- Dobra, synu! Teraz odchyl się do tyłu! - Chciał wykonać polecenie, ale uniemożliwiała mu to wyobraźnia...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Już ja ją przezpiecznie odeślę albo i sama odwiozę – mówiła mu Baśka – prędzej zaś sama odwiozę, bo raz w życiu chciałabym widzieć całe...
- punktach było ono skodyfikowaniem stosowanej ju uprzednio praktyki, jednak praktyce tej dopiero teraz nadało charakter w pełni instytucjonalny...
- Nie miał czasu myśleć teraz o więźniu, bo gdy kilku ludzi zabrało się do rozbierania martwych kompanów, kłócąc się przy tym o łupy, reszta zaczęła...
- Gdyby tego rodzaju wydarzenie zaszło pierwszej nocy, zaraz pomyślałbym o zmarłych mnichach, lecz teraz najgorszego gotów byłem spodziewać się po...
- UZNANIE Skoncentrujmy się teraz na znaczeniu uznania i na tym, co ono tak naprawdę oznacza...
- — Wyczuwacie taką ingerencję nawet teraz? — Śnieżynka dotknęła swego Klejnotu...
- Teraz – mając Boga, a z Nim Jego nieskończone bogactwa – pośpiesznie wyrzekałam się ich...
- Czy na zewnątrz wiał wiatr tak silny, że szeleściły liście na drzewach? Czy może mój umysł dał się porwać przez wicher i słuchał teraz, jak tłucze się,...
- cio nie ma worka z pieniędzmi? W gronie najbliższych tak nazywała teraz hrabiego, a panowie nie pytali już o niego inaczej, jak: „Czy widziałaś wczoraj...
- i rozmaitych spółek, parę silnych branż, jak górnicy, jeszcze zachowu- je resztki dawnej potęgi, ale zdecydowana większość trzyma się teraz za...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Spojrzał przełomie na pobladłe twarze kolegów siedzących na podłodze. Miał świadomość wirującego nad głową rotora, strumienie zimnego powietrza chłostały go po twarzy. - Nie mamy dla ciebie całego dnia, szeregowy! - wrzasnął instruktor.
Faulk zobaczył, że po drugiej stronie jego towarzysz niedoli jakby próbuje usiąść w powietrzu. Zgiął nogi w kolanach i odchylił się nieco, ale zaraz podciągnął szybko po linie i stanął z powrotem. Instruktor znowu krzyknął na niego, powtórzył więc przysiad, ale i tym razem strach okazał się silniejszy.
Andre wychylił się na zewnątrz, przesunąwszy trochę linę w dłoniach. Jego głowa znalazła się zaledwie kilkanaście centymetrów poza maszyną, ale jednak po drugiej stronie magicznej granicy. Ciemnozielony kadłub śmigłowca utworzył obramowanie wokół ciemnego prostokąta drzwi, z którego blade twarze kolegów spoglądały jakby z innego świata. Żołnierzowi naprzeciwko sierżant kazał wejść z powrotem. Odczepił jego klamrę i kazał podejść do drzwi następnemu szeregowcowi, kobiecie.
- Jeszcze trochę! - krzyknął jego instruktor, gestem polecając mu się bardziej wychylić.
Faulk znów przesunął linę w dłoniach o kilka centymetrów. Zadarł głowę i popatrzył na wirujący rotor. Ujrzał też twarz pilota, który wykręcił się na swoim fotelu i spoglądał do tyłu przez boczną szybę. Miał na głowie zielony hełm z uniesioną osłoną przeciwsłoneczną. Andre pomyślał, że jeszcze chwila, a znajdzie się w poziomie, w pozycji, z której nie będzie już odwrotu. Jeszcze parę sekund... Stopy zsunęły mu się z krawędzi podłogi helikoptera. Z całej siły zacisnął palce na linie i podkurczył nogi. Ujrzał przed sobą podwozie śmigłowca. Instruktor w drzwiach wyciągnął w jego stronę pięść z kciukiem uniesionym do góry. Po drugiej stronie maszyny ukazały się zgrabne kobiece pośladki.
Zjeżdżał krótkimi odcinkami, po dwa, trzy metry, wyhamowując pęd. Szybko opanował nerwy. Jeszcze nim znalazł się w połowie drogi do ziemi, stwierdził, że to najprostsza rzecz pod słońcem. Zwolnił jeszcze bardziej, aby nacieszyć się wyjątkową chwilą. Popatrzył na koleżanką, która także zjeżdżała dość śmiało, chociaż dodatkowo przytrzymywała linę między silnie zaciśniętymi udami. Resztę drogi pokonał z radością. Wylądował na lekko ugiętych nogach i szeroko uśmiechnięty popatrzył na stojącego w drzwiach śmigłowca instruktora.
- Jesteś pod ostrzałem, palancie! - krzyknął sierżant, robiąc taki ruch, jakby chciał go uderzyć pięścią.
Andre szybko się opanował. Błyskawicznie wyciągnął liny z klamry, chyląc nisko głowę podbiegł na skraj strefy zrzutu i padł plackiem na ziemię, wyciągając przed siebie nie nabity pistolet. Wybrał sobie nawet cel, słupek hydrantu na skraju parkingu.
- Jesteś pod ostrzałem, skarbie! - doleciało od strony helikoptera. Chwilę później na trawie obok Faulka wyciągnęła się kobieta. Promieniała z radości.
- Cholera, jakie to proste! - syknęła. - Uczestniczyliśmy w zrzucie, koleś!
Uniosła lewą rękę w jego kierunku. Ukradkiem trącił otwartą dłonią jej dłoń, obawiając się, że lada moment mogą zostać skarceni przez sierżanta. Ale obaj instruktorzy byli już zajęci następnymi żołnierzami.
POKŁAD F-117A, NAD HARBINEM, CHINY
7 marca, 16.00 GMT (2.00 czasu lokalnego)
Major Lauren Russell prowadziła nighthawka na wysokości trzech tysięcy metrów wprost na rozległą przemysłową zabudowę chińskiego miasta. Noc była pogodna, ale w Harbinie obowiązywało zaciemnienie, nie paliły się żadne światła. Ona jednak nie miała żadnej wątpliwości, że bez trudu odnajdzie swój cel. Ciągłe odczyty systemu GPS na odstawie sygnałów z satelity wskazywały bieżącą pozycję z dokładnością do pięciu metrów. Bursztynowy trójkącik, który na ekranie nawigacyjno-taktycznym symbolizował jej samolot, ani na chwilę nie zbaczał z wytyczonego kursu. Przy krawędzi ekranu wyłoniło się wygięcie białej linii, oznaczające ostry zwrot przed podejściem nad cel.