Gabriel, rozczarowany, uważał, że Aristos wart jest przynajmniej wzmianki...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Z drugiej strony, przynajmniej jeden bystry obserwator, John Kenneth Galbraith, wyraził pogląd, że być może Nixon zwyciężył pomimo stosowania tych środków...
- W tym miejscu naley przynajmniej par sw powiedzie o sowie "zainteresowania", ktre obecnie w potocznym uyciu stao si terminem wytartym i martwym...
- i osiem paryskich denarów każda, iż dukat z półksiężycem wart jest trzydzieści sześć jedynek po dwadzieścia sześć solidów i sześć turskich...
- komisji przynajmniej połowa członków musi się rekrutować ze współpracowników Komisarjatu handlu zagranicznego...
- Podczas tych narzekań, które były zapewne wynikiem rozczarowania i osobistej urazy, wywołanej faktem, że jej stary pracodawca wolał inną, Artur Gride...
- Większość ludzi uważała, że ofiarą padł tylko jeden człowiek: Bayardo San Roman...
- – Nie złapią nas, moja piękna – odpowiedział Gabriel z udawaną brytyjską powagą...
- nawróceniu, wzywając ich, by uważali się za grzeszników i przyjęli bezinteresowną miłość Boga...
- Na wzmiankę o smokach szum zaczął opadać, aż zapadła niepewna cisza...
- - Jest to wersja Pisma w którymś z języków hindustańskich, nieprawdaż?- Nie - odpowiedział...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Hrabia Gerius - rzekł Adrian - Sekretarz Węzła. Hrabina Fidelia. Jego Ekscelencja książę Ghibreel z Nanchanu.
Na zatłoczonym przyjęciu nie starczyło miejsca dla formalnych ukłonów. Ludzie zbici byli w pocącą się, nieprzyjemnie pachnącą masę, a wciąż dochodzili nowi. Gabriel, najwyższy z obecnych, ogarniał wzrokiem beukhomanańską elitę, ale jego perspektywa ograniczała się głównie do widoku starannie ufryzowanych włosów i spoconych czół. Dzięki ogromnemu prestiżowi księcia Adriana, wokół jego fotela powstał odstęp - wyraz respektu - tylko dlatego Gabriel mógł skrzyżować dłonie na piersiach i z szacunkiem nachylić tors ku Geriusowi i jego damie. Hrabina, w zaawansowanej ciąży, wyglądała na szesnaście lat. Sekretarz Węzła miał w brodzie pasma siwizny, a kosmetyków stosował więcej od swej żony. Ciężki w barkach, o grubych przegubach dłoni, nosił przy sobie miecz.
- Co to za zabawkę ma pan przy boku? - zapytał.
- To miecz z mojego kraju - wyjaśnił Gabriel.
- Wydaje się lekki, jak dla kobiety.
- Owszem, jest lekki, właśnie dlatego nazywa się go „damskim mieczem”, a czasami „mieczem scholarza”.
- A pan, to kto?
Gabriel spojrzał w oczy Geriusa i zobaczył tam płonącego dzikiego daimôna, może nieco pijanego.
- Dama - przynaglał Gerius - czy scholarz?
Stawiał kropkę nad „i”, na wypadek gdyby Gabriel go nie zrozumiał. Dla Gabriela nie było jasne, czemu przynależność do którejś z tych kategorii miała być uwłaczająca, lecz w tym kontekście najwyraźniej była.
Napełnił pierś powietrzem, wyprostował nogi, by podnieść swój środek ciężkości wyżej niż środek ciężkości hrabiego, i przybrał Pierwszą Postawę Wzbudzania Respektu.
- Jestem księciem mego kraju - mówił Zasadniczą Modulacją Rozkazodawcy - i mistrzem Osiemnastu Technik Wojennych. - Postąpił lekko naprzód, subtelnie naruszając przestrzeń osobistą hrabiego i przybrał kociopodobną Drugą Postawę. Zniżył głos, by umniejszyć dźwięczącą w nim groźbę.
- A pan, to kto?
Gerius zakołysał się nieco w tył. Tak naprawdę, nie dał kroku do tyłu, ale nawet to małe wachnięcie oznaczało przegraną bitwę. Teraz mógł jedynie przelicytować Gabriela, eskalując wyzwania aż do użycia siły.
Gabriel był całkowicie przekonany, że przeciwnik nie posunie się do tego w tym miejscu.
(Jednak na wszelki wypadek Mataglap poczynił przygotowania: klasyczne O-Lo-Dzai Stylu Modliszki, Zahacz-Chwyć-Szarpnij, idealne w zamkniętych przestrzeniach, takich jak tutaj, lecz Gabriel nie zwracał uwagi na te szczegóły).
Gerius mrugnął. Potem uśmiechnął się - a raczej podjął świadomy wysiłek, by się uśmiechnąć - i klepnął Gabriela po ramieniu.
- Brawo, mój byczku! - obrócił wszystko w żart. - Musimy kiedyś razem poćwiczyć. Moim mistrzem jest senator Osano ze Starego Dworu Wytwórców Żagli. Jestem w jego galerii popołudniami w dni Marii.
- Będę zaszczycony, Ekscelencjo.
- W takim razie, za trzy dni!
Gerius uśmiechnął się. Wypacykowany kosmetykami z bieli ołowiowej, z policzkami pokrytymi różem i namalowanymi brwiami przypominał klauna. Ukłonił się Adrianowi i odholował swą brzemienną żonę.
Podczas całego spotkania pusty wyraz twarzy hrabiny nie zmienił się ani na jotę.
Gabriel czuł zadowolenie z siebie. Aristos, myślał, potrafi zrobić dosłownie wszystko. Gdybym tu pozostał, za trzy lata rządziłbym tym królestwem.
Książę Adrian położył dłoń na ramieniu Gabriela i uśmiechnął się poplamionymi betelem ustami.
- Dobra robota, książątko - rzekł. - Choć do walki by nie doszło. Gerius ma już czasy walki za sobą, jeśli chce utrzymać dworską nominację. Sprawdzał tylko wielkość twoich kamieni.
- Jego żona sprawia wrażenie czarującej. - Gabriel taktownie zmienił temat.
- Ta jałówka o pustym spojrzeniu? To jego czwarta. Ożenił się z nią dla posagu. Jej ojciec to mieszczanin zabiegający o wpływy na dworze i o całkowite zwolnienie z podatków.
- Dostanie to, czego chce?
- Prawdopodobnie nie. Gerius ma już posag oraz inne plany dręczenia króla. Stać go na to, by hrabina umarła przy porodzie, tak jak inne. Wtedy ruszy na poszukiwanie następnego ojca-mieszczanina z kolejnym posagiem.
Do Adriana zbliżyła się następna para, by wyrazić mu szacunek - mała baronessa i jej bladolica duenna. Młodsza z kobiet nie ogoliła brwi - Gabriel zauważył, że w tej materii młodzi nie zawsze szli za starszymi. Gabriela przedstawiono. Skłonił się i dla pamięci wprowadził ich imiona do swego reno.
Stawało się to pracą i to dość żmudną.
Jego zainteresowanie podtrzymywała tylko nadzieja, że spotka tu Saiga - rzecz wprawdzie mało prawdopodobna, lecz jeśli to się zdarzy, jest przygotowany.