Poza tą chwilą oburzenia patrzyła cały czas z prawdziwym podziwem, jak mnieobwieszają tymi krawatami, lecz zarazem z rosnącym niepokojem, że będą widać...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- «Och! Wielkie szczęście i wielkie nieszczęście w tym domu! Niebiosa dały syna bezpłodnej, niech będzie błogosławiony Najwyższy! Lecz siedem miesięcy temu...
- 2asmienia jednostki czy dominacji nad nią, lecz w celu ochrony praw zagrożonych przez inne instytucje społeczne: Jednym z najtrudniejszych aspektów społecznego...
- Maria była ciekawa, jaki związek ma krew, która wyciekała spomiędzy jej nóg, z byciem panną, lecz matka nie umiała jej tego wyjaśnić...
- Gdyby tego rodzaju wydarzenie zaszło pierwszej nocy, zaraz pomyślałbym o zmarłych mnichach, lecz teraz najgorszego gotów byłem spodziewać się po...
- zapłaty za okazaniem, lecz nie stwarza dla trasata obowiązku zapłaty...
- „Tak, Panie — powiedziaĹ‚em — lecz z caĹ‚Ä… pewnoĹ›ciÄ… cierpienie jest zĹ‚e”...
- Bitwę można było uważać za wygraną, lecz do jej końca było daleko...
- "papieże nie tylko byli mordercami na wielką skalę, lecz ponadto uczynili mord podstawąprawną Kościoła chrześcijańskiego oraz warunkiem zbawienia"...
- – PrÄ™dko skoczym? – Jeszcze czas! – odrzekĹ‚ pan MichaĹ‚...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Toteż raz po raz chciała ten
lub tamten zatrzymać na mojej szyi.
- O, ten niechby już był, panno Ewelino. O, ten mu pasuje, panno Różo. Niech
pani jeszcze raz przymierzy. Dobrze mu, zostawcie. Kark mu już pewnie zdrętwiał,
tylko nic nie mówi. Jak, Piotrek, zdrętwiał ci, prawda? Nie będzie mu się potem
bawić chciało, jak się tyle naprzymierza. O, ten to nawet taki sam jak miał mąż
nieboszczyk. Na Sylwestra-śmy do resursy szli i kupiłam mu. A chyba go wiśniówką
poplamił na imieninach u kolegi i już nie dało się wywabić. I kosztował, że
lepiej nie mówić. Zostawcie. No, niech się w lustrze przejrzy. Przejrzyj się,
Piotrek.
Niewiele jednak wskórała, a nawet im bliżej było końca, tym bardziej stawały się
zawzięte w tym przymierzaniu, i gdy nawet upomniała się matka o mój kark, nie
wzbudziło to w nich współczucia.
Kark mi rzeczywiście zdrętwiał i miałem wrażenie, że głowę mam osadzoną na
jakimś martwym pniaku i w obawie, by mi z tego pniaka nie zleciała, bałem się
choćby dla sprawdzenia odchylić ją w lewo, w prawo, czy unieść, czy opuścić. To
zdrętwienie rozprzestrzeniło mi się i na plecy, ramiona, ręce, i czułem, jak
postępując ogarnia mnie całego.
Znacznie jednak gorsze było swędzenie, które czułem w dołku pod grdyką i które z
każdym przyłożonym pod
445
szyją krawatem narastało, być może od ich dotykających mnie wciąż w tym miejscu
palców. W każdym razie wydawało mi się, że jeśli się natychmiast gdzieś tam, w
środku, nie podrapię, coś strasznego zrobię, może pogryzę im te palce, a nawet
któryś połknę. I ratowałem się jedynie coraz częstszym przełykaniem śliny. A one
pewnie czując to, starały się mnie podbechtywać i na użalania się nade mną matki
odpowiadały:
- Niech się pani o pana Piotra nie martwi. Pan Piotr przecież już mężczyzna. A
mężczyzna musi mieć twardy kark. Życie, mówią, od karku przygina.
Zdawało się, że już nie zdołają mi wybrać żadnego z tych krawatów, bo dwa, może
trzy zostały do przymierzenia. Co prawda, na wszelki wypadek czekały jeszcze te
odłożone osobno, przebrane, wybrane, co do których nie mogły się zdecydować,
znaczyłoby to jednak, że przymierzanie zacznie się od początku i znów żadnego
nie wybiorą, bo nie w krawatach kryło się to ich niezdecydowanie. Nagle obie z
radością wykrzyknęły i aż zakotłowało się od ich rąk pod moją szyją:
- Ach, Boże ty mój! To przecież krawat hrabiego Mund-ka! Wybieramy, wybieramy, a
należało od razu ten panu Piotrowi przymierzyć. Niepotrzebnieśmy pana Piotra tak
męczyły. Pewnie kark panu Piotrowi zesztywniał, prawda? Przepraszamy najmocniej.
Ach, jakiż piękny, jakiż gustowny!
Krawat był zwyczajny, jednokolorowy, bordo, i nie bardzo rozumiałem, czym się
tak zachwycają. Matka pozwoliła sobie nawet na nieśmiałe wyrażenie wątpliwości:
- A może tamten, panno Ewelino czy panno Różo. Byłby może ładniejszy. Niebieski
i w grochy. Sameście mówiły, że Piotrek ma niebieskie oczy.
- Ależ proszę pani!... - obruszyły się. - Do niebieskich oczu wcale nie musi być
niebieski. I pan Piotr ma zresztą
446
bardziej stalowe. - I zaczęły się jedna przez drugą rozpływać nad hrabią
Mundkiem: - Hrabia Mundek ze wszystkich nosił najpiękniejsze. Hrabia Mundek
nigdy by żadnego^tu z tych nie założył. Hrabiemu Mundkowi nie zdarzyło się, żeby
krawat do koszuli nie pasował czy do oczu. I nigdy mu się nie majtał pod szyją,
jak tym wszystkim. Czy żeby był za krótki, za długi. Zawsze przypięty brylantową
szpilką. A tak, brylantową, żeby pani wiedziała. Pokazywał nam, taka mała
gwiazdeńka w główce się świeciła. I proszę, niech pani weźmie do ręki, czysty
jedwab.
- Przecież widzę.
- Ale niech pani weźmie. Hrabia Mundek nosił tylko jedwabne. Będzie pan Piotr
przynajmniej wiedział, co ma pod szyją. Od najmłodszych lat, proszę pani, trzeba