Alexander Ghent siedzia? oparty o ?cian?...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — ProszÄ™ pani, jeÅ›li pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy PięćdziesiÄ…tej PiÄ…tej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
- Ed siedział właśnie przy biurku w rogu swojego salonu sprzedaży żując pierwsze tego dnia cygaro, kiedy zobaczył dwóch mężczyzn w roboczych koszulach i...
- wszystkiego, co siê dzieje, ni¿ z teory¹, odgrywaj¹cej siê we wszystkiem, co siêdzieje, w o l i m o c y...
- W ciągu trzech pierwszych miesięcy od czasu przeniesienia się do nowej siedziby byłem wciąż bardzo zajęty i prawie nie widywałem mego przyjaciela Holmesa...
- Wreszcie wczesnym popołudniem któregoś dnia Smuga oznajmił, że wraca jego przyjaciel i mogą mu złożyć wizytę w siedzibie towarzystwa, gdzie pracuje...
- Zanim jeszcze David skończył mówić, Cantor zerwał się z miejsca tak gwałtownie, że przewrócił krzesło, na którym przed chwilą siedział...
- Wyobraź sobie, że siedzisz w klasie z trzydziestoma innymi uczniami i nauczyciel zapyta, który z kolorów tęczy jest najładniejszy...
- Odważyła się podnieść wzrok i spostrzegła Horacego, który siedział za kontuarem i podnosił właśnie do oczu gazetę...
- lękam, siedzieć będę, dopóki od brata nie otrzymam wiadomości, co chce, abym z sobą po- stanowiła...
- polepszyło, tak, że postanowiliśmy wybrać się w podróż, przyłączając się do pięciu ludzi, któ- rym również sprzykrzyło się tam siedzieć...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wygl?da? jak straszna marionetka. Odchylona do ty?u g?owa ods?ania?a ziej?c? ran? w miejscu, kt?re kiedy? by?o jego gard?em. Taki m?ody, pomy?la?a Rizzoli, patrz?c na nadspodziewanie pogodn? twarz i szczere, niebieskie oczy. Taki bardzo m?ody.
– O sz?stej przyjecha?a tu Evelyn Petrakas, pracownik Symphony Hall, ?eby ich zawie?? na wieczorny wyst?p – wyja?nia? Crowe.
– Nikt nie odpowiada? na dzwonek.
Zobaczy?a, ?e drzwi nie by?y zamkni?te, wi?c wesz?a.
– Ma na sobie tylko spodnie od pi?amy – zauwa?y?a Rizzoli.
– Jest w stadium st??enia po?miertnego – oznajmi?a doktor Isles, podnosz?c si?.
– Cia?o zd??y?o ju? wystygn??.
Wi?cej b?d? mog?a powiedzie? po zbadaniu potasu w cia?ku szklistym. W tej chwili mo?na przypuszcza?, ?e ?mier? nast?pi?a od szesnastu do dwudziestu godzin temu, czyli... – spojrza?a na zegarek – mi?dzy pierwsz? a pi?t? rano.
– ???ko nie jest za?cielone – powiedzia? Sleeper.
– Ostatnio widziano ich wczoraj wieczorem.
Wyszli z Symphony Hall ko?o jedenastej, po czym pani Petrakas przywioz?a ich tutaj. Oboje spali, pomy?la?a Rizzoli, patrz?c na spodnie od pi?amy Alexandra Ghenta. Spali, nie wiedz?c, ?e w domu jest kto? obcy. Kto? skradaj?cy si? ku sypialni.
– Okno wychodz?ce na ma?y ogr?d z ty?u domu by?o otwarte – doda? Sleeper.
– Na grz?dkach znale?li?my ?lady st?p, ale r??nych rozmiar?w.
Niekt?re m?g? zostawi? ogrodnik, a mo?e nawet same ofiary.
Rizzoli popatrzy?a na ta?m? klej?c?, kr?puj?c? kostki Alexandra Ghenta.
– A co z pani? Ghent? – spyta?a, wiedz?c z g?ry, jaka b?dzie odpowied?.
– Nie ma jej – stwierdzi? Sleeper.
Spenetrowa?a wzrokiem pod?og?, lecz nie zauwa?y?a rozbitej fili?anki ani okruch?w porcelany.
Co? tu jest inaczej, przemkn??o jej przez my?l.
– Detektywie Rizzoli!
Odwr?ci?a si?.
W korytarzu za sob? zobaczy?a cz?onka ekipy kryminalistycznej.
– Policjant przy wej?ciu powiedzia?, ?e przyjecha? jaki? facet, kt?ry twierdzi, ?e ci? zna. ?mierdzi jak skunks i ??da, ?eby go wpu?ci?. Chcesz si? z nim zobaczy??
– Wiem, kto to jest – odpar?a.
– P?jd? po niego.
Korsak chodzi? tam i z powrotem po chodniku, pal?c zach?annie papierosa. By? tak rozjuszony poni?eniem, kt?re go spotka?o, czyli sprowadzeniem do statusu cywilnego gapia, ?e mia?o si? wra?enie, i? k??by dymu wydobywaj? mu si? nawet z uszu. Zobaczywszy j?, odrzuci? niedopa?ek, mia?d??c go pod butem jak obrzydliwego robaka.
– Chcesz mnie wy??czy?, czy co? – powiedzia?.
– Przepraszam ci?.
Zapomnia?am uprzedzi? policjanta.
– Cholerny fryc. Nie okaza? mi szacunku.
– Nie wiedzia?, rozumiesz? To moja wina.
– Podnios?a ta?m? policyjn?, ?eby m?g? pod ni? przej??.
– Chc?, ?eby? to obejrza?.
Zatrzyma?a si? przy drzwiach, czekaj?c, a? na?o?y ochraniacze na buty i lateksowe r?kawiczki. Zachwia? si?, stoj?c na jednej nodze, a gdy go podtrzyma?a, poczu?a od niego alkohol. Kiedy zadzwoni?a do niego z samochodu, by? w domu, po s?u?bie. Teraz ?a?owa?a, ?e go zawiadomi?a.
By? w?ciek?y, w wojowniczym nastroju: nie da?oby si? go nie wpu?ci? bez unikni?cia publicznej awantury. Pok?ada?a nadziej? w tym, i? jest na tyle trze?wy, ?e nie b?dzie musia?a si? za niego wstydzi?.
– W porz?dku – powiedzia? nad?sany.
– Poka?, co tu masz.
Zaprowadzi?a go do salonu.
Sta? przez d?u?szy czas, nie odzywaj?c si?, patrz?c na cia?o Alexandra Ghenta po?rodku ka?u?y krwi. Koszul? mia? wypuszczon? ze spodni, oddycha? ze swoim charakterystycznym, adenoidalnym po?wistem. Zauwa?y?a, ?e Crowe i Sleeper patrz? na nich i ?e Crowe przewraca oczami.
Ogarn?? j? nag?y gniew na Korsaka za to, ?e przyby? w takim stanie. Zadzwoni?a do niego, gdy? by? detektywem, kt?ry pierwszy znalaz? si? na miejscu zbrodni w domu Veager?w, wi?c chcia?a us?ysze? jego opini? w sprawie kolejnej zbrodni.
Tymczasem zamiast po?ytku, mia?a na karku pijanego glin?, kt?rego obecno?? uw?acza?a jej godno?ci.
– Wygl?da na sprawk? naszego ch?opaka – powiedzia? Korsak.
Crowe prychn?? pogardliwie.
– G?wno wiesz, Sherlocku.
Korsak spojrza? na? przekrwionymi oczami.
– Ho, ho! Wida? mamy do czynienia z geniuszem! Od razu wszystko wie.
– Nie trzeba geniusza, ?eby wiedzie?, co tu mamy.
– A co, twoim zdaniem, mamy?
– Powt?rk? z rozrywki.
Nocne w?amanie do domu. Ma??e?stwo zaskoczone w sypialni. ?ona uprowadzona, m??a potraktowano ciosem ?aski.
– W takim razie gdzie jest fili?anka?
– Korsak mimo zm?conej jasno?ci umys?u trafi? precyzyjnie w szczeg??, kt?ry niepokoi? Rizzoli.