«To niedoskonałość miłości...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Jeśli rodzice nie dadzą dziecku doświadczyć miłości, jeśli nie ujawnią swoim zachowaniem, że samo jego istnienie jest dla nich radością, dziecko odwróci od...
- Uduchowienie, głęboka moralność, mądrość i wewnętrzne światło, a przede wszystkim miłość do świata i ludzi stanowią wzór i natchnienie dla tych,...
- W pierwszej chwili rozmyślała sennie, że może w końcu rozkwitają baśniowe fajerwerki miłości, żeby rozświetlić jej życie – ale to zbyt...
- KOBIETY KRÓRE KOCHAJĄ ZA BARDZO 10-11miłość przeradza się w miłość przesadną, gdy partner okazuje się nieodpowiedni, obojętny lub nieprzystępny, a my...
- współżycia seksualnego Miłość małżeńska różni się od innych rodzajów miłości tym, że dąży do zjednoczenia zarówno fizycznego,...
- le jest potrzebny), niedostępnej dla użytkowników i przeznaczonej wy- łącznie na potrzeby administratora, — skonfigurowanie portów...
- nawróceniu, wzywając ich, by uważali się za grzeszników i przyjęli bezinteresowną miłość Boga...
- wanej na skutek przykurczu przywodzicieli uda po stronie zdrowej, lub też zsuwanie się protezy z kikuta (zbyt obszerny lej, niedostateczne zawieszenie, wadliwe...
- maestwo zawarte z mioci, a cale ycie...
- dziejowe" odbywaj si z tak konsekwencj, e staj si niedostrzegalnymi,niwecz sam zmys, za pomoc ktrego mogyby by ujte...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nie jest to grzech taki jak potwarz lub oszczerstwo i nie taki jak niesłuszny zarzut, ale to zawsze uchybienie miłości. To jakby nitka wyciągnięta z sukna. Nie jest to jeszcze prawdziwe rozdarcie, to nie jest sukno zużyte, ale narusza jego nieskazitelność i piękno. To coś, co przygotowuje rozdarcia i dziury. Nie sądzisz?»
Piotr pociera czoło, trochę zmartwiony:
«Tak. Nigdy o tym nie pomyślałem.»
«Myśl o tym teraz i nie czyń już tego. Bywają wybuchy śmiechu bardziej raniące miłość niż uderzenia w policzek. Ktoś popełnił grzech? Przyłapaliśmy go na kłamstwie lub na innym grzechu? I cóż? Po co to przypominać? Po co sprawiać, że myślą o tym inni? Zarzućmy zasłonę na błędy brata, myśląc cały czas: “Gdybym to ja był winny, czy chciałbym, żeby ktoś przypomniał ten błąd i innych skłonił do myślenia o nim?” Są sprawy, które wywołują wewnętrzne czerwienienie się, Szymonie, które zadają bardzo wiele cierpienia. Nie potrząsaj głową. Wiem, co chcesz powiedzieć... Winni jednak także cierpią, wierz Mi. Zawsze wychodź od tej myśli: “Czy chciałbym tego dla siebie?”. Zobaczysz, że już nie zgrzeszysz przeciw miłości i będziesz miał zawsze bardzo wielki pokój w sobie. Spójrz na Margcjama, z jaką radością skacze i śpiewa. To dlatego, że nie ma w sercu żadnej myśli. Nie musi myśleć o trasach [wędrówki], o wydatkach, o słowach, jakie trzeba powiedzieć. Wie, że inni pomyślą o wszystkim za niego. Ty także tak działaj. We wszystkim zdaj się na Boga, nawet w osądzie innych osób. Jak długo będziesz umiał być jak dziecko, tak długo dobry Bóg cię poprowadzi. Po co chcieć przyjmować na siebie ciężar decydowania i osądzania? Nadejdzie chwila, w której będziesz musiał być sędzią i rozjemcą. Wtedy powiesz: “O! Jakże wtedy było łatwiej i bezpieczniej!”. I uznasz siebie za głupca z powodu tego, że przed czasem chciałeś obciążać się tak wielką odpowiedzialnością. Osądzać! Jakże trudna to rzecz! Słyszałeś, co powiedziała Syntyka przed kilkoma dniami? “To czego szukamy zmysłami, jest zawsze niedoskonałe”. Powiedziała bardzo dobrze. Wiele razy osądzamy zgodnie z reakcjami naszych zmysłów, a więc bardzo niedoskonale. Nie sądź...»
«Tak, Maryjo. Obiecuję Ci to naprawdę. Ale nie znam tych wszystkich pięknych rzeczy, jakie zna Syntyka!»
«I to cię smuci, mężu? [– odzywa się Syntyka –] Czy nie wiesz, że ja chcę się tego pozbyć, żeby przyjąć tylko to, co ty wiesz?»
«Naprawdę? Dlaczego?»
«Ponieważ dzięki wiedzy możesz kierować sobą na ziemi, ale dzięki mądrości zdobędziesz Niebo. Ja posiadam wiedzę, ty – mądrość.»
«Ale z twoją wiedzą potrafiłaś przyjść do Jezusa! To jest więc coś dobrego.»
«Jednak pomieszana z bardzo wieloma błędami, których chciałabym się pozbyć, żeby się przyodziać w samą mądrość. Z dala ode mnie szaty ozdobne i bezużyteczne... Niech moja szata będzie surowa i bez zewnętrznego blasku Mądrości. Ona bowiem przyobleka szatą niezniszczalną nie to, co się psuje, lecz to, co jest nieśmiertelne. Światło Wiedzy jest drżące i chwiejne. Światło Mądrości rozbłyska, jednolite i niezmiennie stałe jak Boskość, która ją rodzi.»
Jezus zwolnił kroku, zasłuchany. Odwraca się i mówi do Greczynki: «Nie powinnaś dążyć do całkowitego ogołocenia się z tego, co wiesz. Powinnaś tylko wybierać z tego, co znasz, to co jest atomem wiecznej Inteligencji, zdobywanej przez umysły o niezaprzeczalnej wartości.»
«Te umysły powtórzyły więc w sobie mit o świetle skradzionym bogom?»
«Tak, niewiasto, ale nie skradzionym. [Umysły tych ludzi] potrafiły je schwytać, gdy Boskość dotykała ich swymi płomieniami, pieszcząc ich jako rozproszone pośród upadłej ludzkości przykłady tego, czym jest człowiek wyposażony w rozum.»
«Nauczycielu, powinieneś mi wskazać, co mam zachować, a co powinnam porzucić. Ja nie będę dobrym sędzią. A potem – zapełniając pustkę – włóż światła Twojej Mądrości.»
«To mam zamiar uczynić. Wskażę ci, do jakiego punktu mądra jest znana ci myśl. Będę ją od tego punktu kontynuował, aż do końca myśli prawdziwej. Ażebyś wiedziała... To będzie dobre także dla tych, którzy w przyszłości będą mieć wiele kontaktów z poganami.»
«My z tego nic nie rozumiemy, Panie» – jęczy Jakub, syn Zebedeusza.
«Na razie niewiele. Pewnego dnia zrozumiecie jednak zarówno obecne pouczenia, jak i ich potrzebę. A ty, Syntyko, przedstaw Mi punkty, które dla ciebie są najmroczniejsze. Podczas postojów wyjaśnię ci je.»
«Dobrze, mój Panie. To pragnienie mojej duszy łączy się z Twoim pragnieniem. Ja, uczennica Prawdy, i Ty, Nauczyciel... Pragnienie całego mojego życia to – posiąść Prawdę.»
150. KUPIEC ZZA EUFRATU
Napisane 25 września 1945. A, 6541-6554
W czasie pory pogodnej i łagodnej, jaką jest koniec października, pięknie wędruje się po urodzajnej równinie, ciągnącej się na dużej przestrzeni za Jordanem. Po zatrzymaniu się w małej wiosce, leżącej u stóp pierwszych wzniesień znacznego łańcucha górskiego – niektóre bowiem szczyty mogłyby nosić prawdziwe miano gór – Jezus ponownie rusza w drogę. Przyłącza się do dużej karawany. Składa się ona z ludzi dobrze uzbrojonych, do których przemawiał, gdy poili zwierzęta w zbiorniku na placu, oraz z licznych zwierząt.
Mężczyźni w większości są wysocy i bardzo ogorzali. Wglądają już na Azjatów. Na bardzo mocnym mule siedzi przywódca karawany, uzbrojony aż po zęby. Broń ma przytwierdzoną także do siodła. Odnosi się z wielkim szacunkiem do Chrystusa. Apostołowie pytają Jezusa: «Kto to jest?»