I pewnie powiedziaÅ‚by coÅ› takiego, ale nagle z jakiejÅ› piwnicy wyskoÂczyÅ‚o trzech ludzi i rzuciÅ‚o siÄ™ na nich...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- ¬-------------------{ACTI_Misc00_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc00_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest zniszczenie nieprzyjaciela!¬-------------------{ACTI_Misc01_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc01_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest zniszczenie wikszo[ci oddziaBów wroga!¬-------------------{ACTI_Misc02_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc02_Text_01_Text1}Masz za zadanie doprowadzi swoich ludzi do fortu!¬-------------------{ACTI_Misc03_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc03_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest przejcie kontroli nad t lokacj!¬-------------------{ACTI_Misc04_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc04_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest zajcie tej osady!¬-------------------{ACTI_Misc05_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc05_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest zajcie miasta!¬-------------------{ACTI_Misc06_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc06_Text_01_Text1}Masz za zadanie odnalez i zabi tego czBowieka!¬-------------------{ACTI_Misc07_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc07_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest obrona tej lokacji!¬-------------------{ACTI_Misc08_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc08_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest obrona miasta!¬-------------------{ACTI_Misc09_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc09_Text_01_Text1}PLACEHOLDER¬***********************************************************¬* *¬* CAMPAIGN ADVICE *¬* *¬***********************************************************¬-------------------{Prologue_ROME_ITALY_MUST_BE_UNIFIED_Text_01_Text1b_Title} Mapa kampanii{Prologue_ROME_ITALY_MUST_BE_UNIFIED_Text_01_Text1b_Text1}Oto tereny wokóB Rzymu
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
- — Siadaj, chÅ‚opaku — powiedziaÅ‚ dowódca...
- – Zgadzam siÄ™ – powiedziaÅ‚a nie ociÄ…gajÄ…c siÄ™ Colette...
- — Tego kuÅ›nierza mogÅ‚abyÅ› lepiej pamiÄ™tać, skoro zetknęłaÅ› siÄ™ z nim osobiÅ›cie — powiedziaÅ‚am z niezadowoleniem i naganÄ…...
- — Chce pan powiedzieć, że rurÄ™ zaÅ‚ożono, kiedy nie byÅ‚o jeszcze krateru ani tego wÄ…wozu? — spytaÅ‚em...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedziaÅ‚ Ulath...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparÅ‚, nie potrafiÄ…c ukryć pobrzmiewajÄ…cej w jego gÅ‚osie konsternacji...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Patrzcie no, co my tu mamy? - krzyknÄ…Å‚ jeden z nich.
Sandy wrzasnęła przerażona. Carl cofnÄ…Å‚ siÄ™ i potknÄ…Å‚ o krawężnik, siÄ™ÂgajÄ…c wolnÄ… rÄ™kÄ… pod kurtkÄ™. SpóźniÅ‚ siÄ™. Dwóch mężczyzn zÅ‚apaÅ‚o go za rÄ™ce i pchnęło na Å›cianÄ™ domu. Sandy znowu krzyknęła.
Kiedy Carl spróbowaÅ‚ poruszyć ramionami, ktoÅ› przytknÄ…Å‚ mu do szyi jakiÅ› ostry przedmiot. Z pÅ‚onÄ…cej na skrzyżowaniu beczki sÄ…czyÅ‚o siÄ™ sÅ‚abe Å›wiatÅ‚o, nie rozpraszajÄ…ce mroku, w którym dostrzegaÅ‚ jakieÅ› gorÄ…czkowe poruszenie. JakaÅ› czÄ…stka jego umysÅ‚u skarżyÅ‚a siÄ™ cicho na jak zwykle nieÂobecnych policjantów.
Napastnicy mieli dÅ‚ugie brody i skoÅ‚tunione wÅ‚osy; odziani byli w poÅ‚ataÂne cuchnÄ…ce Å‚achmany. Jeden z nich chwyciÅ‚ Sandy: jednÄ… rÄ™kÄ… zÅ‚apaÅ‚ jÄ… od tyÅ‚u za szyjÄ™ i zasÅ‚oniÅ‚ jej dÅ‚oniÄ… usta, w drugiej trzymaÅ‚ nóż, który przystawiÅ‚ jej do szyi. MiaÅ‚ na sobie brudny weÅ‚niany pÅ‚aszcz bez guzików i caÅ‚y czas siÄ™ Å›miaÅ‚. Sandy usiÅ‚owaÅ‚a mu siÄ™ wyrwać, ale tylko wypuÅ›ciÅ‚a z rÄ™ki chlebak.
- Znów siÄ™ nam udaÅ‚o - powiedziaÅ‚. - To byÅ‚ Å›wietny pomysÅ‚, że wyÅ‚aÂpywać ich pod sklepem. Zobaczmy, co majÄ….
- To, co ty masz, Zeke, jest caÅ‚kiem niezÅ‚e - zauważyÅ‚ mężczyzna stojÄ…Âcy po lewej stronie Carla. - BÄ™dÄ™ teraz drugi w kolejce?
Jego kompan parsknął śmiechem.
- Najpierw pozbądźmy się tego balastu. Potem się zabawimy.
Sandy szarpnęła siew objęciach Zeke'a, który zaśmiał się tylko i krzyknął:
- Chłopaki, ona jest całkiem świeżutka! W ogóle nie czuję kości. A jak pachnie!
SÅ‚yszÄ…c ich Å›miech i radosne okrzyki, Carl zacisnÄ…Å‚ mocniej pięści i z caÅ‚ej siÅ‚y nadepnÄ…Å‚ na stopÄ™ bliżej stojÄ…cego mężczyzny. Ten wrzasnÄ…} przeraźliwie i puÅ›ciÅ‚ rÄ™kÄ™ Carla, który natychmiast wbiÅ‚ Å‚okieć w twarz drugiego napastÂnika. WyszarpnÄ…Å‚ rewolwer z kabury i wycelowaÅ‚ go w stojÄ…cego najbliżej Zeke'a. Zeke dalej trzymaÅ‚ rÄ™kÄ™ na ustach Sandy, a nóż przy jej szyi, tylko oczami nerwowo strzelaÅ‚ na boki.
- Nie podchodź - ostrzegł Carla. - Bo ją potnę.
Carl zszedÅ‚ z chodnika na jezdniÄ™, starajÄ…c siÄ™ mieć caÅ‚Ä… trójkÄ™ napastniÂków na oku; kompani Zeke'a powoli podnosili siÄ™ z ziemi. OdciÄ…gnÄ…Å‚ kurek.
- Nie podchodź! - Zeke podniósł głos. - Jeszcze jeden krok i naprawdę ją pochlastam.
Carl zrobił kilka kroków; broń w jego ręku ani drgnęła, jakby stanowiła naturalne przedłużenie ramienia. Słyszał szepczących kumpli Zeke'a i słabe pojękiwanie Sandy, ale starał się skupić tylko na nim jednym.
- Ostrzegam cię! - krzyknął Zeke, choć głos mu zadrżał. Carl odchrząknął.
- To ja cię ostrzegam, słonko. Rusz nożem, a strzelę.
- Jestem prawdziwym szczurem z Gotham! - zaśmiał się chrapliwie Zeke. - Myślisz, że boję się śmierci?
Krok do przodu.
- Nie powiedziałem przecież, że cię zabiję, tylko że strzelę. Kula urwie ci nogę i będziesz tak leżał na chodniku, aż się wykrwawisz. Dużo znasz lekarzy?
Jeszcze raz popatrzył na pozostałą dwójkę, ale nie podeszli bliżej. Spojrzał na Zeke'a, który nie wiedzieć czemu wyglądał, jakby zaraz miał się rozpłakać.
- PosÅ‚uchaj mnie - wybeÅ‚kotaÅ‚ Zeke. - PosÅ‚uchaj, mam propozycjÄ™. PodÂszewka pÅ‚aszcza, z tyÅ‚u, ja mam... ja tam zaszyÅ‚em monety, zwÄ™dziÅ‚em je z banku na Broadwayu, zanim przyszli żoÅ‚nierze. Jak mi jadasz, bÄ™dÄ… twoje.
- Nie ma mowy - odparÅ‚ Carl i zrobiÅ‚ nastÄ™pny krok naprzód. Mimo praÂwie zupeÅ‚nych ciemnoÅ›ci widziaÅ‚, że Sandy ma oczy szeroko otwarte z przeÂrażenia. ByÅ‚a o krok od pÅ‚aczu.
- To nieuczciwe! - poskarżył się Zeke. - Nieuczciwe! Czy ty wiesz, jak długo nie miałem takiej kobiety?
Po kolejnym kroku Carl przytknÄ…Å‚ wylot lufy kolta do brody Zeke'a.
- Nie interesuje mnie, czy to uczciwe, czy nie - powiedział, starając się zachować spokój. - Puść ją.
Zeke zacisnął oczy, zakwiczał przeraźliwie i pchnął Sandy do przodu. Carl złapał ją wolną ręką i stanął między nimi. Zeke umykał już z kumplami, gdzie pieprz rośnie, ale odwrócił się jeszcze i krzyknął:
- Żebyście się tak porzygali! Żeby was napromieniowało! Porzygacie się i umrzecie, właśnie tak!
Carl objął roztrzęsioną Sandy i popatrzył czujnie dookoła. Po drugiej stronie ulicy widział światła świec w oknach oraz kilkoro ludzi, którzy po zakończeniu szarpaniny spokojnie szli ulicą.
- Nic ci się nie stało? - spytał. - Sandy? Zadrżała jeszcze mocniej w jego ramionach.
- Chyba... Chyba się zmoczyłam, Carl. Tak się bałam...
- Ja też - przyznał, nie przestając się rozglądać. - Chodź, idziemy. Mamy kawałek do przejścia, ale może tam przynajmniej będziesz się mogła umyć.
Sandy wzdrygnęła się i podniosła chlebak z ziemi.
- Byłeś... byłeś bardzo odważny, że im się tak postawiłeś, Carl...
- Nie byłem odważny - odparł. W powietrzu unosiła się jakaś kwaśna woń. - Wcale nie byłem odważny.