Słońce, czerwone i rozedrgane po całym dniu żaru, wisiało nad zachodnią częścią mia- sta...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- − obciążenie częściowe − przód 0,22 MPa − tył 0,22 MPa − obciążenie całkowite − przód 0,25 MPa −...
- — ProszÄ™ pani, jeÅ›li pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy PięćdziesiÄ…tej PiÄ…tej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
- Punktem wyjœcia w analizie wspomnianego splotu uwarunkowañ jest zmiana pozycji kobiety tn¹ skujtek jej aktywizacji zawodowej poza dolmem i przejêcia czêœci ciê¿airów...
- Po drugie: gdyby nawet państwa zachodniej Europy naprawdę robiły to samo, co kolejne rządy Polski (a nie robią, o czym za chwilę), to są to państwa bogate i jeśli...
- Istmie i w portach korynckich kolonii w pó³nocno-zachodniej GreW Koryncie równie¿ koncentrowa³a siê wymiana handlowa miêdzy Peponezem a œrodkow¹ Grecj¹, nic...
- części doradców odrzucających z założenia jakiekolwiek argumenty wskazujące na specyfikę krajów posocjalistycznych (jako grupy) oraz wielkie różnice...
- Cała czwórka spędziła wieczór, pracując w części konferencyjnej apartamentu Donovana i Kate, przy jedzeniu przyniesionym przez obsługę...
- Z początku wcale o nich nie myślał, potem, gdy mu coraz częściej wpadały w oczy lub pod rękę, zaczął doświadczać wyrzutów sumienia...
- Za czym Tristan ukląkł i odarł ze skóry jelenia, nim go poćwiartował; następnie pociął zwierzę na części, zostawiając, jak się godzi, kręgosłup...
- — Oskrzydlamy? — Powiedz mu po prostu, że uderzamy na nich od zachodu...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wydawało się, że stanęło, że zatrzymało się tam raz na zawsze, żeby z miasta wydo-
być jego bajkową umowność. Wieże, kominy, strome dachy były niczym wzór mister-
nej czarnej koronki, w którą stroi się świat przed nocą. Codzienne misterium wieczoru.
Widać było, jak w stronę otwartych jeszcze bram ciągną drobne ludzkie figurki: konno,
pieszo, wozami, karetami. Dzieci wracajÄ… z zabaw nad stawem. Wszyscy bojÄ… siÄ™ spo-
tkania z nocą. Delikatne czerwone poblaski, jakie rzuca na ziemię zachodzące słońce,
są przeczuciem tego, co towarzyszy nocy: strachu krwi, bezszelestnych kroków śmierci,
koszmarów sennych i czegoÅ›, co — jako że bezimienne — jest jeszcze straszniejsze.
Stojąc na wzniesieniu, przed zanurzeniem się w dolinę, byli świadkami milczącej
wojny — zmagania siÄ™ dwóch najpotężniejszych siÅ‚. NadciÄ…gajÄ…cej ze wschodu, nie-
odwołalnej ciemności i resztek kapitulującej na zachodzie jasności. Wreszcie słońce za-
drżało jeszcze raz i powoli, jakby utrzymując pozory honorowej przegranej, zniknęło za
horyzontem.
Weszli do ciemnego wnętrza powozu i chłopiec zaciął konie. Jechali w dół, ku mia-
stu, tęskniąc do jęzorów ognia na kominku.
W Vierzon udało im się znaleźć bardzo przyzwoitą oberżę. Dostali dwa duże pokoje
i Weronika mogła się wreszcie porządnie umyć. W pokoju mężczyzn był za to kominek
i utykająca żona gospodarza zaraz w nim napaliła. Noce zaczęły się już robić chłodne.
Burling zaprosił wszystkich na kieliszek brandy. Rozlewający się wolno po ciele alkohol,
ciepło bijące od ognia, czerwony blask na twarzach i tkwiący jeszcze pod powiekami
obraz zachodzącego słońca nastroiły towarzystwo bardzo refleksyjnie. Nawet Burling
dziś milczał.
— MyÅ›laÅ‚em o tym, że jutro powinniÅ›my już być w Chateauroux — odezwaÅ‚ siÄ™
Markiz. — I chyba żal nam bÄ™dzie rozstać siÄ™ z panem, monsieur Burling. Pan de
Chevillon, u którego zamierzamy się zatrzymać, jest naszym dobrym przyjacielem
i z pewnością byłby uradowany, gdyby mógł pana gościć razem z nami. Dlatego chciał-
bym pana zaprosić w jego imieniu. Potem będziemy mogli znowu ruszyć dalej razem
i rozstaniemy się tam, skąd będzie miał pan najbliżej do pańskiej Tuluzy.
Burling był wyraźnie ucieszony zaproszeniem.
— Wydaje mi siÄ™, że gdzieÅ› już sÅ‚yszaÅ‚em to nazwisko... Chevillon... — powiedziaÅ‚.
— Czy to nie z jego osobÄ… wiÄ…zano tÄ™ ponurÄ… aferÄ™ na dworze dwa lata temu, gdy mnó-
stwo osobistości wmieszanych było w jakieś próby otrucia króla czy czary?
Pan de Berle ożywił się, słysząc słowa Burling’a.
34
35
— Tak, chciano zrobić z niego kozÅ‚a ofiarnego, ale pan de Chevillon umie siÄ™ bro-
nić. To była sprawa sekty wyznawców szatana i sił nieczystych, tak to się przynajmniej
oficjalnie mówi. Pan de Chevillon został posądzony o kontakty z tymi ludźmi. Postarali
się o to jego przeciwnicy polityczni, ale nic mu nie mogli udowodnić. Zapewniam pana,
iż każdy, kto go zna, wie, że to bzdura.
— Co za zabobony! — jÄ™knÄ…Å‚ Burling.
— Nie sÄ…dzÄ™ — mówiÅ‚ dalej de Berle. — ZÅ‚o jest tak samo konkretne, jak dobro, ale
to inna sprawa. Umiejętności pana de Chevillon są wielkie. To nieprzeciętny człowiek
i dlatego może niektórym przeszkadzać. W tamtej sprawie posunięto się bardzo daleko.
Wie pan, że spalono wtedy rzekomą trucicielkę, jej kochanka i dwóch księży?
— Tak, tak, sÅ‚yszaÅ‚em. ByÅ‚em wtedy pierwszy raz we Francji, odwoziÅ‚em mojego
wychowanka do szkół. Wszyscy wtedy o tym mówili. Dzisiaj uważa się, że były to roz-
grywki miÄ™dzy kobietami króla — powiedziaÅ‚ de Berle. — Tak to siÄ™ zwykle dzieje,
kiedy do spraw poważnych wtrącają się kobiety.
Markiz po chwili zmienił temat i zaczął teraz opowiadać plotki i anegdoty o dwo-
rze. Śmiech rozgrzewał wszystkich nie gorzej niż brandy i ogień z kominka, i był im po-
trzebny bardziej niż cokolwiek innego. Wszyscy mieli chyba tę świadomość, bo nie po-
zwalali Markizowi skończyć. I Markiz, który stał się nagle duszą towarzystwa, przeszedł