- Ehm, nadrektorze, gdyby zechciał pan podpisać...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Po drugie: gdyby nawet państwa zachodniej Europy naprawdę robiły to samo, co kolejne rządy Polski (a nie robią, o czym za chwilę), to są to państwa bogate i jeśli...
- Gdyby tego rodzaju wydarzenie zaszło pierwszej nocy, zaraz pomyślałbym o zmarłych mnichach, lecz teraz najgorszego gotów byłem spodziewać się po...
- Zresztą Rena i tak wolała słuchać o smokach, które były tematem dostatecznie bezpiecznym, nawet gdyby ktoś podsłuchiwał...
- najmocniejszymi œwiat³ami, wy³apywa³ bezb³êdnie wszystkie te znaki, które muludzie wskazywali, i przystawa³ jak gdyby na pamiêæ, ani bli¿ej, ani dalej...
- 17 ─ Gdyby to zależało ode mnie ─ mówił Aleksander do Caulaincourta ─ miałbyś pan moje słowo, nim byś pan wyszedł z tego gabinetu; gdyż,...
- - Gdyby tam miała stale zamieszkać, Poppea pogadałaby o niej z Lokustą, ale przez kilka dni nic jej nie grozi...
- - I możesz być pewien, że gdyby taki sposób istniał, na pewno by spróbował...
- - Niech pan mnie wezwie natychmiast, gdyby coś zaszło - prosił Olszowski...
- Gdyby słyszał, powiedziałbym mu, jak go żałuję...
- — ProszÄ™ pani, jeÅ›li pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy PięćdziesiÄ…tej PiÄ…tej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
.. - zaczął kwestor, ale mówił już do zamykających się drzwi.
Nikt nie spytał Ksandry, który z glinianych słoni wypluł kulkę, zresztą kierunek i tak nic by im nie powiedział.
Tego samego wieczoru dwóch woźnych przeniosło do pracowni nadrektora jedyny na Uniwersytecie działający resograf[5].
***
Nikt jeszcze nie znalazł sposobu dołączenia dźwięku do ruchomych obrazków, ale istniał dźwięk szczególnie związany ze Świętym Gajem. Był to odgłos młotków wbijających gwoździe.
W Świętym Gaju panowało rozgorączkowanie. Nowe domy, nowe ulice, nowe... osiedla wyrastały w ciągu nocy. A w okolicach, gdzie nie w pełni wyszkoleni alchemiczni uczniowie nie opanowali jeszcze co trudniejszych etapów produkcji oktocelulozy, znikały jeszcze szybciej. Co zresztą nikogo nie interesowało. Ledwie rozwiał się dym, a już ktoś nowy wbijał gwoździe.
Święty Gaj - Holy Wood, jak go nazywali co bardziej snobistyczni mieszkańcy - rozrastał się przez podział. Wystarczało znaleźć opanowanego, niepalącego młodego człowieka, potrafiącego czytać znaki alchemiczne, ponadto korbowego, worek demonów i dużo słońca. Aha, i jeszcze kilku ludzi. Ale tych nie brakowało. Jeśli ktoś nie potrafił hodować demonów, mieszać chemikaliów ani rytmicznie kręcić korbą, zawsze mógł przytrzymywać innym konie albo obsługiwać stoliki w gospodzie i wyglądać interesująco. I mieć nadzieję. Albo, jeśli wszystko inne zawiodło, wbijać gwoździe. Wokół pradawnego wzgórza wyrastały coraz to nowe chybotliwe budynki, cienkie deski bielały już i paczyły się w bezlitosnym słońcu, a wciąż potrzebne były następne.
Ponieważ Święty Gaj wzywał. Codziennie przybywali nowi ludzie. Nie po to, by zostać stajennymi, dziewkami w tawernach czy cieślami. Przybywali, by tworzyć ruchome obrazki.
I nie mieli pojęcia dlaczego.
Gardło Sobie Podrzynam Dibbler w głębi serca dobrze wiedział, że gdzie tylko zbierze się co najmniej dwóch ludzi, zaraz zjawi się ktoś, kto spróbuje im sprzedać podejrzaną kiełbaskę w bułce.
Teraz, jako że Dibbler był zajęty, inni próbowali wypełnić tę lukę.
Jednym z nich był Nodar Borgle, Klatchianin, którego wielka, przestronna szopa mniej przypominała restaurację, a bardziej fabrykę żywieniową. Wielkie parujące wazy zajmowały jeden koniec sali. Resztę zastawiono stołami, a przy stołach siedzieli...
Victor zdumiał się.
...siedzieli ludzie, trolle, krasnoludy. I kilka gnomów. Może nawet parę elfów, najbardziej nieuchwytnej ze wszystkich ras świata Dysku. I sporo innych istot, co do których Victor miał nadzieję, że są przebranymi trollami, bo jeśli nie, wszystkich czekały poważne kłopoty. I wszyscy coś jedli, a najbardziej zdumiewał fakt, że nie jedzą siebie nawzajem.
- Bierzesz talerz, stajesz w kolejce, a potem płacisz - wyjaśniła Ginger. - To się nazywa samosłużba.
- Płacisz, zanim zjesz? A jeśli jedzenie okaże się obrzydliwe? Ginger uśmiechnęła się posępnie.
- Właśnie dlatego.
Victor wzruszył ramionami i pochylił się do krasnoluda za ladą.
- Chciałbym...
- Jest potrawka - oznajmił krasnolud.
- A jaka potrawka?
- Jest tylko jeden rodzaj. Dlatego to potrawka - burknÄ…Å‚ krasnolud. - Potrawkowa.
- Chodziło mi o to, co jest w środku - nie ustępował Victor.
- Jeśli pytasz, to nie jesteś dostatecznie głodny - wtrąciła Ginger. - Dwa razy potrawka, Fruntkin.
Victor przyglądał się wylanej na talerz szarobrunatnej mazi. Dziwne bryły, wyniesione na powierzchnię przez tajemnicze prądy konwekcyjne, kołysały się przez chwilę i tonęły. Miał nadzieję, że już na zawsze.
Borgle należał do szkoły kuchni Dibblera.
- Potrawka albo nic, mój mały. - Krasnolud uśmiechnął się złośliwie. - Pół dolara. Tanio, za pół ceny.
Victor niechętnie wręczył mu pieniądze i obejrzał się na Ginger.
- Tutaj! - zawołała, siadając przy długim stole. - Cześć, Gromostopy. Witaj, Erekcja, co słychać? To jest Vic. Nowy. Hej, Złoślak, nie zauważyłam cię.
Victor wbił się między Ginger a górskiego trolla w czymś, co wyglądało na kolczugę, ale okazało się świętogajową kolczugą, czyli chytrze splecionym sznurkiem pomalowanym na srebrno.
Ginger z ożywieniem rozmawiała z czterocalowym gnomem i krasnoludem w połówce kostiumu niedźwiedzia; Victor poczuł się trochę osamotniony.
Troll skinął mu głową i wykrzywił się, wskazując swój talerz.
- Oni nazywają to pumeksem - powiedział. - Nie chce im się nawet odłupać lawy. A smaku piasku w ogóle się nie czuje. Victor przyjrzał się zawartości talerza.
- Nie wiedziałem, że trolle jedzą kamienie - oświadczył, zanim zdążył się powstrzymać.
- Dlaczego nie?
- Przecież jesteście zbudowani z kamienia...
- No tak. A ty jesteś z mięsa i co jesz? Victor zerknął na własny talerz.
- Dobre pytanie - przyznał.
- Vic robi migawkę dla Silverfisha - powiedziała głośno Ginger. - Zdaje się, że planują trójszpulowca.
Rozległy się zaciekawione pomruki.
Victor starannie odsunął na brzeg talerza coś żółtego i roztrzęsionego.
- Powiedzcie - zaczął niepewnie. - Kiedy graliście, czy ktoś miał... może słyszał, tak jakby... czuł, że jest... - Zawahał się. Wszyscy na niego patrzyli. - Znaczy, czy wydawało się wam, że coś gra poprzez was? Nie umiem tego inaczej wytłumaczyć. Jedzący odprężyli się.