Gdy tak patrzył, wzeszedł księżyc, spadł deszcz meteorytów i pokazała się zorza polarna, kur zapiał po trzykroć, zagrzmiało! przeleciało stado gęsi w szyku...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- jan brzechwa, wlosJan BrzechwaW³osPan starosta jad³ przy stole,Naraz patrzy - w³os w rosole...
- Poza t¹ chwil¹ oburzenia patrzy³a ca³y czas z prawdziwym podziwem, jak mnieobwieszaj¹ tymi krawatami, lecz zarazem z rosn¹cym niepokojem, ¿e bêd¹ widaæ...
- osho, medytacja podstawy praktykiNie jesteś tym, kto działa -jesteś tym, kto patrzy i widzi...
- W końcu wybuchnął jak francuska bomba wodorowa, dwadzieścia pięć kilometrów nad Sidi Ben Hassid, oślepiając wszystkich, którzy na niego patrzyli...
- cej żony, próbując z nią rozmawiać, ale nie chciała się doń odezwać ani też pozwolić, żeby ją trzymał za rękę, a kiedy już na niego patrzyła, to z...
- Patrzyła uważnie na mnicha, lecz tym razem na jego twarzy widziała tylko szczery wyraz troski...
- - Mężu mój! - zawołała, ale w owej chwili nie patrzyła na króla, tylko na Amasę...
- Wtedy robot patrzy na Cliffa i mówi bardzo łagodnie: „Mylicie się...
- Oczy Zakatha świeciły niczym błyskawice, gdy patrzył na urzędnika...
- Mitch patrzył na jego wargi, ale niewiele słyszał...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Wio, zwierzaku - rzekł, kopiąc juczną owcę w nerki, a kiedy wielki czworonóg chwiejnie powlókł się naprzód, zwrócony ogonem ku mrocznemu wschodowi, z pobliskiego lasu nadleciały odgłosy świadczące, że jakiś duży ptak pochorował się - krótko lecz hałaśliwie.
KILKA POTWORÓW
Przez wiele dni wędrowcy podążali na południe, ufając oczom Strażnika Arrowroota, uszom chochlików oraz mądrości Goodgulfa. Tydzień po opuszczeniu Riv'n'dell napotkali skrzyżowanie dróg i przystanęli, aby wybrać najlepszy szlak wiodący przez wyniosłe Góry Mealey.
Arrowroot pozezował w dal.
- Strzeżmy się okropnego Mount Badass - rzekł, wskazując na spory kamień milowy stojący przy drodze, sto jardów dalej.
- A więc musimy ruszyć na wschód - rzekł Goodgulf, wskazując laską na czerwone słońce, zapadające w ocean chmur.
Opodal przeleciała kaczka, głośno kwacząc.
- Wilki! - jęknął Pepsi, nasłuchując cichnącego dźwięku.
- Lepiej rozbijmy tu obóz na noc - rzekł Arrowroot, z łoskotem rzucając plecak na ziemię i miażdżąc kobrę okularnika. - Jutro musimy znaleźć przełęcz, którą przejdziemy przez góry.
Kilka minut później wędrowcy siedzieli na środku skrzyżowania wokół trzaskającego ogniska, na którym wesoło piekł się jeden z królików - rekwizytów Goodgulfa.
- W końcu mamy porządne ognisko - rzekł Spam, wrzucając do ognia grzechotnika. - Sądzę, że wilki pana Pepsi nie będą nas niepokoić tej nocy.
Pepsi prychnÄ…Å‚.
- Wilk musiałby być naprawdę napalony, żeby dobierać się do takiego łazęgi jak ty - powiedział, ciskając w Spama kamieniem, chybiając o stopę i ogłuszając czającą się pumę. Krążącą wysoko nad ich głowami, niewidoczny dla wędrowców przywódca szpiegowskiego stada wron zerknął przez lornetkę i zaklął w chrapliwym języku swego gatunku, wypuszczając przy tym nie dojedzony ser.
- Gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy? - zapytał Frito.
- Jesteśmy na skrzyżowaniu - odparł Czarodziej, po czym wyjął zza pazuchy poobijany sekstans i wycelował go w księżyc kowbojski kapelusz Arrowroota oraz górną wargę Gimleta. - Wkrótce przejdziemy górę lub rzekę i dotrzemy do innej krainy! - rzekł.
Arrowroot podszedł do Frita.
- Nie obawiaj się - rzekł, siadając na wilku - bezpiecznie przeprowadzimy cię na drugą stronę.
Wędrowcy nabrali otuchy, gdy następny dzień powitał ich jasnym i bezchmurnym porankiem, jak to często zdarza się, kiedy nie pada. Po skąpym śniadaniu złożonym z mleka i miodu, ruszyła rzędem za Arrowrootem i Goodgulfem, przy czym kawalkada zamykał Spam na swej jucznej owcy, do której przemawiał w czuły sposób, w jaki chochliki zawsze traktowały futrzaste zwierzątka.
- Och, jaka byłabyś smaczna w sosie miętowym - biadolił.
Przeszli wiele staj (staja to około trzy ósme mili, a może nieco mniej od hektara) wzdłuż szerokiej, wygodnej autostrada wiodącej na wschód, do cuchnących stóp Gór Mealey, a późnymi popołudniem dotarli do pierwszych krągłych wzgórków. Tam droga szybko zniknęła pod stertą kamieni i ruinami starożytnego posterunku poborców myta. Dalej wąska, głęboka i ciemna jak węgiel dolina ciągnęła się złowrogo aż do skalnych zboczy gór. Arrowroot gestem zatrzymał karawanę i wędrowcy zebrali się wokół niego, żeby popatrzeć na niegościnny krajobraz.
- Obawiam się, że to niedobre miejsce - powiedział Arrowroot, ślizgając się na świeżej czarnej farbie, która pokrywała każdy cal ziemi.
- To Czarna Dolina - rzekł poważnie Goodgulf.
- Czy już jesteśmy w Fordorze? - zapytał Frito z nadzieją w głosie.
- Nie wspominaj o tamtej mrocznej krainie w tej mrocznej krainie - ostrzegł ponuro Czarodziej. - Nie, to nie Fordor, lecz najwidoczniej i tu sięgnęła ręka Wroga Wszystkich Dobrych Ludzi.
Gdy tak stali, patrząc na straszliwą dolinę, usłyszeli wycie wilków, ryk niedźwiedzi oraz wrzaski sępów.
- Jak cicho - rzekł Gimlet.
- Zbyt cicho - zauważył Legolam.
- Nie możemy tu zostać - stwierdził Arrowroot.
- Nie - przytaknął Bromosel, spoglądając na szarą płaszczyznę strony i grubą część książki w prawej dłoni czytelnika. - Przed nami jeszcze daleka droga.
Przetruchtawszy przez ponad godzinę stromym, usianym głazami zboczem, wędrowcy dotarli, zziajani i usmoleni, do długiej półki skalnej biegnącej między urwiskiem a stawem, którego całą powierzchnię pokrywała gruba warstwa oleistej mazi. Na ich oczach wielki, szerokoskrzydły wodny ptak z głośnym pluskiem opadł w paskudną ciecz i natychmiast rozpuścił się.
- Chodźmy - rzekł Goodgulf. - Przełęcz nie może być daleko.
Z tymi słowami powiódł ich wokół kamiennego występu sterczącego ze stawu przed nimi i zasłaniającego widok na resztę górskiego zbocza. Półka zwężała się w tym miejscu i wędrowcy musieli posuwać się cal po calu. Kiedy minęli zakręt, zobaczyli przed sobą wznoszące się na setki stóp urwisko. W ścianie skalnej było wykute wejście do jakiejś podziemnej jaskini, starannie zamknięte ogromnymi drewnianymi drzwiami z ogromnymi żelaznymi zawiasami i gigantyczną klamką. Drzwi były pokryte dziwną klątwą starannie wykaligrafowną runami krasnoludów i skonstruowane tak niezwykle starannie, że ze stu
kroków ni dało się dojrzeć szczeliny między drewnem a kamieniem.
(sami sobie przeczytajcie S&C)
Arrowroot westchnÄ…Å‚.
- Czarna Jama! - zawołał.