jakiś rysunek słowa wypisane ręką Hali: „Nadzieję trzeba mieć zawsze...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- ponieważ dopóki nie będziemy wiedzieli więcej o tkwiących w człowieku siłach, nie możemy mieć nadziei, iż dowiemy się czegoś więcej o przyszłości i...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- - Wy, Ukraińcy, zawsze sobie dziwne miejsca na obronę ojczyzny wybieracie!Stopniowo gdy wino zaczęło działać ich rozmowa wkraczała na coraz bardziej...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- pozytywistycznych, które wszelkie warianty artyzmu traktują jako instrumenty krasomówcze, a wartość słowa poetyckiego pragną mierzyć wartością...
- - sprawca, aby mc popeni czyn, musi mie upowanienie do obsugi urzdze przetwarzania danych w przedsibiorstwie;- rodki zabezpieczajce maj sens tylko...
- Takiego wszyscy bardzo zawsze lubili, bo choć sam nie podpowiadał, umiał jednak zrobić hałas, wywrócić się z ławką, pomagał na wszystkie sposoby...
- Co mwi nazwa? Najgbsze korzenie sowa reporta tkwi w acinie, w ktrej przedrostek re- oznacza 'na nowo, cofajc si', za czasownik porlare - 'nosi'...
- nawet wtedy, kiedy została już sprasowana w kostki, i właśnie dlatego trzeba ją było Szczęście bywa czasami bardzo kapryśne...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Każda akcja
wywołuje reakcję”. Było za późno. Gdyby była przy mnie, to bym ją chyba udusił.
Na tym nie kończy się historia tej miłości. Drogi Hali i Karola rozeszły się. Ona
skończyła medycynę, wyszła za mąż. Na temat jej męża nic nie wiem, bo i Kapitan nie
wiedział albo nie chciał mówić. W tym samym roku, 1928, w którym skończył Szkołę
Morską, 28 grudnia Karol żeni się z Karoliną Iwaszkiewiczówną, koleżanką szkolną. Z
powodu małżeństwa i chęci pomocy matce w odbudowie Żuraw podejmuje pracę w Wilnie.
Zawsze uważał, że mężczyzna żonaty nie powinien pływać. Jednakże już w następnym roku
wraca na morze.
W czasie wojny, gdy wojsko polskie było transportowane z terenów Związku
Radzieckiego do Iraku, ojczym Kapitana, Witold Czyż, spotkał panią Halinę, a właściwie ona
go rozpoznała wśród chorych, którymi opiekowała się jako lekarz. Witold Czyż utrzymywał z
nią kontakt przez cały okres swego pobytu w Afryce Południowej, gdzie pani Halina osiedliła
się, a potem - po jego wyjeździe do Anglii - znajomość była kontynuowana listownie. Pisała
też do niego kilkunastoletnia córeczka Hali - Basia:
Dominican Convent
High School
P.O. Bose 101
Salisbury 241 50
Kochany Dziadku, czy można pana tak nazywać?
List Dziadka był bardzo miłą niespodzianką dla mnie. Gdy go otrzymałam, nie
mogłam odgadnąć, od kogo może być. Bardzo przepraszam, że tak długo nie odpisywałam,
ale były wakacje i w związku z tym przymierzanie sukieneczek, piżameczek itd. Jestem w
pierwszej gimnazjalnej i już nie jestem tą maleńką Basią z Kigorny. Były to niezapomniane,
miłe czasy, hasało się po obozie i było się pół dzikim stworzeniem.
Na urodziny mamusia dała mnie książkę pod tytułem „Wilk morski” Londona i dużo
mi opowiadała o Panu Karolu. I ja go bardzo lubię, szkoda, że nie mogę go poznać
osobiście...
Po jakimś czasie Basia ginie w wypadku samochodowym, a matka też wkrótce
umiera. Zostawia testament, w którym swoim jedynym spadkobiercą czyni Karola Olgierda
Borchardta. Kapitan nic o tym nie wie, dowiaduje się dopiero po latach, kiedy testament jest
już przedawniony. Zresztą podobno już wcześniej rodzina Hali spowodowała unieważnienie
testamentu. Znając tyle lat Kapitana, nie sądzę, by spadek przyjął, ale może przeznaczyłby na
jakiś szlachetny cel?
Była jeszcze Maria F. - „Kasia” z „Krążownika spod Somosierry”. Pozostawał z nią w
wielkiej przyjaźni i korespondował aż do jej śmierci w 1984 roku. W jej wypadku też się
spóźnił. Zanim zdecydował się oświadczyć, zdążyła wyjść za mąż za profesora W.
Potem Elfy, primadonna opery tallińskiej. - Kochaliśmy się w niej obaj z Kotem
Kowalskim. Każdy z nas myślał, że ona darzy uczuciem tego drugiego. Jak było naprawdę,
nie zostało wyjaśnione nigdy. W 1980 roku Kapitan odnalazł Elfy dzięki pomocy pani Ingridy
Grzymały-Siedleckiej, która na podstawie danych opery tallińskiej uzyskała jej aktualny adres
w Australii, dokąd wyjechała po wojnie. Było kilka listów, Elfy proponowała spotkanie w
Wenecji podczas wakacji 1980 roku, ale do rendez-vous nie doszło. Na przesłanym z
Australii pięknym albumie Elfy napisała:
To Karol Olgierd!
„There arę no rules to
Friendship, it must
be left to itself;
we cannot force it
any more than love!”
Hazlitt
That is we live and learn...
Elfy
Sydney, April 1980.
Wszystko to były kobiety, jak i on, z innej epoki, które żadnym słowem czy gestem
nie dały do zrozumienia, że „tak”, że one też kochają.
Chociaż... Było to na „Rewie” w 1930 roku. Statek płynął do Stanów. Kapitan po
krótkim pobycie na lądzie, gdzie wykonywał przeróżne zajęcia - m.in. miał przestawicielstwo
samochodowej firmy „Tatry”, w końcu zaś kierował zakładem instalacji elektrycznych,
zatrudniającym około stu monterów - wraca na morze.
- Moi monterzy kupowali sobie fortepiany, bo stać ich było. Dobierałem samych
najlepszych. Niektórzy pracowali przedtem u Siemensa. Tłumaczyłem im, że ich byt zależy
od bytu firmy. Dlatego robota musi być dobrze wykonana i w żadnym wypadku nie można
dawać
drutu dzwonkowego tam, gdzie jest przewidziany dokumentacją porządny materiał.
Firma dobrze prosperowała, wygrywała wszystkie przetargi, a jednak zostawił
wszystko i aby nie utracić wymarzonego zawodu, zaczął pracować w Polsko-Brytyjskim
Towarzystwie Okrętowym jako starszy marynarz na „Rewie”. Za przyjemność harowania na
statku, kiedy to, przy pełnieniu dwóch wacht, trzeba było niekiedy pracować po osiemnaście
godzin na dobę, zapłacił nawet jakiemuś marynarzowi (ten poszedł na urlop, zwilniając mu
miejsce).
- W tym czasie, pomimo niekiedy nadludzkiej pracy, czułem się jak młody bóg.
Pasażerką na „Rewie2 była młoda, ładna dziewczyna. Po jakimś czasie Karol
zauważył, że pojawia się zawsze tam, gdzie on pracuje. Ale to go specjalnie nie dziwiło. Co
może robić pasażerka na statku handlowym, jak nie obserwować załogę? Aż któregoś dnia
podeszła do niego i poprosiła o chwilę rozmowy:
„Proszę pana, nazywam się tak, jak ten statek: Rewa. Janowicz. Ukończyłam filologię
polską na Uniwersytecie Jagiellońskim i teraz jadę do Stanów Zjednoczonych, gdzie
odziedziczyłam majątek wartości miliona dolarów”.
„Bardzo się cieszę i życzę pani dużo szczęścia w Ameryce”.
„Proszę pana, tu są dokumenty, proszę obejrzeć. Jeżeli pan się zgodzi na ożenek ze
mną, to w Nowym Jorku zaraz pójdziemy do adwokata i natychmiast przepiszę na pana pół
miliona”.
„Niestety, proszę pani. Wprawdzie nie noszę obrączki, ale jestem żonaty. Przykro mi
bardzo”.
- Żal mi było ładnej Żydóweczki, która po moich słowach rozpłakała się serdecznie,
ale na tym się skończyło.
Po wojnie sytuacja się zmieniła. Mężczyzna „w sile wieku”, przystojny, pełen
humoru, a przy tym samotny.
- Znajomi myślą, że mam tu cały harem. Odpowiadam im: Koran twierdzi, że kobieta
jest wielbłądem pomagającym mężczyźnie przejść przez pustynię życia. Do rzadkości jednak
należy trafienie na tak cudownego wielbłąda, który by sam jeden potrafił spełnić to zadanie.
Lepiej więc mieć kilka wielbłądów, jeśli się nie może bez nich obejść.