Wtedy Hermann zwinął się jak boa i rozkruszył satelitę na części...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- − obciążenie częściowe − przód 0,22 MPa − tył 0,22 MPa − obciążenie całkowite − przód 0,25 MPa −...
- Punktem wyjœcia w analizie wspomnianego splotu uwarunkowañ jest zmiana pozycji kobiety tn¹ skujtek jej aktywizacji zawodowej poza dolmem i przejêcia czêœci ciê¿airów...
- części doradców odrzucających z założenia jakiekolwiek argumenty wskazujące na specyfikę krajów posocjalistycznych (jako grupy) oraz wielkie różnice...
- Cała czwórka spędziła wieczór, pracując w części konferencyjnej apartamentu Donovana i Kate, przy jedzeniu przyniesionym przez obsługę...
- Z początku wcale o nich nie myślał, potem, gdy mu coraz częściej wpadały w oczy lub pod rękę, zaczął doświadczać wyrzutów sumienia...
- Za czym Tristan ukląkł i odarł ze skóry jelenia, nim go poćwiartował; następnie pociął zwierzę na części, zostawiając, jak się godzi, kręgosłup...
- 945je¿eli wykonanie jej uniemo¿liwi³oby w ca³oœci lub w czêœci zadoœæuczynienie roszczeniu osoby trzeciej z poprzednio zawartej umowy...
- Nie tylko prawdopodobne, ale wręcz pewne jest to, że Dick nie zna ani intencji swojej nieświadomej części, ani nowych możliwości...
- tajna wladza swiata Agresywna infekcja streptokokowa…daje o sobie znać we wszyskich zainfekowanych częściach społeczeństwa...
- Słońce, czerwone i rozedrgane po całym dniu żaru, wisiało nad zachodnią częścią mia- sta...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Przez chwilę unosili się razem: dwie człekokształtne maszyny i ogromny wąż w obłoku wirujących metalowych odłamków, absurdalnej kolekcji wyimaginowanych szczątków połyskujących w świetle prawdziwych gwiazd.
W Sercu zawsze panował tłok, choć było większe, niż pamiętał je Paolo. Mimo to Hermann zmalał do początkowych rozmiarów, żeby nie robić sensacji. Wielka komora zamykała się łukami wysoko ponad nimi, pulsując wilgocią w rytm muzyki. Szukali najlepszego miejsca, by chłonąć tutejszą atmosferę. Paolo odwiedził już środowiska w innych polis jeszcze na Ziemi. Wiele z nich było zaprojektowanych jedynie jako perceptualna rama dla grupowej wymiany emocji. Nigdy nie zrozumiał, co może być atrakcyjnego w intymnym kontakcie z dużą grupą obcych. Społeczne hierarchie przodków miały swoje wady - zresztą to absurdalne przedstawiać jako zaletę ograniczenia umysłu więzionego w układzie biologicznym - ale sama idea masowej telepatii jako celu samego w sobie wydawała się Paolo dziwaczna... A nawet w pewien sposób staromodna. To jasne, dawnym ludziom dobrze by zrobiła solidna dawka cudzego życia wewnętrznego; to by ich powstrzymało przed wyrzynaniem się nawzajem. Jednak każdy cywilizowany transczłowiek potrafi szanować i cenić innych, nie będąc nimi bezpośrednio.
Znaleźli odpowiedni zakątek i stworzyli trochę mebli: stolik, dwa krzesła - Hermann wolał stać. Podłoga rozciągnęła się, robiąc im miejsce. Paolo rozglądał się i głośno witał ludzi, których rozpoznał z wyglądu. Nie kłopotał się jednak sprawdzaniem emisji tożsamości pozostałych. Prawdopodobnie spotkał już wcześniej wszystkich tu obecnych, nie chciał jednak poświęcać najbliższej godziny na wymianę uprzejmości z przypadkowymi znajomymi.
- Monitorowałem strumień danych naszego skromnego obserwatorium gwiezdnego - oznajmił Hermann. - To moje antidotum na prowincjonalizm Vegi. Dziwne rzeczy dzieją się wokół Syriusza. Widzimy anihilacje pozytonowo-elektronowe, promienie gamma, fale grawitacyjne... i jakieś nie wyjaśnione gorące punkty na Syriuszu B - spojrzał na Karpala i zapytał niewinnie: - Jak myślisz, co planują te roboty? Krążą pogłoski, że zamierzają wyrwać z orbity białego karła i wykorzystać go jako część gigantycznego statku kosmicznego.
- Nigdy nie słucham plotek.
Karpal zawsze występował jako wierna reprodukcja swego dawnego, człekokształtnego ciała Gleisnera. A jego umysł, jak to oceniał Paolo, zawsze przyjmował formę modelu fizjologicznego, chociaż pięć pokoleń dzieliło go od cielesności. Opuszczenie swojego ludu i przybycie do C-Z wymagało z pewnością sporej odwagi: nigdy nie będzie mógł wrócić.
- Czy to ważne, co robią? Gdzie polecą i jak się tam dostaną? - wtrącił Paolo. - Miejsca wystarczy dla nich i dla nas. Nawet jeśli wyprzedzą diasporę, nawet jeśli trafią do Vegi, możemy przecież wspólnie badać Orphean. Prawda?
Zabawna owadzia twarz Hermanna wyrażała udawane przerażenie. Oczy powiększały mu się i rozsuwały coraz bardziej.
- Nie, jeśli przywloką tu białego karła! A potem pewnie zechcą budować sferę Dysona! - Zwrócił się do Karpala. - Nie cierpisz już chyba na ciągoty do... do inżynierii astrofizycznej?
- Do niczego, czego nie zaspokoiła eksploatacja przez C-Z kilku megaton veganskiego materiału asteroidalnego.
Paolo spróbował zmienić temat.
- Czy ktoś miał ostatnio jakieś wieści z Ziemi? Zaczynam odnosić wrażenie, że się oddalamy.
Jego ostatnia wiadomość była o dziesięć lat starsza niż opóźnienie czasowe.
- Niewiele tracisz - rzeki Karpal. - Mówią tylko o Orpheusie... Ciągle, od czasu, kiedy obserwatorium księżycowe wykryło ślady wody. Wydaje się, że bardziej są podekscytowani możliwością, niż my pewnością istnienia życia. I wiążą z tym bardzo duże nadzieje.
- Naprawdę? - zaśmiał się Paolo. - Moja ziemska jaźń liczy chyba, że diaspora odkryje zaawansowaną cywilizację, znającą rozwiązania wszystkich egzystencjalnych problemów transludzkości. Cóż, od glonów nie otrzymamy chyba żadnych cennych wskazówek.
- Wiesz, że po starcie gwałtownie wzrosła emigracja z C-Z? Emigracja i liczba samobójstw - Hermann przestał się wić i kołysać. Znieruchomiał prawie, co było znakiem rzadkiej powagi. - Przypuszczam, że to przede wszystkim było powodem szerokich badań astronomicznych. A te chyba powstrzymały tę falę, przynajmniej na krótką metę. Ziemski C-Z wykrył wodę wcześniej niż klony diaspory. Kiedy usłyszą, że znaleźliśmy życie, poczują się jak współodkrywcy.
Paolo zaniepokoił się. Emigracja i samobójstwa? Czy dlatego Orlando był taki posępny? Po trzystu latach oczekiwania, na jak wiele teraz liczyli?
Szmer podniecenia przetoczył się po sali: nagła zmiana tonu rozmów.
- Pierwszy mikropróbnik wypłynął na powierzchnię - szepnął uroczyście Hermann. - W tej chwili odbieramy dane.
Pozbawione świadomości Serce było wystarczająco inteligentne, żeby odgadnąć pragnienia swoich gości. Wprawdzie każdy mógł osobiście zasięgnąć informacji w bibliotece, jednak muzyka ucichła i olbrzymie podsumowanie danych ukazało się wysoko pod sklepieniem. Paolo musiał wyciągnąć szyję, by je zobaczyć, co było zupełnie nowym doświadczeniem.
Mikropróbnik odwzorował w wysokiej rozdzielczości jeden z dywanów. Obraz ukazywał oczekiwany nieforemny owal szerokości kilkuset metrów, jednak znany z neutrinowych tomografów dwumetrowej grubości solidny blok okazał się delikatną, pozwijaną powierzchnią - cienką jak pojedyncza warstwa naskórka, tylko skręconą w złożoną, wypełniającą przestrzeń krzywą. Paolo sprawdził pełne dane: mimo patologicznego wyglądu topologia była zupełnie płaska. Żadnych otworów, żadnych rozgałęzień - jedynie powierzchnia wijąca się meandrami tak dzikimi, że wyglądała z daleka na dziesięć tysięcy razy grubszą niż w rzeczywistości.
Powiększony obraz ukazywał mikrostrukurę w punkcie poruszającym się wolno od brzegu dywanu w kierunku środka. Paolo przez kilka sekund wpatrywał się w ruchomy diagram molekularny, nim zrozumiał, co on oznacza.
Dywan nie był kolonią jednokomórkowych organizmów. Nie był też organizmem wielokomórkowym. To była jedna molekuła, dwuwymiarowy polimer o wadze dwudziestu pięciu milionów kilogramów. Gigantyczna płachta pozwijanego polisacharydu, złożona siatka pentoz i heksoz obwieszona bocznymi łańcuchami alkilów i amidów. Trochę podobna do ściany komórki roślinnej, tyle że polimer był o wiele mocniejszy od celulozy, a pole powierzchni o dwadzieścia rzędów wielkości większe.