niką sterczało pokaźne brzuszysko, a tłuste policzki obwisły...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- go zupełnie sieć czerwonych żyłek na przywiędłych policzkach, którym smutki i jakieś dolegliwości dały ton ceglasty...
- andrzej sapkowski, muzykanci splywaly jej po policzkach...
- skalę i stosowane do testowania hipotez badawczych...
- 3
- Poza tą chwilą oburzenia patrzyła cały czas z prawdziwym podziwem, jak mnieobwieszają tymi krawatami, lecz zarazem z rosnącym niepokojem, że będą widać...
- X588A Lampy kierunkowskazów białeX588A Tłumik z głębszym ułożeniemX589A Osłona dłoniX590A Direction indicator LED whiteX590A Lampa...
- W encyklopediach i słownikach w definicjach bezpieczeństwa eksponuje się głównie te jego desygnaty, które wiążą się z poczuciem zagrożenia, brakiem należnej ochrony...
- człowiek czuje siępewniejszy w lasach pełnych dzikiego zwierza aniżeli wWarszawie, âźgdzie sądowe pałace, gdzie majestat, gdzie miejsce sejmoweâ...
- lubo[|l 6
- zgromadzenia demokratyczne możemy po- W legislatywach dochodzi niejednokrotnie Wrocławskie Studia Politologiczne 13, 2012 Š for this edition by...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wyglądał na dziesięć lat starszego ode mnie. Mimo wszystko chciał zachować swoją pozycję i zamierzał jej bronić przed najmniejszym zagrożeniem. Bronić zaciekle.
Jako pierwszy zjawił się w namiocie sierżant i zaraz dwóch strażników wpro-
wadziło Wilgę. Weszła do namiotu dostojnym krokiem, choć miała posiniaczoną
twarz i opuchnięte usta. Z lodowatym spokojem stanęła wyprostowana dumnie
przed Mocarnym, bez słowa powitania. Możliwe, że tylko ja zdawałem sobie spra-
wę z kipiącej w niej furii. Strachu nie było po niej znać w ogóle.
Mocarny wycelował w Wilgę palec.
— Miałaś świadomość, że ten człowiek to Bastard Rycerski, Bastard skażony
Rozumieniem. — To nie było pytanie.
Nie odpowiedziała.
— Stanowczy, członek kręgu Mocy Konsyliarza, sługa króla Władczego, ofe-
rował ci w Błękitnym złoto, prawdziwe szczere złoto za pomoc w wytropieniu
tego człowieka. Zaprzeczyłaś, jakobyś wiedziała, gdzie on się znajduje. — Cze-
kał na odpowiedź. Milczała. — A tu znajdujemy cię podróżującą znowu w jego
towarzystwie. — Westchnął głęboko. — W dodatku on mi teraz opowiada, że
pomagając jemu, służysz uzurpatorowi Szczeremu. I jeszcze grozi mi gniewem
Szczerego. Zanim się odniosę do jego słów, powiedz mi, czy mówi prawdę? Czy
też kłamie w twojej sprawie?
312
Wszyscy troje wiedzieliśmy, że Mocarny daje jej szansę. Miałem nadzieję, że Wilga będzie miała na tyle rozsądku, żeby z niej skorzystać. Przełknęła z wysił-
kiem. Nie patrzyła na mnie.
— Nie potrzebuję, żeby ktokolwiek przemawiał w mojej sprawie, panie —
odezwała się ze spokojem. — Nie jestem też niczyją służącą. Nie pomagam Ba-
stardowi Rycerskiemu. — Zamilkła, a ja poczułem oszałamiającą ulgę. A wtedy
ona nabrała tchu i dokończyła: — Jeśli jednak książę Szczery z rodu Przezornych żyje, wówczas on jest prawowitym władcą królestwa. Nie wątpię, że wszyscy,
którzy twierdzą inaczej, poznają jego gniew. Skoro tylko wróci.
Mocarny z żalem pokręcił głową. Gestem wybrał jednego ze strażników.
— Ty. Złam jej palec. Obojętne który.
— Jestem minstrelem! — krzyknęła Wilga przerażona. Patrzyła na Mocarnego
z niedowierzaniem.
Nie ona jedna. Zdarzało się, że na minstrela wydawano wyrok śmierci za zdra-
dę. Owszem, można zabić minstrela, ale nie wolno go okaleczyć.
— Nie słyszałeś mnie? — zapytał Mocarny skamieniałego strażnika.
— Panie, ona jest minstrelem. — Żołnierz nie mógł się otrząsnąć z zaskocze-
nia. — Zranienie minstrela przynosi pecha.
Mocarny odwrócił głowę w stronę sierżanta.
— Pięć batów dla tego żołnierza. Pięć. I ma być widać pięć osobnych pręg na
jego plecach.
— Tak jest, panie — odezwał się sierżant słabo.
Mocarny zwrócił się z powrotem do żołnierza.
— Złam jej palec. Obojętne który. — Powtórzył rozkaz w taki sposób, jakby
nigdy wcześniej nie wymawiał tych słów.
Żołnierz podszedł do Wilgi jak pogrążony w lunatycznym śnie. Miał zamiar
wykonać rozkaz, a Mocarny nie miał zamiaru go cofnąć.
— Zabiję cię — obiecałem Mocarnemu z głębi serca.
Uśmiechnął się do mnie promiennie.
— Żołnierzu, niech to będą dwa palce. Obojętne które.
Sierżant błyskawicznie wyciągnął nóż i stanął za moimi plecami. Przyłożył
mi ostrze do gardła, pchnął mnie na kolana. Patrzyłem na Wilgę. Ręce miała,
podobnie jak ja, związane za plecami. Stała bez słowa i bez ruchu, tylko bladła coraz bardziej. Gdy żołnierz chwycił ją za nadgarstki, krzyknęła. To był ochrypły, gardłowy dźwięk. Potem krzyknęła jeszcze raz, ale krzyk nie zagłuszył dwóch
cichych trzasków palców wyłamanych ze stawów.
— Pokaż — rozkazał Mocarny.
Żołnierz, jakby rozgniewany na Wilgę, że musiał ją skrzywdzić, rzucił ją na
posadzkę. Padła twarzą w dół na baranicę, pod stopy Mocarnego. Nie wydała
z siebie żadnego dźwięku. Dwa palce lewej dłoni odstawały od innych. Mocarny
z zadowoleniem skinął głową.
313
— Wyprowadź ją. Ma być dobrze pilnowana. Potem zgłoś się do sierżanta.
Jak z tobą skończy, przyjdziesz do mnie.
Strażnik chwycił Wilgę za kołnierz i szarpnięciem postawił na nogi. Wyglądał
na złego i rozgniewanego. Wyprowadził pieśniarkę z namiotu.
Mocarny skinął na sierżanta.
— Postaw go.
Stałem i choć spoglądał na mnie z dołu, nie miałem już najmniejszych wątpli-
wości, kto jest górą.
— Powiedziałeś wcześniej, że mnie rozumiesz — odezwał się spokojnie. —
Teraz wiem, że tak jest rzeczywiście. Droga do Księżycowego Oka może być dla
ciebie szybka i łatwa, Bastardzie Rycerski. Podobnie jak dla innych. Może też być inaczej. A wszystko zależy od ciebie.
Nie odpowiedziałem. Niepotrzebna była odpowiedź. Mocarny skinął na dru-
giego wartownika. Strażnik wyprowadził mnie do namiotu. Mieszkało w nim czte-
rech żołnierzy. Dał mi chleb, mięso i kubek wody. Zachowywałem się zupełnie
spokojnie, gdy rozwiązał mi ręce i skrępował je z przodu, żebym mógł zjeść. Po-
tem wskazał posłanie w kącie, a ja poszedłem tam jak posłuszny pies. Znowu
związali mi ręce z tyłu, a także spętali nogi. Piecyk grzał całą noc i bez przerwy pilnowało mnie przynajmniej dwóch żołnierzy.
Nieważne. Odwróciłem się od nich, twarzą do ściany. Zamknąłem oczy, lecz
nie spałem. Poszedłem do wilka. Sierść miał już prawie suchą, ale nadal spał.
Lodowate zimno i walka z rwącą rzeką wyczerpały go do cna. Dodawałem sobie
otuchy. Ślepun żył, spał.
Po której stronie rzeki?
19. KSI ˛
E ˙
ZYCOWE OKO
Księżycowe Oko jest niewielkim, lecz ufortyfikowanym miasteczkiem leż ˛
acym
na granicy pomiędzy Królestwem Sześciu Księstw a Królestwem Górskim. Tutaj
tradycyjnie zatrzymywały się karawany kupieckie pod ˛
ażaj ˛
ace szlakiem Cheliha
do przejścia Szerok ˛
a Dolin ˛
a i dalej do l ˛