byłem bardziej przekonujący niż wobec sędziów, dobrze by to było...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Już samo podanie w polskiej telewizji publicznej informacji o wyrażeniu przez kogoś krytycznej opinii o wspomnianym festiwalu (firmowanym wszak przez TVP) było...
- Przez chwilę wahała się - to, co chciała zrobić, nie było zakazane przez zwyczaj, ale mógł dokonać tego tylko ktoś bardzo poruszony, w sytuacji, która go...
- punktach było ono skodyfikowaniem stosowanej ju uprzednio praktyki, jednak praktyce tej dopiero teraz nadało charakter w pełni instytucjonalny...
- ““Zabij go, Tanneguy!”“ A teraz - de Giac roześmiał się konwulsyjnie - teraz ten człowiek, pod którego władzą było tyle prowincji, że można by nimi...
- Niemniej obawiałem się wyjść z lasu — choć skądinąd było oczywiste, że prędzej albo później wyjść muszę...
- — Chce pan powiedzieć, że rurę założono, kiedy nie było jeszcze krateru ani tego wąwozu? — spytałem...
- I po cóż to wszystko, po cóż te wyrzeczenia dla sprawy tak od początku przegranej? Jakby z odkrytej karty czytać było można...
- Wyjaśniła Ellie, jak to było z białą, weselną suknią, że rodzina tak tego chciała, i ile radości sprawiają jej te metry jedwabnych koronek i długi, lśniący...
- ciekawe i co mnie osobiście bardzo zaskoczyło — zdałem sobie spra- wę, że czasami pracując mniej i krócej, można było zrobić więcej, niż...
- Pod ziemią mieliśmy nawet drogowskazy, dzięki czemu obcy wiedzieli gdzie się znajdują, chociaż zapewnianie przybyszom [kadrze i partyzantom] przewodnika było...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Kiedy to powiedział Sokrates, odezwał się Kebes: Sokratesie, wszystko inne, wedle mego
zdania przynajmniej, pięknie było powiedziane, ale to o duszy to bardzo niewiarygodnie lu-
dziom brzmi, że gdy się dusza oddzieli od ciała, to jeszcze gdzieś jest, a nie psuje się i nie
ginie w tym samym dniu, kiedy człowiek umrze. Toż ona zaraz wychodzi z ciała, wylatuje jak
dech lub dym, rozprasza się i rozlatuje się na wszystkie strony, i nie jest już nigdzie niczym
więcej. Bo przecież gdyby ona gdziekolwiek była, sama w sobie, skupiona i uwolniona od
tych wszystkich nieszczęść, któreś w tej chwili przeszedł, wielka byłaby nadzieja i piękna,
Sokratesie, że prawdą jest to, co mówisz. Ale o tym, zdaje się, długo trzeba by przekonywać
kogoś, kto by nawet rad wierzył, że istnieje dusza po śmierci człowieka i ma jakąś siłę i ro-
zum.
– Prawdę mówisz, Kebesie – powiada Sokrates. – Ale cóż poczniemy? Czy chcesz, żeby-
śmy sobie właśnie o tym pogadali, czy raczej może tak jest, czy nie?
– Co do mnie – powiada Kebes – to chętnie bym posłuchał, co też ty sobie o tym myślisz u
siebie.
– Zdaje mi się – powiedział Sokrates – że ktoś, kto by mnie teraz słuchał, choćby nawet i
komediopisarzem był, nie powie, że plotę smalone duby przez gadatliwość i rozwodzę się na
nie swoje tematy. Więc jeżeli i ty tak sądzisz, to trzeba rzecz rozpatrzyć.
A będziemy ją rozpatrywali tak mniej więcej: czy w Hadesie są dusze zmarłych ludzi, czy
też nie.
No, dawne podanie, które pamiętamy, mówi, że są; te, które stąd tam przyszły i znowu tu-
taj wracają i powstają z martwych. Otóż jeśli tak jest, jeżeli z umarłych znowu powstają żywi,
to nic innego, tylko byłyby tam nasze dusze; bo nie mogłyby powstać znowu, gdyby tam nie
144
były. A dowód na to, że tak jest, mielibyśmy, gdyby się pokazało, że istotnie znikądinąd nie
powstają ludzie żywi, jak tylko z umarłych. Ale jeśli tak nic jest, innego by potrzeba dowodu.
– Oczywiście – powiada Kebes.
– Zatem – powiada – rozpatrz to nie tylko u ludzi, jeżeli łatwiej chcesz rzecz poznać, ale i
u zwierząt wszystkich, i u roślin, w ogóle u wszystkich istot, które powstają; u wszystkich
zobaczmy, czy nie w ten sposób powstaje wszystko; nie inną drogą, tylko przeciwieństwa z
przeciwieństw, o ile coś w ogóle ma przeciwieństwo, jak na przykład: piękno jest przeciwień-
stwem brzydoty, a sprawiedliwość niesprawiedliwości, i innych mnóstwo takich samych wy-
padków. Więc to rozpatrzmy: jeśli coś posiada pewne przeciwieństwo, to czy to może po-
wstawać skądkolwiekinąd, jak nie ze swego przeciwieństwa? Tak na przykład, kiedy się coś
większym staje, to nieuchronnie przecież z czegoś, co było mniejsze przedtem, robi się z cza-
sem to, co większe?
– Tak.
– Nieprawdaż, i jeśli się coś mniejszym staje, to z czegoś, co przedtem było większe, robi
się później to, co mniejsze?
–Jest tak – powiada.
– I prawda, że z silniejszego słabsze i z powolniejszego szybsze?
– Oczywiście.
– No cóż, a jeżeli się coś gorszym staje; to czy nie z lepszego? A jeśli sprawiedliwszym, to
czy nie z raczej niesprawiedliwego?
– Jakżeby nie?
– To nam wystarczy – powiada – że wszystko w len sposób powstaje: z przeciwieństw
zawsze to, co przeciwne.
– Tak jest.
– No cóż, a bywa i tak w tych rzeczach, żeby pomiędzy dwoma przeciwieństwami – tych
zawsze jest para – występowały dwa stany przejścia: z jednego w drugi i znowu z drugiego w
pierwszy? Bo na przykład pomiędzy tym, co większe, i tym, co mniejsze, leży wzrost i
zmniejszanie się, i my mówimy o jednym, że rośnie, a o drugim, że się zmniejsza?
– Tak – powiada.
– Nieprawdaż, i z wydzielaniem się z roztworu, i z mieszaniem się tak samo, i z oziębia-
niem się, i z ogrzewaniem, i w ogóle wszędzie tak; a jeśli niekiedy nie używamy odpowied-
nich wyrazów, to w rzeczywistości jednak wszędzie musi się tak dziać, że przeciwieństwa
nawzajem ze siebie powstają i że istnieje powstawanie jednych przeciwieństw z drugich?
– Naturalnie – powiedział tamten. – No cóż – powiada. – A życie czy posiada jakieś prze-
ciwieństwo, tak jak przeciwieństwem czuwania jest spanie?
– Oczywiście – powiada.
– A jakie?
– Stan śmierci – powiada.
– Nieprawdaż, jedno powstaje z drugiego, jeżeli to są przeciwieństwa, i pomiędzy nimi ist-
nieją dwa przejściowe stany powstawania, bo to para przeciwieństw?
– Jakżeby nie?
– Otóż ja ci podam jeden związek spośród tych rzeczy, o których ci dziś mówiłem – po-
wiada Sokrates – i związek, i stany powstawania. A ty mi podaj drugi. Otóż ja podaję: jedno
to spanie, a drugie czuwanie. Ze spania robi się czuwanie, a z czuwania spanie. Te przejścio-
we stany powstawania pomiędzy nimi to: jeden – zasypianie, a drugi – budzenie się. Wystar-
czy ci to, czy nie?
– Owszem, zupełnie.
– Otóż powiedz mi i ty także – powiada – tak samo o życiu i o śmierci. Czy nie powiesz,
że życie to przeciwieństwo stanu śmierci?
– Powiem.
145
– A jedno powstaje z drugiego?
– Tak.
– Zatem z tego, co żyje, co powstaje?
– To, co nie żyje – powiada.