usiądzie i rąk na brzuchu z kręconymi palcami, jak mój świętej pamięci dziad, kiedy się jede- naście stodół w Sławucie naraz paliło, nie założy...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie mają w miarę rozwinięty przemysł – dodał po chwili – będziemy musieli sprawić sobie trochę odtylcowych...
- Kiedy robisz to…82… IDE robi to83Skąd się biorą programy84IDE pomaga Ci kodować86Kiedy zmieniasz coś w IDE, zmieniasz...
- Szli w zupełnej ciszy, w milczeniu pokonywali zalaną martwym światłem drogę, a kiedy po forsownym marszu doszli do Hali Pisanej, zatrzymali się bez...
- Kiedy Canan przejął zarządzanie codziennymi operacjami magazynu, Lovejoy jeszcze bardziej skupił swą uwagą na rekrutacji, sprowadzając ostatecznie jeszcze...
- Ed siedział właśnie przy biurku w rogu swojego salonu sprzedaży żując pierwsze tego dnia cygaro, kiedy zobaczył dwóch mężczyzn w roboczych koszulach i...
- «Dlaczego więc ośmiela się podejść do kapłana za pierwszym razem, kiedy jest całkiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć się nawet do...
- Skacz, dziecko, skacz! Od kiedy moja córka Zara umiała już bez pomocy stanąć na stole, na którym zmieniano jej pieluszki, bawię się z nią w...
- nizujących poglądach na temat oczyszczenia i poznania prawdy? Istotnie, kiedy czytamy o tym, co według Pseudo- Dionizego znaczy oczyszczenie napotykamy w...
- Nie masz te,nie masz adnego w tym cudu,Kiedy raz na dno,pod oboki drugiLatajc,musi nadweredzi fugi;Wpadszy w najgbsze na ostatek...
- Dokładnie w tym samym momencie pociąg silnie zarzucił i Harry rozpaczliwie jął wymachiwać rękoma, kiedy potworna ziejąca w dole czerń ruszyła mu na spotkanie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Hm, mopanie, jakem Sanguszko, głupi je-
stem w tym interesie. Mnie się jednak przecie teraz wydawa, że więcej by może myśleć trza
było o Aleksandrze niż o Napoleonie ─ a la Adam Czartoryski.
─ Tego nie uczynię ─ odpowiedział Poniatowski. ─ Nie wierzę.
─ No, to teraz przynajmniej przycupnąć nam i niuchać, skąd wiatr zawieje. Cośmy mogli,
tośmy zrobili. To fakt. ─ Zapominasz jeszcze o jednym, Eustachy.
─ No?
─ Ze możemy umrzeć.
─ To zrobimy zawsze, nie ma obawy.
242
─ Ale umrzeć dla kraju.
─ Jak potrzeba nadejdzie, mopanie, któż by się wahał? Dziwna cię ogarnia egzaltacja, mój
Józiu ─ Dąbrowskiego nad siebie wynosisz, o śmierci gadasz ─ ten Szwab cię zirytował.
─ Będziemy się bić.
─ Co?! Kto? Z kim?
─ Schwarzenberg przyśle mi sekundantów.
─ Obraziłeś go? U siebie w domu?
─ Zarzuciłem mu zdradę w rozmowie politycznej. Wyzwał mnie. Będziesz mi sekundo-
wał, Eustachy.
─ Będę, mopanie. A drugi kto?
─ Potocki, Klicki, wszystko mi jedno.
─ Lepiej grubo, bo i on ci tam pierwszego z brzegu frajhera ani gałgrafa czy rałgrafa nie
przyprowadzi... E, ale jeszcze poczekajmy. Jakoś ja w ten pojedynek nie ufam.
─ Nie może być! Zbłaźniłby się, gdyby mi sekundantów jutro rano z obozu nie przysłał.
─ No, poczekaj. Będziemy gotowi, mopanie, ale poczekaj. Zawsze mi się ten Szwab nie
podobał. Pludra wiedeńska! Książę Schwarzenberg ─ o wa! Jeszcześmy tu takich nie widzie-
li! Niemiec. Wszystkich tych lichtensztajnów, lewensztajnów, ditrychsztajnów, dupersztaj-
nów niemieckich to bym przez kij przesadził. Na koniu, mopanie, jak pudle siedzą! Cóż ty
myślisz z wieczorem zrobić? Ja bym w karty zagrał. Pójdźmy do Matuszewicza. Pamiętasz,
że prosił?
─ Dobrze, przyjdę. Ale nieco później. Mam jeszcze raporty do przejrzenia.
─ Zostaw komu ze sztabu.
─ Nie mogę. Muszę podpisać.
─ No, to całuję cię. A nie zapóźnij. Będzie pani Kossakowska. Mniam, mniam, mopanie!
Nikt nie ma takiej ─ tego ten ─ oficyny drugiej w całej Warszawie! No, adieu. Polecam się,
mości książę.
─ Do widzenia. Przyjdę. Może mi już Schwarzenberg nie pozwoli więcej zagrać ─ roze-
śmiał się Poniatowski.
Rad był, że Sanguszko wyszedł. Ten doskonały z pańska obozowy towarzysz począł go od
pewnego czasu razić. Wszystko, co mówił, wydawało się Poniatowskiemu za płaskie jakieś,
niesmaczne. Odstawał od swego dotychczasowego otoczenia, czuł to.
Stanął znów przed kominem i oparł brodę na ręce łokciem na gzymsie opartej.
Ciężkie przechodził w życiu potrzeby, bolesne i najboleśniejsze doświadczenia, los, który
mu nie szczędził słodyczy, powabów i triumfów życia, hojniej jeszcze napawał go goryczą,
upokorzeniami i utrapieniem, od starć z królem począwszy. Lecz wszystko to przyjmowała
młodość bujna i silna, znosiła i zostawiała za sobą. Teraz nadchodzą nowe jakieś próby, może
jeszcze cięższe niż poprzednie, a młodość została już także za życiem.
W ustawicznej pracy, w trudzie, w wojnach lub gotowaniu się do nich nie miał czasu Po-
niatowski zastanawiać się nawet nad sobą. Wypadek posuwał go ku wypadkowi, wydarzenie
rzucało ku nowym wydarzeniom. Od młodości ─ pół wieku...
Smutek, a i niepokój spadł na serce księcia.
Wszystko, w co naród obudzony z letargu i powołany do życia uwierzył, a czego on był
wobec narodu i za naród reprezentantem, zbankrutowało. Jakaż straszna odpowiedzialność!...
Czy nie trzeba było w ogóle iść za Czartoryskimi, ich politykę wieść ─ lub choćby przed
wojną rosyjską posłuchać tylu wezwań z Petersburga, stanąć raczej po stronie Lubeckiego i
Ogińskiego Michała? Jakież to represje mogą spaść na odsłoniętą Warszawę, na całe Księ-
stwo Warszawskie za udział w wyprawie francuskiej, za osiemdziesiąt tysięcy żołnierzy pol-
skich w Wielkiej Armii, z których cesarz Napoleon „nie widział ani jednego”...
Jakże bolesnym echem rozbiegły się te słowa z Hotelu Angielskiego po mieście, jak spa-
rzyły duszę księcia Józefa, gdy mu je powtórzono!...
243
Nowa znów jakaś tajemnica stoi przed narodem. Nowe drzwi ciemne, gdy z hukiem armat
i wyciem rannych zatrzasnęła się brama Napoleońskich nadziei...
I on to, on to ma klucz w zamek tych drzwi ciemnych włożyć i obrócić, on drzwi te poka-
że, za którymi anioły jutrzenki czy straszny kościotrup w całun owity stoi?...
Czy nie lepiej by było złożyć ten ciężar z bark?...
Lecz naród w nim widzi reprezentanta swego bytu, swego życia, swego honoru...
─ Starym już ─ szepnął do siebie.
Gdzież dawna gibkość, dawna rzutkość, dawna wytrwałość... ach! ─ dawny czar i wdzięk
młodości?...
Westchnął ─ w westchnieniu łącząc wszystek gorzki żal, jaki mu duszę wypełniał.
Wtem lekkie, ledwo znaczne uchylenie drzwi sąsiedniego salonu zwróciło jego uwagę ─
spojrzał: upudrowane włosy w lokach wyłoniły się zza drzwi i głosik cieniutki zapytał:
─ Czy można?
─ Proszę ─ odpowiedział zdziwiony.
Drzwi rozwarły się i weszła przez nie postać kobieca w szubie futrzanej, otulającej ją całą.
Była w maseczce czarnej, zasłaniającej oczy, nos i część twarzy. Gdy przed zdziwionymi
oczami Poniatowskiego szuba podbita sobolami, a kryta czarnym aksamitem opadła z ramion