42 — No wÅ‚aÅ›nie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — ProszÄ™ pani, jeÅ›li pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy PięćdziesiÄ…tej PiÄ…tej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
- Tak wiÄ™c nie można też ustalić, czy pewne rodzaje literackie uksztaÅ‚towaÅ‚y siÄ™ raczej pod naciskiem zjawisk realnych, czy raczej — norm kulturowych jako...
- dobiegÅ‚ do jej wytężonego sÅ‚uchu — cichy jak brzÄ™czenie komara daleki dzwonek, za chwilÄ™ ponowny • dzwonek, już bliżej, potem stukot...
- Niemniej obawiaÅ‚em siÄ™ wyjść z lasu — choć skÄ…dinÄ…d byÅ‚o oczywiste, że prÄ™dzej albo później wyjść muszÄ™...
- par³ margraf — ale nie jeno przeto, jeno ¿e przez Odrê³acniej siê przeprawiæ, w górnym biegu...
- ciekawe i co mnie osobiÅ›cie bardzo zaskoczyÅ‚o — zdaÅ‚em sobie spra- wÄ™, że czasami pracujÄ…c mniej i krócej, można byÅ‚o zrobić wiÄ™cej, niż...
- le jest potrzebny), niedostÄ™pnej dla użytkowników i przeznaczonej wy- Å‚Ä…cznie na potrzeby administratora, — skonfigurowanie portów...
- wyreperowaÅ‚ dach i Å›ciany, wybiÅ‚ otwory i wstawiÅ‚ okna, żeby byÅ‚ przewiew — zmieniÅ‚ caÅ‚e pomieszczenie tak, że wyglÄ…daÅ‚o prawie jak mieszkanie...
- — Od dawna panowaÅ‚o przekonanie, że rzeka Nil wypÅ‚ywa z wielkich jezior leżących u stóp Gór Księżycowych[46]...
- mogÅ‚a umknąć uwagi czatowników pilnujÄ…cych granicy — i niepostrzeżenie prze- dostać siÄ™ w gÅ‚Ä…b terenów Armektu...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Jeden z moich poprzedników został znaleziony w podziemiach.
Martwy i z wyprutymi wnętrznościami.
— Alfonso Edewerda.
— WÅ‚aÅ›nie. Co siÄ™ z nim staÅ‚o?
— Cóż, górnicy, którzy kopali kredÄ™ w tych wyrobiskach, wierzyli w demony pod-
ziemnego świata i składali im nawet ofiary. Zwłaszcza jednemu z nich. Nazywany
był Bieluchem. Żywił się duszami górników lub miodem. Dlatego składali mu ofiary
z miodu.
— Z miodu? A jak on wyglÄ…daÅ‚?
— Tego nie wiem. Ale proszÄ™ zapytać w PTTK. Oni organizujÄ… wycieczki po lochach,
myślę, że z chęcią udzielą odpowiednich wyjaśnień.
— Aha. Z tego, co czytaÅ‚em byÅ‚o tu pallatium...
— Taki prostokÄ…tny dwór książęcy? Zbudowany z kamieni na zaprawie? ByÅ‚
o w tamtej górce — machnÄ…Å‚ rÄ™kÄ… — Znaleźli archeolodzy jego fundamenty. Ciekawa
swojÄ… droga idea.
— Na wÅ‚aÅ›nie, kamienie. Czy byÅ‚y wÅ›ród nich może duże rzeźbione kawaÅ‚ki?
— PosÄ…g pogaÅ„skiego boga wdeptany w podÅ‚ogÄ™?
— CoÅ› w tym guÅ›cie. Albo wmurowany w Å›cianÄ™ na szczęście. JeÅ›li oczywiÅ›cie wÅ‚adca
miał odchyły pogańskie.
— Nie wiem. W tym czasie byÅ‚em proboszczem zupeÅ‚nie gdzie indziej. Ale chyba
wiem, gdzie można by przejrzeć dokumentację dotyczącą tego miejsca i badań.
— Hym?
— U wojewódzkiego konserwatora zabytków. To czÅ‚owiek o otwartych horyzontach.
Bezpartyjny. Myślę, że udostępni bez trudu te materiały.
— Możesz mi bracie podać adres?
Parę minut później pożegnali się. Herberto ruszył w stronę miasta. Holmes udał,
że właśnie ocknął się z drzemki i podążył w ślad za nim. Koło cmentarza prawosław-
nego egzorcysta minął staruszka w zeszmatowanej czarnej kurtce, który szedł właśnie
w stronę schodków. Przez chwilę ich spojrzenia spotkały się. Herberto był niezwykle
wyczulony na promieniowanie ludzkich myśli. Kontakt był tak silny, że omal się nie za-
toczył. Jakub nie odbierał specjalnie tego typu sygnałów, ale i on coś poczuł. Jakiś nie-
określony lęk. Poszedł dalej. Herberto zatrzymał się i oparłszy o drzewo, zaczął porząd-
kować doznania. Człowiek, którego minął, dawał silne i cuchnące echo w jego umyśle.
Można było niemal czytać w jego myślach. Był w nich istny śmietnik. Plątały się tam
kilogramy żelaznego drutu, linki hamulcowe od rowerów, konie, sarny, dziki, arsenał
ukryty w piwniczce, maszyna do pędzenia bimbru oraz spora ilość antałków tego na-
poju, jacyÅ› martwi wrogowie pod kwiatkami i inni w lochach pod nimi. I niepokojÄ…co
dużo o wampirach.
42
Rozdział IV
Przez bramę w murze wszedł do parku trzydziestolecia. Rozejrzał się lekko zdezo-
rientowany, a potem wydobył z kieszeni plan miasta i porównał go z panoramą roz-
ciągającą się u jego stóp. Ze wschodu, znad Dyrekcji powiał wiatr. Herberto zatrzymał
się ponownie i zaczął węszyć. Wiatr niósł ze sobą coś dziwnego. Nie był to zapach. To
było znacznie subtelniejsze. Przymknął oczy i skoncentrował się. Woń kojarzyła mu się
z grzechem. Był w niej ostry odór kału. Coś dziwnego jak pył sypiący się z mumii oraz
jeszcze jakieś takie. Woń zmęczonego zaspokajaniem swoich zwierzęcych żądz byka.
Herberto wzdrygnął się i otworzył oczy. Kontakt został zerwany. Nic już nie czuł. I tylko
lekkie mrowienie między uszami świadczyło o tym, że jego wytrenowane w tym kie-
runku ciało odbiera sygnały o niebezpieczeństwie. Ruszył w dół. Do konserwatora.
* * *
Jiirgen Kosche szedł w towarzystwie swojego syna Hansa ulicami miasta. Usiłował
przypomnieć sobie jak to wszystko wyglądało podczas wojny. Wielu budynków nie zna-
lazł. Część była przemalowana na inne kolory. Szukał. Znalazł ten róg ulicy. Ten, który
tak dobrze wrył mu się w pamięć.
— To byÅ‚o tutaj — powiedziaÅ‚ do syna. — ZostaÅ„my tu na chwilÄ™.
Usiadł na ławce, pochylił głowę i zaczął sobie przypominać. To był straszny okres.
Ruscy stali już na Bugu. Lada dzień mieli przejść do szturmu. W mieście wrzało.
Z więzienia przy stacji partyzanci odbili dwudziestu swoich. W biały dzień. A nocami
grasował po mieście nieuchwytny Wypruwacz.
Niemieccy żołnierze nie powinni odczuwać strachu. Poszli na patrol. I właśnie tu
spotkali swoje przeznaczenie. Wyszli zza tego rogu. A wtedy z bramy wyskoczył pomy-
lony facet z szablą kawaleryjską. Było ich czterech. Ivo i Freder zginęli pierwsi. Obciął
im głowy jednym płynnym cięciem. Edke prawie zdążył odbezpieczyć pistolet maszy-
nowy, gdy szabla tamtego wyszła mu z tyłu szyi. Wtedy zostawił ją i skoczył na Jurgena.
44
45
Pchnął go potężnie na mur i Niemiec stracił przytomność. To tylko uratowało mu życie.
Wróg myślał, że nie żyje. Gdy doszedł do siebie, leżał na ziemi w kałuży krwi, która
wyciekła z ciał kolegów. Wróg zdarł tylko jego kurtkę. Czarną kurtkę mundurową SS.
Jurgen podniósł głowę, aby jeszcze raz popatrzeć na to straszne miejsce, gdzie zginęli
jego przyjaciele. Wariat z szablą szedł sobie środkiem ulicy.
Teraz. Czterdzieści z hakiem lat później. I miał na sobie jego kurtkę mundurową.
A za to nie miał szabli. Zacisnął dłoń na ramieniu syna. A w sekundę później pękło
jego serce. Nim doleciał do ziemi, był już martwy. Jakub nie poznał starego esesmana.
Szedł sobie. Po drodze minął ciemnowłosego chłopaka, który pozdrowił go, salutując.
Odpowiedział kiwnięciem głową. Dopiero po chwili skojarzył sobie, skąd go zna.
— Syn hrabiego Woroncewa wróciÅ‚ z mamra? — zdziwiÅ‚ siÄ™. — Bo to ani chybi on.
Kupił bilet do Witoldowa. Blizna na dłoni zaczęła go swędzieć. Swędziała coraz bar-
dziej, w miarę jak zbliżał się do Wojsławic. Ale potem, gdy pekaes minął miasteczko i je-
chał szosą na Witoldów, swędzenie powoli ustąpiło. Czymkolwiek było to, co je wywo-
łało, znajdowało się gdzieś między austriackim cmentarzem, a wioską.
Wysiadł w Witoldowie i ruszył świeżo pokrytą piachem drogą w stronę wsi. Z tą