Wraz z przerzuconymi przez mur jeźdźcami lord znalazł się na wprost formującego się klina ur-podłych...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- Istotne jest, iż te dokumenty obejmują okres wykraczający poza ramyczasowe działania obecnego Parlamentu, a tym samym poza okres sprawowania władzy przez...
- Chciałabym mękę waszej pracy pić przez rurkę, jak komar krew hipopotama - o ile to możli-we w ogóle - i przemieniać na moje idejki, takie piękne, takie motylki,...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- ver appetebat, cum Hannibal exhibernis movit; c) cum explicati-vum lub coincidens = gdy, skoro,przez to, ¿e (z tym¿e trybem i cza-sem, jaki jest w zdaniu...
- cz¹stki (przed zmierzeniem jej cech), która nie znajduje siê nigdziew przestrzeni i czasie? Jeœli za jeden obiekt uwa¿aæ to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Odwróci³ siê ty³em do œwiat³a reflektora i os³aniaj¹c oczy przed blaskiem bij¹cym mu spod nóg, spróbowa³ zajrzeæ w kryszta³ow¹ g³êbinê jak przez lód, który skuwa jezioro...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- 2asmienia jednostki czy dominacji nad ni¹, lecz w celu ochrony praw zagro¿onych przez inne instytucje spo³eczne: Jednym z najtrudniejszych aspektów spo³ecznego...
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Jaskiniowe upiory odcięły go od grupy bojowej. A powalenie koni dało stworzeniom samadhi szansę do kontruderzenia. Wojownicy musieli walczyć o swe życie, zanim Quaan nie będzie mógł zorganizować ponownego ataku na jaskiniowe upiory.
Mhoram okręcił Drinny’ego i spostrzegł, że nie otrzyma wsparcia ze strony jeźdźców.
Gdyby jednak zawrócił i sam spróbował walczyć z murem jaskiniowych upiorów, to ur-podli mieliby czas na utworzenie swego klina. Wówczas jeźdźcy byliby zupełnie zdani na ich łaskę.
Lord natychmiast skierował wojowników, którzy przy nim byli, do ataku na jaskiniowe upiory. Potem, niczym strzała ognia lordów, rzucił się na ur-podłych.
Był sam przeciwko kilkuset czarnym, niesamowitym stworom, ale posiadł tajemnicę Mądrości wielkiego lorda Kevina; poznał związek pomiędzy mocą i pasją; był potężniejszy niż kiedykolwiek przedtem. Posługując się całą mocą, którą jego laska była w stanie wytrzymać, rozbijał formację niczym taran, kruszył i rozsypywał ur-podłych niczym gruz.
Drinny deptał, kopał i tratował, a on trzymał laskę w obu rękach, wywijał nią, rozdawał
oślepiające uderzenia, grzmiące niczym błękitna furia przekleństwa niebios, ryczące w ekstazie wściekłości niczym trzęsienie ziemi. Ur-podli chwiali się, jakby niebo na nich runęło, padali, jakby grunt paczył się pod ich stopami. Lord wypalał sobie pomiędzy nimi drogę niczym tytan i nie zatrzymał się, dopóki nie dotarł do płytkiej kotlinki pomiędzy wzgórzami.
Tam odwrócił się i stwierdził, że zgubił grupę bojową. Jeźdźcy zostali odrzuceni do tyłu; w obliczu przewagi nie do pokonania Quaan prawdopodobnie przyłączył ich do pieszych wojowników, aby mogli wspólnymi siłami spróbować ocalić wielkiego lorda.
Na przeciwnym skraju kotlinki stał Szatańska Pięść i wpatrywał się w Mhorama. Trzymał
swój Kamień gotowy do uderzenia, a na jego twarzy giganta malowała się szalona żądza furii.
Nie zaatakował. Odwrócił się i zniknął za obrzeżem, jakby uznał, że waynhim stanowią poważniejsze zagrożenie niż wielki lord Mhoram.
– SzataÅ„ska Pięść! – krzyknÄ…Å‚ Mhoram. – Samadhi Sheol! Wracaj i walcz ze mnÄ…!
Czyżbyś był tchórzem, że nie ośmielasz się podjąć wyzwania?
Uderzył Drinny’ego piętami, pchnął ranyhyn w pościg za Szatańską Pięścią. Jednakże ta chwila odwrócenia jego uwagi wystarczyła, aby ocalali ur-podli odzyskali siły. Miast powracać do formowania klina, rzucili się na niego. Lord nie mógł obrócić swej laski.
Drapieżne, czarne łapska pochwyciły go, wpiły się w jego ramiona, wczepiły w szatę.
Drinny walczył, ale udało mu się jedynie wysunąć spod wielkiego lorda. Mhoram stracił
oparcie i spadł na ziemię pod stertą rozjuszonych czarnych cielsk.
Czerwone od krwi ostrza Demondim błysnęły ku niemu. Nim jednak któryś z
niesamowitych noży zdążył wbić się w jego ciało, lord przywołał wybuch siły, który odrzucił
od niego ur-podłych. Natychmiast poderwał się na nogi. Wywijając swą laską, gromiąc każdego stwora, który się do niego zbliżył, szukał gorączkowo swego wierzchowca.
Ranyhyn już nie było, napastnicy wypędzili go z kotlinki.
Nagle Mhoram został sam. Ostatni ur-podli uciekli, pozostawiając go pośród martwych i umierających. W ich miejsce pojawiła się śmiertelna, mrożąca krew w żyłach cisza. Albo walki się skończyły, albo wściekłe wietrzysko wywiało wszystkie dźwięki. Lord nic nie słyszał oprócz niskiego, okrutnego głosu zimy lorda Foula i swego własnego chrapliwego oddechu.
NagÅ‚a cisza sprawiÅ‚a, że lord również trwaÅ‚ w bezruchu. ChciaÅ‚ zawoÅ‚ać Quaana, ale nie potrafiÅ‚ wydobyć gÅ‚osu ze Å›ciÅ›niÄ™tego przerażeniem gardÅ‚a – chciaÅ‚ zagwizdać na Drinny’ego, ale nie mógÅ‚ siÄ™ zmusić do przerwania tego okropnego spokoju. ByÅ‚ zbyt osÅ‚upiaÅ‚y z trwogi.