak długi na posadzkę, a hałas ów zwabił dworzan. Ci rzucili się najpierw na Klapaucjusza, sądząc, że zagroził Majestatowi. Nim się ukoronowany Trurl podniósł z ziemi, nim wyjaśnił, że nic mu nie zagrażało, po Baleryonie, hasającym gdzieś w ciele Trurlowym, nie zostało i śladu. Próżno chciał biec za nim Trurl w purpurach królewskich, dworzanie do tego nie dopuścili, a że bronił im się, wołając, iż żadnym królem nie jest i że zaszła przesiadka, uznawszy, iż ani chybi nadmierne rozwiązywanie łamigłówek naruszyło umysł władcy, z szacunkiem, lecz stanowczo wepchnęli go do sypialni i posłali po lekarczyków, choć wrzeszczał i opierał się z całych sił. Klapaucjusza zaś dwu strażników wypchnęło na ulicę. Wracał tedy do gospody, rozmyślając nie bez niepokoju o komplikacjach, jakie mogą z tego, co zaszło, wyniknąć.
Zapewne - myślał - gdybym to ja znalazł się na miejscu Trurla, właściwy mi spokój duchowy natychmiast zaprowadziłby ład, ponieważ miast awanturować się i gadać o przesiadce, co wszak musiało zaraz ściągnąć podejrzenie o chorobę umysłową, zażądałbym, wykorzystując nowe, królewskie ciało, ścigania rzekomego Trurla, to jest Baleryona, który biega gdzieś teraz po mieście, a zarazem rozkazałbym, aby drugi konstruktor pozostał u mego królewskiego boku jako tajny radca. Ale ten bałwan skończony - tak nazwał w myśli Trurla - króla mimo woli - puścił
wodze nerwom; nie ma rady, muszę puścić w ruch moje talenta strategiczne, inaczej się to dobrze nie skończy... - Po czym przypomniał
sobie, co wie właściwie o wymienniku osobowości, a było tego sporo; najważniejsze, a zarazem najbardziej groźne wydało mu się
niebezpieczeństwo, o jakim lekkomyślny Baleryon, nadużywający gdzieś Trurlowego ciała, nie miał pojęcia. Bo gdyby upadł gdziekolwiek i tryknął
rogami jakiś przedmiot materialny a martwy, jego osobowość natychmiast by w ową rzecz weszła, że jednak martwe przedmioty nie mają
osobowości i tym samym niczego w zamian ofiarować ze swej strony wymiennikowi nie mogą, ciało Trurlowe padłoby martwe, duch królewski zaś, zaklęty w kamień, słup latarni czy zgoła stary chodak, po kres wieczności tkwiłby w tym wcieleniu. Niespokojny, przyspieszył kroku i opodal gospody od rozprawiających żywo mieszczan dowiedział się, jak to jego kolega wyleciał jak szalony z pałacu królewskiego, jakby go diabli ścigali, i jak gnając po długich a stromych schodach, wiodących do portu, wywrócił się i złamał nogę. To wprawiło go w gniew całkiem
nadzwyczajny; leżąc, zaczął ryczeć, że jest samym królem Baleryo - nem we własnej osobie i domaga się nadwornych lekarzy, lektyki z puchową pierzyną i wonności odświeżających, a gdy obecni śmiali się z jego szaleństwa, czołgał się po bruku, klnąc na czym świat stoi i targając na sobie szaty, aż jakiś przechodzień, litościwego widać serca, pochylił się nad nim i chciał go podnieść. Wtedy leżący zerwał z głowy czapkę, spod której, jak przysięgali naoczni świadkowie, pokazały się rogi diabelskie.
Rogami tymi ubódł owego dobrego samarytanina w czoło, za czym padł
jak martwy na ziemię, dziwnie zesztywniawszy i wydając jeno słabe jęki,
natomiast ugodzony rogami zmienił się w jednej chwili, “jakoby sam szatan w niego wstąpił”, i tańcząc, podskakując, poszturchując stojących na jego drodze, pognał galopem w dół schodów, do portu.
Aż się słabo zrobiło Klapaucjuszowi z wrażenia, gdy to wszystko usłyszał, pojął bowiem, iż Baleryon, uszkodziwszy ciało Trurlowe, które tak krótko mu służyło, chytrze przeniósł się do ciała jakiegoś nieznanego przechodnia. No, teraz dopiero zacznie się! - pomyślał ze zgrozą. - I jakże teraz odnajdę Baleryona, schowanego w nowym, a nieznanym ciele?!
Gdzie go w tej postaci szukać? - Próbował wywiedzieć się zręcznie od mieszczan, kim był ów przechodzący, co tak zacnie odniósł się do poszkodowanego niby - Trurla, jak również, co się stało z rogami; nie wiedziano, co to za jeden, ów samarytanin, prócz tego, że strój miał
zarazem cudzoziemski i marynarski, jakby przybył okrętem z innych stron; o rogach zaś nikt nic nie wiedział, a tylko pewien żebrak, któremu nogi, jako że był bezdomny, nie posmołowane przerdzewiały i musiał
posługiwać się kółeczkami, przykręconymi do lędźwi, przez co miał
lepszy punkt widzenia na sprawy toczące się tuż nad ziemią, powiedział
Klapaucjuszowi, że zacny marynarz zerwał leżącemu rogi z głowy tak szybko, iż nikt inny tego nie dostrzegł. Wyglądało więc na to, że Baleryon znów jest w posiadaniu wymiennika i proceder karkołomnych przesiadek z ciała w ciało może kontynuować. Ale wieść o tym, że przebywał teraz w jakimś marynarzu, poważnie przelękła Klapaucjusza. Masz ci los! -