Dwaj Ulgosi czekali na nich przy wejściu do jednego z tuneli...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Metody przetwarzania AC Przetworniki delta Przetworniki delta charakteryzują się błędami przy szybkich zmianach sygnału...
- resów, na które na le ¿y prze kie ro waæ wia do moœæ, plik fil tru mo¿e za wie raæ te sty za - war to œci przy chodz¹cej wia do mo œci, tak by na przyk³ad wia do...
- — Proszę pani, jeśli pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy Pięćdziesiątej Piątej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
- Ed siedział właśnie przy biurku w rogu swojego salonu sprzedaży żując pierwsze tego dnia cygaro, kiedy zobaczył dwóch mężczyzn w roboczych koszulach i...
- Nie miał czasu myśleć teraz o więźniu, bo gdy kilku ludzi zabrało się do rozbierania martwych kompanów, kłócąc się przy tym o łupy, reszta zaczęła...
- jan brzechwa, wlosJan BrzechwaWosPan starosta jad przy stole,Naraz patrzy - wos w rosole...
- sność drugiej ćwierci; suma wniesiona do wspólnoty stanowić będzie jedną czwartą właści- wego wkładu, pozostałym zaś przy życiu małżonkom...
- Kosmonauci informowali:- Zdumiewa twardy sen mieszkańców miasta, nie reagują zupełnie na światła lamp, przy pomocy których odnajdujemy drogę w labiryncie...
- Chrystusa i Samarytank - naturalnie przy studni - Malczewski malowa trzykrotnie, ale adne z tych uj nie odpowiada, jak podkrela Kazimierz Wyka, przekazowi...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Skłonili się i zamienili kilka słów z Belgarathem. Byli niscy i potężnie zbudowani, jak tamci, którzy wyszli im na spotkanie w tunelu. Włosy mieli bardzo jasne, a oczy wielkie i prawie czarne.
- Tutaj zostawimy konie - oznajmił Belgarath. - Dalej musimy zejść po schodach. Ci ludzie zaopiekują się nimi.
Źrebak drżał z lęku. Garion musiał kilka razy powtórzyć, że ma tu zostać przy matce, ale w końcu zwierzę chyba zrozumiało. Chłopiec ruszył biegiem, by dogonić przyjaciół, którzy zniknęli już w tunelu.
Po obu stronach galerii widzieli drzwi, odsłaniające niewielkie pomieszczenia. Część z nich była wyraźnie pracowniami tego czy innego rodzaju, inne zostały przystosowane do mieszkania. Ulgosi w celach zajmowali się swoimi sprawami, nie zwracając uwagi na obcych. Niektórzy z jasnowłosych mieszkańców pracowali z metalem, inni z kamieniem, kilku z drewnem czy tkaniną. Jakaś kobieta doglądała dziecka.
Za nimi, w wielkiej grocie, znów zabrzmiał śpiew. Minęli pomieszczenie, w którym siedmiu Ulgosów siedziało w kręgu i recytowało chórem.
- Wiele czasu poświęcają na obowiązki religijne - zauważył Belgarath. - Religia jest głównym elementem ich życia.
- Dość nudne to życie - mruknął Barak.
Na końcu tunelu strome, wytarte stopnie prowadziły w dół. Schodzili, dla równowagi opierając się rękami o ściany.
- Łatwo byłoby tutaj zabłądzić - stwierdził Silk. - Straciłem orientację, w którą stronę się posuwamy.
- W dół - powiedział Hettar.
- Dzięki - burknął kwaśno Silk.
Schody prowadziły do kolejnej jaskini. Znowu wynurzyli się wysoko pod sklepieniem, lecz tym razem smukły most biegł od wylotu tunelu na drugą stronę przepaści.
- Przechodzimy - poinformował Belgarath. Wprowadził ich na zawieszone w półmroku przęsło.
Garion zerknął w dół. Zobaczył miriady otworów w ścianach groty. Ich ułożenie nie było symetryczne, a raczej zupełnie przypadkowe.
- Musi tu mieszkać mnóstwo ludzi - ocenił. Starzec kiwnął głową.
- To główna jaskinia jednego z większych ulgoskich plemion - potwierdził.
Pierwsze dysharmoniczne takty pradawnego hymnu ULa zabrzmiały, kiedy zbliżali się do końca mostu.
- Mogliby znaleźć jakąś inną melodię - mruknął zgryźliwie Barak. - Ta zaczyna mi już działać na nerwy.
- Powiem o tym pierwszemu spotkanemu Ulgosowi - obiecał Silk. - Jestem pewien, że z radością zmienią dla ciebie swoje pieśni.
- Bardzo śmieszne.
- Pewnie nie przyszło im do głowy, że te hymny nie budzą powszechnego zachwytu.
- Dasz już spokój?
- Wiesz, śpiewają to dopiero od pięciu tysięcy lat.
- Wystarczy, Silku - wtrąciła ciocia Pol.
- Co tylko rozkażesz, pani - odparł drwiąco Silk. Wkroczyli do kolejnego tunelu i podążali nim aż do rozwidlenia. Belgarath bez wahania skręcił w lewo.
- Jesteś pewien? - zapytał Silk. - Mogę się mylić, ale mam wrażenie, że krążymy w koło.
- Istotnie.
- I pewnie nie chcesz tego wyjaśnić?
- Wolałem nie wchodzić do pewnej jaskini, więc musieliśmy ją okrążyć.
- A czemu nie chciałeś wchodzić?
- Jest niestabilna. Strop może runąć od najlżejszego dźwięku.
- Aha...
- To jedno z niebezpieczeństw, które się tu spotyka.
- Nie musisz wchodzić w szczegóły, przyjacielu. - Silk spojrzał niespokojnie w górę. Był bardziej niż zwykle gadatliwy. Garion sam odczuwał duszność na myśl o wszystkich tych skałach dookoła... Dlatego potrafił wejrzeć w myśli Silka. Niektórzy ludzie nie mogą znieść poczucia zamknięcia i Drasanin wyraźnie do nich należał. Chłopiec również podniósł głowę i wydawało mu się, że czuje na barkach ciężar ogromnej góry. Silk, pomyślał, nie jest tu jedynym, którego niepokoi ta olbrzymia masa nad nimi.
Korytarz doprowadził ich do niewielkiej groty z czystym jak szkło jeziorem pośrodku. Jezioro było płytkie, a biały żwir pokrywał dno. W centrum wyrastała wyspa, na niej zaś budynek w tym samym kształcie piramidy, jak budowle zrujnowanego miasta Prolgu. Otaczał go pierścień kolumn, tu i tam stały ławy z białego kamienia. Lśniące kryształowe kule zwisały na łańcuchach ze stropu, około trzydziestu stóp nad głowami, ich blask zaś, choć słaby, był jednak wyraźnie mocniejszy niż w mijanych dotąd korytarzach. Chodnik z białego marmuru prowadził z brzegu na wyspę, a na jego końcu czekał niezwykle stary człowiek. Spoglądał ku nim ponad nieruchomymi wodami.
- Yad ho, Belgarath! - zawołał. - Groja UL.
- Gorimie... - Belgarath skłonił się formalnie. - Yad ho, groja UL.
Po marmurowym pomoście dotarli na wyspę. Belgarath serdecznie uścisnął dłoń starca i powiedział coś w gardłowej mowie Ulgosów.
Gorim Ulgosów wydawał się niezwykle stary. Włosy i brodę miał długie, srebrzyste, szatę zaś śnieżnobiałą. Była w nim jakaś powaga i godność, co Garion wyczuł natychmiast. Wiedział, choć nie miał pojęcia skąd, że zbliża się do człowieka świątobliwego, może najbardziej świątobliwego na całym świecie.