- Cukru?- Nie, Boria, dziękuję...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- - Dziękuję, mistrzu Kiosie - rzekł Gundabyr...
- Jaco To jest zawartość pliku dane...
- — Tak, poszliśmy na rewię, a potem jedliśmy kolację w âźDorsetâ...
- 158dorowicza
- 1
- jego ton jest niczym smagnięcie biczem...
- Przygotowywał się przecież do tego dnia, przypuszczając, że prędzej czy później nastąpi...
- - Bardzo teatralny gest, nie sądzisz, Oxnard? - zapytał jeden z aniołów...
- 2 2 0
- stowarzyszenia do którego należą, podobnie jak nie znają jej prawdziwej organizacji oraz tego kim są jejkierownicy...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nigdy nie słodzę.
Boria jest żarliwym czcicielem bogini Wenus. Wszyscy szyfranci GRU i KGB, rozproszeni po świecie składają jej hołdy. Boria wie, że mam masę roboty, krąży wokół mnie, usiłując odciągnąć moją uwagę od przyszłej wojny i skierować na kwestie bardziej pasjonujące.
- Wiktorze Andriejewiczu!
- Co takiego? - nie odrywam się od zeszytu.
- Kurierzy przywieźli nowy wierszyk.
- Świński, ma się rozumieć?
- Innych nie zbierają.
- Pies ci mordę lizał! Powiedz swój wierszyk. Boria odchrząknął, przyjął pozę recytatora:
Gdy po rosie lażę, Obmywa mi nogę. I o jednym marzę: Bez dupy - nie mogę!
- To już, Boria, dawno słyszałem. Zmarkotniał, ale tylko na moment:
- Mieliśmy w Leningradzie takiego jednego cierpiętnika. Poeta pełną gębą:
Leningradzie, Leningradzie! Miasto moich snów! Wszyscy ludzie - bladzie. A ja jestem zuch!
Nie da mi spokoju. A nie mogę psuć sobie z nim stosunków, bo co prawda szyfranci to niższa kasta, ale za to są najbliżej Nawigatora, jak wierni lokaje. Nie mam ochoty zagłębiać się w jego poezję, ale też byłoby nierozsądne przerwać mu w pół zdania. Lepiej sprowadzić dyskusję na inny temat:
- Służyłeś w sztabie Leningradzkiego Okręgu?
- Nie, w Ósmym Wydziale sztabu 7. Armii.
- A potem?
- Potem prosto do Watutinek.
- Ho, ho!
Watutinki to otoczone ścisłą tajemnicą miasteczko poci Moskwą. Centralna stacja odbiorcza GRU. Tam wszystko jest tajne, nawet cmentarz. Watutinki to istny raj i podobnie jak prawdziwy biblijny raj posiada jedną niedogodność: nie ma stamtąd wyjścia. Jeżeli ktoś trafi do Watutinek, może być pewny, że będzie pochowany na tamtejszym tajnym cmentarzu.
Zdarza się, że któryś ze szczęściarzy zamkniętych w tym rajskim zakątku zostaje oddelegowany za granicę. Jednak jego życie wcale nie jest przez to bardziej urozmaicone. Wszyscy szyfranci zatrudnieni w rezydentu-rze mają ściśle wyznaczone strefy, w których wolno im się poruszać. Każdy ma własną. W przypadku Borii jest to szesnaście pokoi, łącznie z tym, w którym mieszka, wielką salą, gabinetem Nawigatora i jego zastępców. Dalej nie ma prawa wysunąć nosa. Opuszczenie wyznaczonej strefy jest przestępstwem. Tym bardziej opuszczenie ambasady. W tej strefie Boria spędzi dwa lata, po czym zostanie odwieziony do Watutinek. Do żony Boria nie jeździ. Jest przewożony. Pod eskortą. Ale Boria jest zadowolony. Większość z tych, którzy wylądowali w Wa-tutinkach, w ogóle nie opuszcza granic miasteczka. A przecież i oni są szczęściarzami, w porównaniu z tysiącami szyfrantów, służących w sztabach okręgów, flot i armii. Dla nich Watutinki są tylko pięknym, niezisz-czalnym marzeniem.
- Wiktorze Andriejewiczu, opowiedzcie, proszę, coś o prostytutkach. Już wkrótce wracam. W Watutinkach chłopaki mnie wyśmieją: byłeś w Wiedniu i nie przywiozłeś żadnych opowiastek.
- Boria, nie mam zielonego pojęcia o prostytutkach. -Ręczę głową, że Boria nie prowokuje mnie na odgórne polecenie, po prostu jest ciekaw. Szyfranta wracającego z wielkiego świata do Watutinek ocenia się wyłącznie według jego repertuaru na tematy seksualne. Wszyscy wiedzą, że w ambasadzie miał bardzo ograniczony teren poruszania się, czasem tylko pięć pokoi. Każdy rozumie, że te jego historie to czysta bujda, że żaden oficer operacyjny nigdy nie pozwoli sobie na takie zwierzenia, nie-
mniej w Watutinkach zdolny gawędziarz nie ma ceny, jak bajarz wśród niepiśmiennych.
- Wiktorze Andriejewiczu, no proszę was, opowiedzcie o prostytutkach. Co, tak zwyczajnie stoją na ulicy? A jak ubrane? Wiktorze Andriejewiczu, wiem, że się do nich nie zbliżacie, ale jak one wyglądają z daleka?
Przed 1945 rokiem życie szyfrantów wyglądało zupełnie inaczej. Cieszyli się nieograniczoną swobodą. Mieli prawo poruszać się po gmachu ambasady, czasem mogli ją nawet opuszczać. Z obstawą, ma się rozumieć. Byli jednak wolni. Na święta mogli jechać do Watu-tinek, a po roku służby przysługiwał im miesięczny urlop.
Taki system pracy stwarzał szyfrantom wiele pokus. We wrześniu 1945 roku Igor Guzenko, szyfrant w ambasadzie radzieckiej w Ottawie, skorzystał ze sposobności - i wybrał wolność.