andrzej sapkowski, muzykanci splywaly jej po policzkach...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- system funkcyjnyków zgodnie z przyjêtymi za³o¿eniami in-terwa³owymi tworzy -> skalê muzyczn¹, na której opiera siê muzyka danego œrodowiska kulturowego w danym...
- W sypialni włączyła radio, złapała nocny program z muzyką klasyczną i podkręciła głośność, ponieważ chciała wziąć prysznic...
- go zupełnie sieć czerwonych żyłek na przywiędłych policzkach, którym smutki i jakieś dolegliwości dały ton ceglasty...
- niką sterczało pokaźne brzuszysko, a tłuste policzki obwisły...
- Gdzież leży tajemnica tej siły?Ażeby na pytanie to odpowiedzieć, winniśmy się zagłębić w istotę żydostwa...
- Panna Bulstrode nie zwróciła uwagi na tę krytykę...
- ukryć przed swoim byłym uczniem...
- Zasypia nakryta kocem...
- drwiny
- su użytkownika...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Obok jej fiata lezal mezczyzna w pasiastej pizamie, wpóloparty o mur przy bramie. Oddychal, rzezac, przy kazdym wydechu u nozdrzy rosly mu krwawe, pekajace banki.
Nie mogla odszukac kluczyków w torebce. Drzacymi rekoma wytrzasnela na chodnik cala zawartosc. Podniosla tylko kluczyki i portmonetke.
Cos zgrzytnelo tuz obok niej, az drgnela, upuszczajac kluczyki. Zeliwna pokrywa kanalu sciekowego podskoczyla, upadla na chodnik, a z kanalu, z gluchym mlasnieciem, trysnela krew, zmieszana z nieczystosciami, szeroko rozlewajac sie po asfalcie, wlewajac sie jej do butów obrzydliwym cieplem. Iza wrzasnela, cofnela sie od samochodu, potknela sie o cialo mezczyzny w pizamie, przylgnela plecami do muru. W czarnej, lsniacej otchlani kanalu cos poruszalo sie, pluszczac i bulgocac.
Zza rogu ulicy, wyjac, wybiegl czlowiek, za nim drugi, obaj w szalenczym tempie mineli Ize, pobiegli dalej. Iza zamarla, uniosla glowe. Wiatr, cieply wiatr, który zerwal sie nagle, uderzyl w nia przerazajacym smrodem.
Zza rogu ulicy...
Iza znala to uczucie. Pamietala je z dziecinstwa - sen, który tylekroc sprawial, ze budzila sie z krzykiem. Sen, w którym sparalizowana, bezwolna, patrzyla na drzwi, zamkniete od wewnatrz na zasuwe, wiedzac, ze za chwile, pomimo zasuwy, te drzwi jednak otworza sie. Otworza sie, a za nimi stanie cos, przed czym nie ma ratunku ani ucieczki. Cos, co nie zostawia nadziei.
Nie wiedzac o tym, krzyczala cienkim, nieustajacym falsetem, wizgiem katowanego zwierzecia.
Nagle stala sie zwierzeciem, tu, na tej ciemnej, zalanej krwia i gównem ulicy, wsród asfaltu, betonu, szkla, samochodów i elektrycznosci, wsród tysiecznych wytworów cywilizacji, z których zaden nie mial w tej chwili najmniejszego znaczenia. Nagle byla bobrem dlawionym elastycznym drutem sidel, lisem, którego lape miazdza stalowe szczeki pulapki, foka tluczona dragiem po glowie, sarna postrzelona z obrzyna, tarzajacym sie w konwulsjach otrutym szczurem. Byla tymi, z którymi dzielila strach i ból, i pewnosc, ze za chwile bedzie niczym - bo niczym jest zimny, zbroczony, cuchnacy ochlap.
To cos, co za rogiem ulicy zgrzytalo i chrobotalo, akcentujac swoje kroki ciezkim, chrapliwym dyszeniem, wyszlo i spojrzalo na nia zlocisto-karminowa poswiata ogromnych oczu.
Wrzask zgasl w gardle Izy w zduszonym rzezeniu. Jej swiadomosc, rozum, inteligencja i wola eksplodowaly i pekly, jak cisnieta o bruk zarówka.
Krostowaty przeszedl przez przedarta Zaslone.
Książka pobrana ze strony
http://www.ksiazki4u.prv.pl
lub
http://www.ksiazki.cvx.pl