zwlókłszy się z pościeli dreptała po izdebce szykując polewkę dla syna i szepcząc godzinki...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — ProÅ›ba o pomoc, która czekaÅ‚a tysiÄ…c lat, może poczekać jeszcze kilka godzin — albo dni — prychnęła Jonja...
- Chociaż trenowałem i trenowałem godzinami, nie przypuszczałem, że dwanaście zaledwie minut walki może trwać tak bardzo długo...
- John chodził po nierównym stożku przez ponad godzinę, co chwila przestawiając dwuobiektywowe soczewki w szybce hełmu na coraz dłuższe okresy, aby spenetrować...
- hłasko marek, dom mojej matki (rtf)Chodziłem czasem na przedmieście i wałęsałem się godzinami po piaszczystych i krzywych uliczkach, gdzie przycupnęły...
- Szczegó³owa relacja o ostatnich godzinach Hitlera w bunkrze w dniu 30 kwietnia 1945 roku pochodzi od jego kierowcy Ericha Kempki...
- Podszed³ wprost do Nataszy wpatruj¹c siê w ni¹ uporczywie i powiedzia³:- Moja wizyta u pani o tej godzinie i bez zapowiedzi jest doœæ dziwna i przekracza granice...
- do apteki, wykupuje receptę i postępuje zgodnie z instrukcjami lekarza, na przykład: “zażywać dwie tabletki co cztery godziny"...
- Ale teraz, gdy upłynęła jedna godzina, druga i trzecia, sił tych ubywało za każdym krokiem...
- interesy,stanowisko lub zatrudnienie ka¿¹ opuszczaæ dom o sta³ych godzinach i na okreœlonyprzeci¹g czasu...
- W morzu tym spędzałem często długie godziny, zupełnie bezczynnie pozwalając się w nim po prostu unosić...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
W okienku
stała wtedy wielka i cicha gwiazda zaranna, wprost na twarz uśpionego chłopca świecąca. Matka coraz
to na twarz tę powiodła oczyma. Rada by już zbudziła jedynaka swego, ale głębokie uśpienie chłopca
wstrzymywało ją.
– Niech ta! – szeptaÅ‚a półgÅ‚osem. – Niech ta jeszcze ździebluchno poÅ›pi...
Dopiero kiedy się rozległ przeraźliwy świst puszczonej pary, wołała na chłopca:
– MarcyÅ›! A!... MarcyÅ›! Wstawaj, synku! Gwiżdżą...
Chłopak odwrócił głowę do ściany.
– To kos, mamo...– mówiÅ‚ wpółprzytomnie.
– Ale! – kos tam! We fabryce gwizdajÄ…, synku, a nie kos!
Przeciągał się, nakrywał na głowę, mruczał, ale matka nie ustępowała. Nocny dyżur się kończył,
kotłowy na swoim miejscu pierwszy stanąć musiał przed robotnikiem jeszcze. Powtarzało się to cały
tydzień boży, niedzieli nie wyjmując nawet.
Ale jednego razu kawał jeszcze do ranka było, chłopak się z krzykiem ze snu porwał sam i na pościeli
siadł.
Matka już była przy nim.
– Co to? Co ci , synku, co? – pytaÅ‚a troskliwie.
4
Nie odpowiadał. Patrzył na nią szeroko otwartymi oczyma, usta miał drżące, czoło w zimnym pocie.
Rozpięta na piersiach koszula podnosiła się od mocnych, głośnych prawie uderzeń serca.
Objęła go ramionami matka.
– Co ci to, synku, co ci to? – pytaÅ‚a tulÄ…c chÅ‚opaka jakby maÅ‚e dziecko.
Długo uspokoić się nie mógł.
– Nic, mamo – przemówiÅ‚ nareszcie z widocznym wysiÅ‚kiem – nic... Tylko... Å›niÅ‚o mi siÄ™... że...
piorun uderzył we mnie.
Wdowa ścierpła. Ale nie dała tego po sobie poznać synowi. Chciała przemówić, głos uwiązł jej w
piersi.
Chłopak siedział na tapczanie sztywny, prosty, patrząc przed siebie wystraszonym wzrokiem.
– Piorun, mamo – mówiÅ‚ cichym, urywanym gÅ‚osem – taki czerwony, straszny jak smok. Na piersi mi
padł, mamo... taki straszny... czerwony...
Umilkł i dyszał głośno.
Wdowa opanowała się jakoś.
– Co tam, synku! – mówiÅ‚a gÅ‚aszczÄ…c go po rozpalonym policzku. – Co tam!... Sen mara, Bóg wiara.
Co tam, synku!
A gdy chłopcu głośno zaszczękały zęby, przysiadła przy nim, przycisnęła głowę jego do swych
wyschłych piersi i tak go kołysała, jak kiedy niemowlęciem był.
Chłopak się ukoił, utulił wreszcie i na poduszkę opadł.
– Niech mama już idzie – rzekÅ‚ – niech mama idzie, poÅ‚oży siÄ™... Ja usnÄ™...
Ale nie usnął. Leżał na wznak z otwartymi szeroko oczyma, wpatrzony w gasnące na wschód nieba
gwiazdy.
Spojrzała na niego raz i drugi.
– A czemu nie Å›pisz, synku? – spytaÅ‚a.
– Nie mogÄ™, mamo... – odpowiedziaÅ‚ cicho, skarżącym siÄ™ gÅ‚osem.
Podeszła i siadła przy nim.
– No nie trap siÄ™, synku! – przemówiÅ‚a. – Nic siÄ™ nie trap. Albo to na to ten Pan Bóg miÅ‚osierny
pioruny w niebie chowa, żeby zaś nimi wdowie niebogiej jedynego synaczka ubijać? Nie da tego Pan
Jezus i ta Matka Przenajświętsza... A ja ci to powiem, że piorun wesele znamionuje, kiedy się
kawalerowi albo pannie śni. Ot co, widzisz, piorun znamionuje... Przecie sennik mam, to wiem.
Mówiła to z uśmiechem, wesoło niemal, ręką wyschłą po czole jego wodząc i włosy mu gładząc, aż
chłopak dobrej myśli począł być i też się uśmiechnął.
– To mama mówi, że wesele? – spytaÅ‚.
– A przecie, że nie co! Wesele, huczne wesele...
Zamyślił się chłopiec, a po chwili rzekł:
– To ja już wstanÄ™, mamo...
– WstaÅ„, synku, wstaÅ„... ZgotujÄ™ Å›niadanie, jak przejesz, to ciÄ™ odejdzie.
Jakoż odeszło. Weselej nawet było tego ranka niż zwykle w izdebce, bo chłopak czasu dość mając,
jedną po drugiej piosenkę na prześcigi z kosem gwizdał, aż ptaszysko zachrypło, i kiedy przyszło do
Zosi, co jej się chciało jagódek, gwizdało tak żałośnie, jakby kto przez nos śpiewał. Uśmiał się Marcyś,
uśmiała się matka i tak się w radości rozstali. Kiedy wyszedł, wdowa stanęła przy drzwiach i
nasłuchiwała oddalających się kroków. Lekkie były, raźne, swobodne, zwyczajnie, młode nogi... Nawet
spaczone i spróchniałe schody nie krzypiały dziś tak jak zazwyczaj. Dopiero kiedy chłopak drzwi za
sobą zatrzasnął, rzuciło się w niej serce jakimś nagłym strachem, tak łoskot ich był głuchy, podziemny i
takim przeraźliwym echem odbił się w pustych sieniach. Pobiegła do okienka, aby wyjrzeć za synem.
Szedł lekko, śpiesznie, z podniesioną głową, a kiedy miał już przejść furtkę w fabrycznym murze,
odwrócił się i spojrzał w górę. Może w okienko, a może tak sobie...
W chwilę później gęsty, czarny dym walił z fabrycznego komina.
Godziny upływały. W schludnie sprzątniętej izdebce zrobiło się cicho; stary zegar z jaskrawą różą na
pożółkłej tarczy cykał opieszale na ścianie, kos próbował najweselszych kurantów, pociesznie walcząc z
swym ochrypłym głosem, a wdowa może z myślą o owym śnie syna, co to wesele znamionował,
przeglądała swe odświętne odzieże.
5