Denison zaczął się trząść...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Nic nie wskazywało na niebezpieczeństwo, więc Strażnik Księżyca zaczął zsuwać się po prawie pionowym stoku przed jaskinią, wstrzymywany jedynie przez...
- W końcu mężczyzna zaczął przekazywać nowe informacje - powtarzając przemowę, którą Tremane rzekomo wygłosił do swych oddziałów, wymierzoną...
- Obould parsknął i zaczął iść w stronę drowa, lecz zatrzymał się i odwrócił, odsłaniając przez szczelinę w hełmie pożółkłe...
- Z początku wcale o nich nie myślał, potem, gdy mu coraz częściej wpadały w oczy lub pod rękę, zaczął doświadczać wyrzutów sumienia...
- F’lar oderwał niechętnie spojrzenie od porywającego widoku Pernu i zaczął się przyglądać próbce...
- Na wzmiankę o smokach szum zaczął opadać, aż zapadła niepewna cisza...
- - Nazywam się Hooley Krekk i mieszkam w damuteku intendentów - zaczął...
- - Tylko że oni nie są parą - zaczął wyjaśniać Luke...
- [eBook] 330 Tajnych Receptur Restauracji (KFC,MacDonald itd), Baby RuthÂŤ Candy BarBaby RuthŽ Candy BarBeneath the chocolate of Nestlés popular candy baris...
- Skacz, dziecko, skacz! Od kiedy moja córka Zara umiała już bez pomocy stanąć na stole, na którym zmieniano jej pieluszki, bawię się z nią w...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Czy ja byłem matematykiem? Czy pracowałem przy komputerach? - szepnął.
- Nie - uspokoił go Carey. - Co ci przyszło do głowy, żeby opowiadać mu takie rzeczy?
- Plotłem trzy po trzy, nie mogłem mu wyjawić, co naprawdę tu robimy.
McCready pochylił się ku niemu.
- Co czułeś, kiedy mu to opowiadałeś?
- Śmiertelnie się bałem - wyznał Denison.
- Tego faceta?
Denison gwałtownie potrząsnął głową.
- Nie faceta, siebie. Tego, co siedzi we mnie.
Ręce znów zaczęły mu dygotać. Carey pochwycił spojrzenie McCready'ego i nieznacznie pokręcił głową; ta linia przesłuchania była zbyt niebezpieczna dla Denisona.
- Na razie zostawmy to i pójdźmy dalej. Mówisz, że ten facet zaakceptował cię jako Meyricka? - kontynuował McCready.
- Nie kwestionował mojej tożsamości.
- Dlaczego skoczyłeś na niego? Trzeba wielkiej odwagi, żeby rzucić się na człowieka trzymającego broń.
- On nie trzymał broni - sprostował Denison. - Wyjmował magnetofon. Nagle zorientowałem się, że nagranie jest spreparowane.
Te pogróżki na końcu rozmowy brzmiały inaczej, bardziej głucho. Cała reszta to zwykły dialog, zapewne część jakiejś rozmowy. Wywnioskowałem, że ten facet nie ma Lyn, więc mogłem działać swobodnie.
- Logicznie - przyznał Carey. - I słusznie.
Z rozbawieniem mruknÄ…Å‚ do siebie: - Kompetentny!
McCready powiedział:
- Wczoraj po południu w barze hotelowym przysiadł się do Lyn jakiś gość i zaczął ją wypytywać. W popielniczce albo w wazonie musiał być ukryty mikrofon i rozmowę nagrano. Akurat była tam Diana Hansen, zobaczyła, co się dzieje i wkroczyła, krzyżując mu szyki. Oczywiście, wtedy nie wiedziała o podsłuchu.
Na twarzy Denisona pojawiło się nagłe zrozumienie.
- Słyszałem głos Diany na taśmie. Ona też groziła Lyn.
McCready wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Kiedy plany tamtego faceta spaliły na panewce, poszedł jak zmyty, a Diana i Lyn pokłóciły się. Mikrofon nadal tam był, więc to też zostało nagrane na taśmę. Wygląda na to, że twoja córka próbuje wyciągnąć tatusia z sideł podstępnej kobiety.
- O nie! - jęknął Denison.
- Będziesz musiał stać się bardziej stanowczym rodzicem - doradził McCready.
- Czy Lyn wie, co zaszło?
Carey odchrząknął i spojrzał na zegarek.
- Szósta rano, ona jeszcze śpi. Kiedy zniknąłeś, poleciłem Mrs Hansen, by ją powiadomiła, że idziecie we dwoje do miasta i późno wrócicie. Nie chciałem jej niepokoić.
- Na pewno się dowie - rzekł McCready. - To zbyt dobra historia, żeby dało się ją zatuszować: szacowny doktor Meyrick biegający nago, jak go pan Bóg stworzył, po najlepszym hotelu w mieście i wymachujący pistoletem. Tego nie da się ukryć przed prasą.
- Czemu to zrobiłeś? - dopytywał się Carey. - I jeszcze wzywałeś policję?
- Myślałem, że złapię tego gościa. Kiedy mi się nie udało, zacząłem się zastanawiać, co zrobiłby Meyrick, prawdziwy Meyrick. Jeżeli ktoś zagrozi bronią niewinnemu człowiekowi, ten zaraz zaczyna wzywać gliniarzy. Niewinny Meyrick byłby cholernie wściekły, tak więc zacząłem szaleć po holu.
- Też logiczne - mruknął Carey. Głośno zaś powiedział: - W porządku, teraz ten człowiek w saunie. Rysopis.
- Owłosiony, miał futro jak niedźwiedź.
- To mnie nie obchodzi, nawet gdyby był włochaty jak Ezaw - rzekł zgryźliwie Carey. - Nie możemy rozbierać podejrzanych, żeby sprawdzić, ile mają włosów. Jaką miał twarz?
- Brązowe oczy - mówił ze znużeniem Denison - kwadratowa twarz, trochę zniekształcona. Nos skrzywiony w bok, dołek w brodzie.
- To ten gość, który przepytywał Lyn Meyrick - stwierdził McCready.
- A ten drugi, ten z broniÄ…?
- Nie widziałem go. W pokoju było ciemno, a kiedy go dopadłem, poczułem, że ma na twarzy jakąś maskę. Jednak... - urwał niepewnie.
- No, dalej - zachęcił go Carey.
- Mówił po angielsku, ale z jakimś akcentem.
- Jakim akcentem?
- Nie wiem - odparł z rozpaczą Denison. - Nazwijmy go ogólnie środkowoeuropejskim. Chodzi o to, że wydaje mi się, iż już kiedyś słyszałem ten głos.
Carey zaczął go maglować ze zdwojoną energią. Po piętnastu minutach Denison krzyknął:
- Mówię, że nie wiem! Objął głowę rękami.
- Jestem zmęczony.
Carey wstał.
- Dobrze, możesz iść spać. My ci nie będziemy przeszkadzać, ale nie mogę ręczyć, czy miejscowe gliny też. Co im powiesz, jeśli zechcą znów się z tobą zobaczyć? Przygotowałeś sobie jakąś historyjkę?
- Powiem samÄ… prawdÄ™.
- Na twoim miejscu pominąłbym ten fragment o dekoderze - poradził Carey. - To dla nich trochę za wiele.
Skinął głową na McCready'ego.
- Chodź, George.
Zostawili Denisona, który poszedł do łóżka. W windzie Carey przesunął dłonią po twarzy.
- Nie myślałem, że ta akcja będzie nas kosztować tyle bezsennych nocy.
- Znajdźmy gdzieś trochę kawy - zaproponował McCready. - Przecież musi tu być jakiś otwarty bar.
W milczeniu wyszli z hotelu i pomaszerowali Mannerheimintie. Na ulicy panował spokój, od czasu do czasu przejeżdżała taksówka albo rowerzysta spieszący wcześnie do pracy. Nagle Carey powiedział:
- Denison mnie niepokoi.
- Chodzi ci o ten kawałek o dekoderze?