co!
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- „„
- Niemcy miały kluczowe znaczenie: stanowiły deklarowany cel Armii Czerwonej i dostarczały bolszewikom mocnych podstaw do optymizmu...
- sze chciał i musiał rezygnować z zajęć typu burżuazyjnego...
- kobieta jezuickich mezzo termine, najpodejrzańszych kompromisów, strzeżonych pozorów, lawirujących zręcznie sekretnych miłostek...
- tyłu, gdy zanurzył palce w jej bujnych włosach i pocałował ją namiętnie...
- o mnie ex re mojego stanowiska w sprawie reformy rolnej, że jestem jakzłodziej, co chce wyjąć z cudzej kieszeni zegarek i dać go komuś innemu...
- Zapewniano mnie, iż nie wszystkie laski mają jednakową moc; siła ich jest proporcjonalna dopredyspozycji użytkownika i zależna od celów, do jakich ma być...
- Murzyn szybko wspiął się na najniższą gałąź, stanął na niej, ostrożnie zajrzał w dziu- plę...
- Komisja Światowej Organizacji Zdrowia przeprowadziła badania w kilku klasztorach w Tybecie...
- Czwarty oddech: Uświadom sobie w tym momencie całe swoje ciało...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
.. Może uchyli okna? – zwróciÅ‚ siÄ™ do SowiÅ„skiej.
Jankę zaniepokoił jego głos chrapliwy i twarz rozogniona, pijacka, ale usiadła do fortepia-
nu nie wiedząc, co wybrać.
– A!... pani gra?... – zdziwiÅ‚ siÄ™ bardzo.
– Tak – odrzekÅ‚a i zaczęła grać wstÄ™p jakiÅ› nie widzÄ…c znaków SowiÅ„skiej.
– ZaÅ›piewaj pani, co bÄ…dź... niech tylko gÅ‚os usÅ‚yszÄ™... A może mogÅ‚abyÅ› pani solo Å›pie-
wać?...
– Panie dyrektorze... ja do dramatu, do komedii wreszcie czujÄ™ powoÅ‚anie, ale nigdy do
opery.
– O operze nie mówimy przecież...
34
– Tylko?...
– O tym... o operetce! – zawoÅ‚aÅ‚ uderzajÄ…c w kolano z kankanowym zaciÄ™ciem. – Åšpiewaj
pani!... nie mam czasu i spalÄ™ siÄ™ z gorÄ…ca.
Zanuciła drżącym od emocji głosem, ale z pewnym wyrobieniem jakąś piosenkę Tostiego.
Dyrektor słuchał, a patrzał się na Sowińską, wskazując na spieczone usta.
Kiedy skończyła, zawołał:
– Dobrze... przyjmujemy paniÄ…... Uciekam, bo siÄ™ smażę.
– Może by siÄ™ dyrektor z nami... czego... napiÅ‚?... – powiedziaÅ‚a nieÅ›miaÅ‚o, zrozumiawszy
znaki Sowińskiej.
Trochę się wymawiał, ale w końcu został.
Stara kazała garsonowi przynieść pół butelki koniaku, trzy piwa i przekąski, a wypiwszy
swój kufel wyszła spiesznie, narzekając na zapomnienie czegoś w garderobie.
Halt przysunął się z krzesełkiem bliżej.
Janka, zmieszana tym sam na sam, milczała nie wiedząc, o czym mówić.
– Hm!... masz pani gÅ‚os... Å‚adny gÅ‚os!... – rzekÅ‚ i poÅ‚ożyÅ‚ jej na kolanie swojÄ… olbrzymiÄ…,
czerwoną łapę, a drugą dolewał koniak do piwa. Odsunęła się nieco, dotknięta nieprzyjemnie
taką poufałością.
– Możesz pani dobrze stanąć... ja pani pomogÄ™...
Wychylił kufel duszkiem.
– Jeżeli pan dyrektor Å‚askaw... – szepnęła usuwajÄ…c siÄ™ jeszcze wiÄ™cej, bo jÄ… owionÄ…Å‚ jego
oddech gorący, przejęty alkoholem, i wzrok jakiś mętny obejmował niby uściskiem.
– Postaramy siÄ™ o to... Ja siÄ™ paniÄ… zajmÄ™!...
I od razu, bez wszelkich ceregieli, których był zawsze przeciwnikiem, objął jej kibić i
przyciÄ…gnÄ…Å‚ do siebie.
Odepchnęła go z taką siłą, że upadł na stół, i dopadła drzwi, gotowa krzyczeć.
– Phi! zostaÅ„... BrzdÄ…c jesteÅ› gÅ‚upi!... zostaÅ„!... ChciaÅ‚em siÄ™ tobÄ… zająć, pomóc ci, ale kie-
dyś głupia, dymajże sobie chóry do śmierci!...
Dopił resztę koniaku i wyszedł. Pod werandą siedział Cabiński z reżyserem.
– Ma jaki gÅ‚os?... – zapytaÅ‚ pierwszy, który widziaÅ‚ JankÄ™ wchodzÄ…cÄ… do gabinetu.
– Ma! To nuta jeszcze nie zaatakowana – dorzuciÅ‚ wybuchajÄ…c grubym Å›miechem.
– Ale do wziÄ™cia?... – powiedziaÅ‚ Topolski.
– Spróbuj. Tylko ostrzegam, że takie krowienty – to siÄ™ ceni...
– ChciaÅ‚eÅ›?...
– WolÄ™ peÅ‚ny antaÅ‚ek niż dziewicÄ™... Garson! piwa!
– Sopran?
– Ho! ho! coÅ› niesÅ‚ychanego prawie... alt!
Janka siedziała z godzinę w gabinecie nie mogąc się uspokoić i nie mogąc przyciszyć obu-
rzenia i złości, która ją przejmowała tak gwałtownie, że chwilami gotowa była iść za nim i
czym bądź, co spotka na drodze, rozbić mu głowę i bić... bić do śmierci.
To, co ją spotkało, było tak brutalne, tak podłe, że wstyd zalewał jej oczy łzami gorzkiego
upokorzenia. Odchodziła od przytomności prawie, że to ją mogło coś podobnego spotkać!...
Były mgnienia, w których zrywała się, jakby chciała uciec z tych murów, spośród tych lu-
dzi, ale opadała natychmiast z jękiem, bo przypominała sobie, że jest bezdomną.
– Gdzie?... i po co? ZostanÄ™!... zniosÄ™ wszystko, jeÅ›li wszystko znieść potrzeba, ale dojdÄ™
tam, gdzie chcÄ™... muszÄ™!... – mówiÅ‚a sobie z mocÄ… – muszÄ™!...
I zacinała się w zdeterminowanym uporze. Zbierała w sobie wszystkie siły do walki jakiejś
z życiem, z niepowodzeniem, z przeszkodami, ze Å›wiatem caÅ‚ym, zÅ‚ym i wrogim – i przez
chwilę widziała się na jakimś zawrotnym szczycie, gdzie była sława i upojenie zwycięstwem,
ale nie uczuła się tym szczęśliwą, nie!... bo majaczył wyżej jakiś szczyt inny, potężniejszy, ku
któremu pięli się ludzie.
35
– Dobrzem zapÅ‚aciÅ‚a za przyjÄ™cie do teatru!... – powiedziaÅ‚a do siebie wchodzÄ…c za kulisy.
Sowińska przybiegła do niej, patrzyła jej w oczy długo i nieznacznie chciała wybadywać,
ale Janka powiedziała jej wręcz pogardliwie:
– DziÄ™kujÄ™ pani za radÄ™ i za... pozostawienie mnie samej z bydlÄ™ciem!...
– ÅšpieszyÅ‚o mi siÄ™... nie zjadÅ‚ pani... to dobry czÅ‚owiek...
– To niechże pani córkÄ™ swojÄ… zostawi temu dobremu czÅ‚owiekowi!... – powiedziaÅ‚a
szorstko.
– Moja córka nie jest aktorkÄ… – odpowiedziaÅ‚a stara.
– A!... nic to... tylko nauka – szepnęła odchodzÄ…c od SowiÅ„skiej.
Spotkała Cabińskiego i przystępując do niego rzekła:
– Przyjmie mnie dyrektor?...
– Już pani jesteÅ› w towarzystwie. O gażę to siÄ™ którego dnia umówimy.
– Co bÄ™dÄ™ grać na pierwszy wystÄ™p?... Ja bym chciaÅ‚a grać KlarÄ™ we WÅ‚aÅ›cicielu kuźnic.
Cabiński spojrzał się bystro i zasłonił usta ręką, żeby nie parsknąć śmiechem.
– Zaraz... zaraz... musi siÄ™ pani obznajmić ze scenÄ…. Tymczasem bÄ™dzie pani wystÄ™pować
w chórach. Mówił mi Halt, że pani grasz na fortepianie i znasz nuty. Jutro dostanie pani partie
z operetek, jakie grywamy, i nauczy się pani chórów.
Janka chciała jeszcze coś mówić, ale Cabiński zakręcił się i poszedł.
– Albo komediantka, albo ma srogiego bzika!...–szepnÄ…Å‚ przystajÄ…c nagle; uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™,
machnął ręką i poszedł szybko na ogródek.
Janka poszła do garderoby i zaledwie uchyliła drzwi, gdy ją ktoś pchnął, drzwi zatrzasnął
przed nosem i ze złością zawołał:
– Na górÄ™! tam chórzystki!...
Chciała uderzyć w drzwi z gniewu, jaki ją opanował, ale zacięła tylko usta i poszła na gó-
rÄ™.
Garderoba chórzystek był to wąski, długi i niski pokój. Szeregi gazowych świateł nad pro-
stymi z desek stołami, biegnącymi z trzech stron przy ścianach, płonęły bez obsłon. Ściany
były sklecone z nie heblowanych ani malowanych desek, popisane nazwiskami, datami, dow-