I tak to się kręciło...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- z jednej strony oraz zapotrzebowania rynku pracy na zróżnicowane poziomy kwalifikacji absolwentów â z drugiej...
- Ale teraz, gdy upłynęła jedna godzina, druga i trzecia, sił tych ubywało za każdym krokiem...
- marionetki, które musiały robić to, czego zażądał...
- uczestniczyć co najmniej dwie osoby alborodziny...
- Zdjęcia pokazywały niemieckich inżynierów-elektroników instruujących lokalny nowojorski personel...
- Przykład ten pokazuje, że logika Arystotelesa dotyczy stosunku między pojęciami, w tym przypadku pojęciami âźżywej istotyâ i âźśmiertelnościâ...
- — Gdy przyjechałem, była pani na dole?— Tak...
- Mimo iż w Indiach istnieje wiele programów oświaty dorosłych, to jednak działają one na małą skalę...
- Moulin Leo - Codzienne życie zakonników w średniowieczu (X-XV wiek), 5HIGIENANec alia tonsura quisquam, nisi nobis solita, tonsurari affectat (Niech nikt się...
- Borkowski M - unix, unix78 Laboratoria z UNIX'AWSEiZ 2006Marcin Borkwoski3...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wychodziło na to, że Seanchanie rozgościli się już na dobre w Ebou Dar, napotkawszy na bardzo niewielki opór. Czego zresztą można się było spodziewać w kraju, gdzie prawdziwa władza królowej kończyła się w odległości kilku dni jazdy konno od stolicy, niemniej jednak tego typu wieści raczej nie podnosiły na duchu. Shaido zdawali się panoszyć wszędzie, gdzie się da, aczkolwiek wieści o nich zawsze pochodziły z ust osób, które o tym słyszały od kogoś innego, kto sam też o tym tylko usłyszał. Większość sióstr zdawała się uważać, że owo rozproszenie Shaido jest dziełem Randa, mimo zaprzeczeń Mądrych przekazanych przez Sheriam. Rzecz jasna, nikt nie miał ochoty zanadto się wgłębiać w domniemane kłamstwa Mądrych. Padały setki wymówek, bo żadna nie miała ochoty spotykać się z nimi w Tel’aran’rhiod, z wyjątkiem tych sióstr, które poprzysięgły lojalność Egwene, i trzeba im to było nakazywać. „Całkiem zwięzłe lekcje pokory”, tak Anaiya nazwała te spotkania, przy czym to określenie wcale jej nie bawiło.
- Shaido nie może być aż tylu - mruknęła Egwene. Sługa, który ostatnio dokładał węgli, gasnących już zresztą wśród popiołów, zapomniał dorzucić ziół, toteż oczy bolały ją od dymu zalegającego w powietrzu. Ale nie mogła przenieść, by się go pozbyć, bo wtedy razem z nim straciłaby całe ciepło. - Po części to muszą być działania jakichś bandytów. - Ostatecznie kto by potrafił orzec, przed kim uciekli mieszkańcy opustoszałej wioski, przed bandytami czy przed Shaido? Zwłaszcza jeśli relacja pochodziła z trzeciej, a nawet piątej ręki. - Bandytów jest wszędzie tylu, że niektóre z tych niegodziwości można spokojnie zapisać na ich konto. - Fakt, że większość z nich przypisywała sobie miano Zaprzysięgłych Smokowi bynajmniej w niczym nie zmieniał kiepskiej sytuacji. Zrobiła kilka wymachów ramionami, żeby rozluźnić napięte mięśnie.
Nagle zauważyła, że Siuan wpatruje się uparcie w jeden punkt i że wygląda, jakby zaraz miała spaść ze stołka.
- Siuan, co ty, zasypiasz? Zgoda, pracowałyśmy cały dzień, ale na dworze jest jeszcze dość światła. - Przez dymnik istotnie wciąż wpadało dzienne światło, choć wyraźnie już bladło.
Siuan zamrugała.
- Przepraszam. Ostatnimi czasy nie daje mi spokoju pewna myśl, zastanawiałam się, czy nie podzielić się nią z tobą. To coś, co dotyczy Komnaty.
- Komnata! Siuan, jeśli wiesz o czymś w związku z Komnatą!...
- Ja nic nie wiem - weszła jej w słowo Siuan. - Ja tylko podejrzewam. - Syknęła z irytacją. - Tak naprawdę to nie mam nawet żadnych konkretnych podejrzeń, albo mówiąc iaczej, nie wiem, co powinnam podejrzewać. Ale dostrzegam pewną prawidłowość.
- W takim razie lepiej mi o tym opowiedz - przykazała jej Egwene. Siuan nie raz okazywała się wyjątkowo wprawna w wykrywaniu prawidłowości tam, gdzie inni widzieli tylko galimatias.
Siuan poprawiła się na zydlu i pochyliła do przodu z wielkim przejęciem.
- No więc to jest tak. Oprócz Romandy i Morii wszystkie Zasiadające wybrane w Salidarze są... są za młode. - Siuan zmieniła się pod wieloma względami, ale nadal wyraźnie czuła się niezręcznie, gdy mówiła o wieku innych sióstr. - Escaralde jest najstarsza, ale jestem pewna, że nie ma więcej niż siedemdziesiąt lat. Nie mogę mieć całkowitej pewności, bo nie mam dostępu do ksiąg nowicjuszek, które wszak zostały w Tar Valon, a ona też nam nie powie, ale jestem prawie przekonana. W Komnacie rzadko kiedy było więcej niż jedna Zasiadająca, która miała mniej niż sto lat, a tymczasem teraz jest ich aż dziewięć!
- Ale przecież Romanda i Moria są nowe - odparła łagodnie Egwene, wspierając łokcie na stole. To był długi dzień. - I żadna nie jest młoda. Może powinnyśmy się cieszyć, że te inne są młode, bo w przeciwnym razie może wcale by mnie nie wyniosły. -Miała ochotę wskazać, że wszak sama Siuan została wybrana na Amyrlin, kiedy miała połowę lat mniej niż Escaralde, ale przypominanie tego byłoby aktem okrucieństwa.
- Być może - ciągnęła Siuan uparcie. - Romanda była pewna pozycji w Komnacie już wtedy, gdy się pojawiła. Wątpię, by jakaś Żółta odważyła się zaprotestować przeciwko jej kandydaturze. A co do Morii... Nie przykleiła się do Lelaine, ale Lelaine i Lyrelle liczyły na to, zdaje się. No, sama nie wiem. Ale przemyśl moje słowa. Kiedy kobieta zostaje wyniesiona w zbyt młodym wieku, musi istnieć jakiś powód. - Zrobiła głęboki wdech. -W moim przypadku też tak było. - Przez jej twarz przemknął grymas bólu, bólu spowodowanego zapewne przede wszystkim stratą Tronu Amyrlin, ale może też kolejnymi niepowodzeniami, jakich doświadczyła. Grymas pojawił się i niemal natychmiast zniknął. Egwene pomyślała w tym momencie, że w życiu nie poznała kobiety równie silnej jak Siuan Sanche. - Tym razem sióstr w odpowiednim wieku było aż za wiele, a jednak nie powiedziałabym, że Ajah miały z ich powodu twardy orzech do zgryzienia. W tym wszystkim jest jakaś prawidłowość i ja zamierzam się dowiedzieć, na czym ona polega.