go zupełnie sieć czerwonych żyłek na przywiędłych policzkach, którym smutki i jakieś dolegliwości dały ton ceglasty...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Zdarzy³o siê wiêc, i¿ jednego razu zaszed³ do œwi¹tyni gagatek z tych rodu, dziêki którym rzecz posz³a w mowie, ¿e warszawiak w pracy, a wilk u p³uga, to jednaka przys³uga...
- Z drugiej strony ciekawym przyk³adem ró¿norodnoœci motywacji, którymi kierowa³y siê „stare" i „nowe" si³y polityczne w ustalaniu ordynacji mo¿e byæ ordynacja...
- W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi; do tych prastarych drzwi z nabijanego ćwiekami dębu za którymi rozciągała się jedynie otchłań białych chmur...
- odpowiednich warunków do zapewnienia "wolnej gospodarki", poza tym pañstwo nie powinno ingerowaæ w spo³eczno-ekonomiczneprocesy, którymi sterowaæ powinny si³y...
- Skacz, dziecko, skacz! Od kiedy moja córka Zara umiała już bez pomocy stanąć na stole, na którym zmieniano jej pieluszki, bawię się z nią w...
- Alezji podobna jest nieco do góry Gergowii z tego, że się kończy obszernym płaskowzgórzemszczytowym, na którym wznosi się oppidum; jest jednak od Gergowii...
- Mattinao powiódł towarzysza przez gaik, w którym pasożytne rośliny zwrotnikowe wiły się koło gałęzi drzew owocowych, ścieżką idącą wzdłuż...
- – Harvard Mansul – odparÅ‚ mężczyzna gÅ‚osem, w którym wciąż pobrzmiewaÅ‚o oszoÅ‚omienie...
- Zanim jeszcze David skończył mówić, Cantor zerwał się z miejsca tak gwałtownie, że przewrócił krzesło, na którym przed chwilą siedział...
- Śledzili oni również kilka czynników, z którymi ich nastrój mógł być skorelowany, na przykład ilość snu ostatniej nocy oraz pogodę...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wyobraźnię jego uderzyły te oczy pełne żarn. te wytworne,
ociekające blaskiem pukle, ta śnieżna białość cery, świetlane punkty, które pociągnęły go
ku sobie, jak motyla blask świecy. A potem dusza ta zbyt silnie przemówiła do jego duszy,
aby mógł trzeźwo osądzić kobietę. Poryw tej kobiecej egzaltacji, żywość frazesów, nieco
tracÄ…cych starzyznÄ… i powtarzajÄ…cych siÄ™ w ustach pani de Bargeton od dawna, ale dla nie-
go nowych i świeżych, oczarowały go tym więcej, iż pragnął znaleźć wszystko pięknym i
godnym zachwytu. Nie przyniósł z sobą poezyj, które miał odczytać. ale nie było o tym
mowy; on zapomniał wziąć wierszy. aby mieć prawo wrócić, pani de Bargeton nie wspo-
mniała o nich jedynie po to. aby go zachęcić do odczytania ich któregoś dnia. Czyż to nie
był już jakby pierwszy spisek? Pan Sykstus du Chatelet nie był rad z tego przyjęcia. Spo-
strzegł, późno nieco, możliwego rywala w tym urodziwym młodzieńcu. Odprowadził Lu-
cjana do pierwszego zakrętu w zamiarze rozwinięcia kunsztów swej dyplomacji. Lucjan
zdziwił się niemało, słuchając, jak pan dyrektor podatków pośrednich przyznaje sobie za-
sługę wprowadzenia go i daje mu z tego tytułu rozmaite rady.
16 boczna linia dynastii Burbonów.
28
DaÅ‚by Bóg, aby spotkaÅ‚ siÄ™ tam z lepszym przyjÄ™ciem niż on sam — mówiÅ‚ pan du
Chatelet. — Sam dwór mniej jest z pewnoÅ›ciÄ… nadÄ™ty i nieprzystÄ™pny niż ta gromada ma-
mutów. Trzeba być przygotowanym na śmiertelne ukłucia, znosić upokarzające lekcewa-
żenie. Rewolucja z r. 1789 musi na nowo wybuchnąć, jeżeli ci ludzie się nie odmienia. Co
do niego, pana du Chatelet, to jeżeli bywa jeszcze w tym świecie, to jedynie ze względu na
panią de Bargeton, jedyną kobietę, którą można brać na serio w całym Angouleme. Zaczął
(powiadał baron) umizgać się do niej dla zabicia czasu i sam nie wiedząc kiedy, zakochał
się do szaleństwa. Spodziewa się, iż wkrótce będzie należeć do niego kocha go, wszystko
pozwala mu w to wierzyć. Kapitulacja tej dumnej królowej będzie jedyną zemstą, jaką
chce dosięgnąć to głupie gniazdo szlachciurów.
Chatelet mówił o swej miłości jak człowiek, który by się nie cofnął przed zgładzeniem
rywala, gdyby ktoś ośmielił się stanąć mu w drodze. Podstarzały motylek Cesarstwa runął
całym ciężarem na biednego poetę, próbując zmiażdżyć go wagą swej osoby, a zarazem
napędzić mu strachu. Powiększył się w jego oczach, opowiadając niebezpieczeństwa swej
podróży, i to nieco ubarwione; ale jeżeli zdołał podbić wyobraźnię poety, nie przestraszył
bynajmniej kochanka.
Od tego wieczoru, mimo niezadowolenia starego eleganta, mimo jego pogróżek i po-
stawy mieszczańskiego zabijaki, Lucjan pojawiał się nieraz u pani de Bargeton, zrazu z
nieśmiałością plebejusza; wkrótce jednak oswoił się z tym, co mu się wydawało z początku
ogromną łaską, i odwiedzał ją coraz częściej. Syn aptekarza był w oczach tego towarzy-
stwa istotą bez znaczenia. W samych początkach, o ile jakiemuś szlachcicowi lub którejś z
pań zdarzyło się spotkać Lucjana u Nais, odnosili się doń z ową przygniatającą grzeczno-
ścią, jaką ludzie wielkiego świata posługują się wobec niżej położonych istot. Lucjanowi
świat ten wydał się zrazu nader ujmujący: z czasem jednakże zrozumiał uczucia, z których
płynęły te łudzące względy. Parę wzgardliwych spojrzeń, które pochwycił w przelocie, po-
ruszyło w nim żółć do głębi i utwierdziło go w zaprawnych nienawiścią ideach republikań-
skich, którymi wielu z tych przyszłych patrycjuszów rozpoczyna swoje zetknięcie się z
wyższą sferą. Ale jakichże cierpień nie byłby zniósł dla Nais! Słyszał, jak dawano jej to
imię, gdyż między sobą osoby tworzące ów klan, mężczyźni i kobiety, podobnie jak gran-
dowie hiszpańscy lub śmietanka wiedeńskiego świata, nazywali się po imieniu: ostatni od-
cień wymyślony dla wprowadzenia wyróżnień w sercu miejscowej arystokracji.
Lucjan kochał Nais tą miłością, jaką każdy młody człowiek kocha pierwszą kobietę
schlebiającą jego ambicji. Nais przepowiadała Lucjanowi wielką przyszłość, olbrzymią
sławę. Pani de Bargeton rozwinęła całą zręczność, aby przemycić w swym domu młodego
poetę; nie tylko wysławiała ponad wszelką miarę jego wartość, ale przedstawiała go zara-
zem jako biedne dziecko bez środków, któremu pragnie ułatwić przebijanie się przez życie.
Pomniejszała go prawie, aby go móc zachować: robiła zeń swego lektora, sekretarza: ale
równocześnie kochała go bardziej, niż po straszliwym nieszczęściu, jakie ją spotkało,
przypuszczała sama, iż zdolna jest kochać. W myślach obchodziła się z sobą bardzo suro-
wo: mówiła sobie, że byłoby szaleństwem pokochać dwudziestoletniego chłopca, którego
już sama pozycja tak bardzo od niej oddala. Poufałościom, do których dopuszczała Lucja-
na, zadawała kapryśnie kłam duma zrodzona z tych skrupułów. Była z nim na przemian
wyniosła i łaskawa, czuła i pełna pochlebstw. Zrazu onieśmielony pozycją tej kobiety, Lu-
cjan przeżył wszystkie obawy, wszystkie nadzieje i rozpacze, które wykuwają pierwszą