Bambaren przenosił wzrok między trzynastkami...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Schemat A2Zalenoci wystpujce midzy rozwojem public relations w Niemczech i w Stanach ZjednoczonychPraktyka PR w Niemczech przed 1945 rokuPraktyka PR...
- Już dawniej kilka razy udało mi się wślizgnąć między Żydów pracujących we dnie poza gettem; kontrola nie była ścisła, chyba tylko wariat pchałby...
- Istmie i w portach korynckich kolonii w pnocno-zachodniej GreW Koryncie rwnie koncentrowaa si wymiana handlowa midzy Peponezem a rodkow Grecj, nic...
- Rzesz międzynarodowych konspiratorów nowego ładu światowego wierzy, że ich cel leży już w zasięgu ręki – a nagrodą jest – “złoty...
- Zgromadzenie Oglne moe zwrci uwag Rady Bezpieczestwa na sytuacje, ktre mogyby zagraa midzynarodowemu pokojowi i bezpieczestwu...
- Przykład ten pokazuje, że logika Arystotelesa dotyczy stosunku między pojęciami, w tym przypadku pojęciami „żywej istoty” i „śmiertelności”...
- zemsty wywrzeć, ogłosił między swymi dworzanami nagrodę temu, kto mu wskaże owego arbitra, który pierwszy po Ketlingowym wniosku zakrzyknął: „Zdrajca i...
- W życiu są obecne rozmaite problemy – w związkach międzyludzkich, w pracy, w życiu osobistym...
- Ważnymi tematami są: zadowolenie z pracy, stres, motywacja, przywództwo, dynamika grupowa, polityka organizacyjna, konflikt międzyludzki oraz struktura i...
- Badacze uważają, że istnieje związek między tym imieniem a huryckim terminem ofiarnym azazhum/azuzhi, który ma się wywodzić z rdzenia semickie-go...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Nie żyje, bo ty go zabiłeś, Marsalis - swobodnie wtrącił Onbekend. - Tak słyszałem.
- Nie żyje, bo jego brat bliźniak, siedzący tu Onbekend, sprowadził go z Marsa w charakterze genetycznego kozła ofiarnego. Sprzedał go ludziom, dla których pracował. Chciał go użyć do wyjaśnienia, czemu...
- Ale ty go zabiłeś, prawda?
Tayta zagapił się na Onbekenda.
- Co to ma być? O czym on mówi?
- Nic takiego.
- Nie mów mi, że to nic, Onbee. - W głosie Bambarena pojawiło się napięcie. Podobne do tego, które Carl zauważył na jego twarzy, gdy Onbekend użył słowa „cielak”. - O czym on mówi?
- Mówię o drugim modyfikowanym synu Isabeli. - Carl trzymał pistolet wycelowany w Onbekenda. - Jajeczko, które twoja matka sprzedała gringos, podzieliło się po paru dniach, Manco, i projekt Stróż Prawa dostał dwie identyczne trzynastki za cenę jednej. To bardzo przydatne, gdy ma się do czynienia ze śladami genetycznymi na miejscu przestępstwa. Podczas gdy twój brat tutaj zajmował się mordowaniem niewygodnych kolegów z przeszłości, zaaranżował także obarczenie winą swój ego bliźniaka.
- Nie słuchaj go, Manco. To...
- Czy on kłamie? - Spojrzenie tayta nadało pytaniu wydźwięk retoryczny. Jego głos opadł prawie do szeptu. - Zrobiłeś to? Użyłeś własnej krwi, żeby się osłonić?
- Manco, naprawdę nie było innej możliwości. Mówiłem ci, w jakiej sytuacji postawiła mnie ta cała sprawa z Ortizem, o niebezpieczeństwie...
- Tego mi nie powiedziałeś!
Bambaren zaczął się trząść, wciąż wpatrując się w trzynastkę, z którą dzielił geny. Jego twarz kurczyła się od hamowanej furii.
- Brat? - zapytał chrapliwie. - Bliźniak? Sprzedałeś swojego brata bliźniaka? Po tym, jak przyszedłeś do mnie i dałem ci...
- To nie jest ważne, Manco. Nie znałem go, nigdy się nawet nie spotkaliśmy...
- On był z twojej krwi! - Bambaren zaczął się podnosić. Carl wycelował w niego glocka, a tamten usiadł jak zwinięty do ataku wąż. - Był z krwi twojej matki! Kiedy do mnie przyszedłeś, powiedziałem ci: krew jest wszystkim. Korporacje ukradły nam dusze, strzaskały więzi, które czyniły nas silnymi, zmieniły w odzianych w pasiaki obcych żyjących samotnie w polimerowych klatkach. Rodzina to wszystko, co mamy.
- Nie, jeśli jesteś trzynastką - poważnie wtrącił się Carl.
Na dłuższą chwilę zapadła cisza.
- Manco, posłuchaj mnie - odezwał się Onbekend. - Zrobiłem to, żeby ochronić...
- Powiedziałeś w ogóle naszej matce? - Twarz Bambarena zrobiła się twarda i zimna jak kamienie w Sacsayhuaman, a jego głos przycichł do szeptu wiatru. - Czy w ogóle powiedziałeś Isabeli, że ma gdzieś jeszcze jednego syna?
Onbekend nie zdołał zachować spokoju.
- Do jasnej cholery, Manco, nie było żadnego sensu!
- Nie?
- Nie. On był na Marsie!
Po tych słowach pomieszczenie falą wypełniła cisza, jak dmuchnięcie gaszące świeczki. Siedzieli w milczeniu w słabym świetle.
- Nie przypuszczam, żebyś chciał wiedzieć, jak twój drugi brat został namówiony na powrót do domu z Marsa, co, Manco?
Onbekend się spiął. Głos miał zgrzytliwy.
- Marsalis, ostrzegam cię.
- Nawet o tym nie myśl. Załatwię cię, zanim oderwiesz zadek od krzesła.
Przesunął się nieznacznie w stronę Bambarena. Glock mierzył w trzynastkę. Tayta popatrzył na niego pytająco.
- Widzisz, Manco, twój braciszek tutaj ubił mały interes z Marsem. Zgaduję, że o tym też nie wiedziałeś?
- To nie był interes - warknął Onbekend. - To była strategia, podstęp.
- No dobra, zorganizował w twoim imieniu podstęp. Twój brat miał wrócić na Ziemię jako zabójca dla marsjańskich kapituł. Jakaś historyjka o usunięciu w drodze zemsty familii z Limy, przekazując całą afrenta marciana reszcie, żebyście znów mogli prowadzić interesy z Marsem. Zgadza się, Onbekend?
- Zrobiłeś to? - wyszeptał Manco Bambaren. - Nawet to?
- Daj spokój, Manco, często o tym rozmawialiśmy. - Onbekend niecierpliwie wzruszył ramionami. - To i tak nie było naprawdę, ale...
- Użyłeś mojego nazwiska?
- Tak, przez domniemanie. Marsalis, ty gnido, posłuchaj...
Bambaren rzucił się przez stół na Onbekenda. Trzynastka zerwała się z miejsca, zasłoniła, odtrąciła go. Carl podniósł glocka.
- Panowie - rzucił ostrzegawczo.