Wiedział jednak, że nie wolno mu zboczyć z obranego szlaku...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Zdarzyo si wic, i jednego razu zaszed do wityni gagatek z tych rodu, dziki ktrym rzecz posza w mowie, e warszawiak w pracy, a wilk u puga, to jednaka przysuga...
- - Niedobitki Shaido wycofują się na północ - oznajmiła ponuro Amys - a coraz ich więcej przekracza Mur Smoka, jednak Rand al'Thor najwyraźniej o nich...
- punktach było ono skodyfikowaniem stosowanej ju uprzednio praktyki, jednak praktyce tej dopiero teraz nadało charakter w pełni instytucjonalny...
- Jest to przede wszystkim wyraz błagania… a jednak czai się w nim podejrzenie! Ach, do licha z tymi podejrzeniami! Gdybym chciał o nim rozpowiadać, zrobiłbym to już...
- Alezji podobna jest nieco do góry Gergowii z tego, że się kończy obszernym płaskowzgórzemszczytowym, na którym wznosi się oppidum; jest jednak od Gergowii...
- w swej głowie wymalował, iż potym sztychując ono z rzeczą prawdziwą a widomą, chocia sama w sobie onad rzecz była dziwnie osobna, jednak przeciwko onej...
- w peni zrealizowany ze wzgldu na wybuch U wojny wiatowej, to jednak podstawy prawne posuyy jako dorobek stanowicy punkt wyjcia do prac kontynuatorskich w Polsce...
- Czemu więc płakała? Obawiał się jednak, Ŝe jeśli będzie próbował nalegać, tylko - Nie musi mi pani od razu odpowiadać –uspokoił ją...
- Dorcas wpięła sobie we włosy stokrotkę; kiedy jednak szliśmy wzdłuż kamiennych ścian (ja owinięty szczelnie w mój płaszcz, a tym samym całkowicie...
- aby jednak speniy one swoj profilaktyczn rol, powinny by podane dziecku jeszcze w okresie bezobjawowym, czyli na 2-3 tygodnie przed sezonem pylenia...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Jeśli nie uda mu się znaleźć pomocy dla dziewczynki, to wszystko, co dla niej do tej pory uczynił, poszłoby na marne, nie miałoby sensu. Nie mógł się zatrzymać. Jej rana nie zniosłaby jego niemocy.
Widok jej nagiej skóry za bardzo przypominał mu utraconego syna Rogera. Pomimo męczarni, jakie sprawiał ból, słaniając się, podążał naprzód.
Wtem w oddali usłyszał krzyki ludzi nawołujących kogoś, kto się zgubił. Covenant zatrzymał się gwałtownie, kołysząc się na zesztywniałych nogach, i spróbował rozejrzeć się wokół. Zdawało mu się, że stracił panowanie nad ruchami swej głowy, która kiwała się bezradnie na szyi, tak jakby rozbujał ją ciężar opuchlizny, i Covenant nie był w stanie zwrócić jej w kierunku krzyków.
Dziewczynka zakwiliła żałośnie w jego ramionach:
– Mamusiu. Tatusiu.
Covenant walczył z mrokiem krępującego go bólu, aby wypowiedzieć słowo: „Pomocy”.
Ale z jego ust nie dobył się żaden dźwięk. W końcu zmusił swe struny głosowe do wydania słabego dźwięku:
– Pomóżcie mi.
Nie był on jednak głośniejszy od szeptu.
Covenant drgnął na dźwięk podobny do ochrypłego szlochu, ale nie potrafił powiedzieć, kto go wydał – on czy dziewczynka. Resztką sił, niemal na oślep, wyprostował ramiona, wyciągnął dziecko przed siebie, tak jakby ofiarowywał je owym nawoływaniom.
Po chwili okrzyki przyjęły postać kobiecego głosu i uformowały się w słowa.
– Karen! Nareszcie jest! Tutaj! Och, Karen! Dziecinko! – W ich kierunku zbliżał się odgłos biegnących po liściach i gałęziach stóp; niczym ostrze zimowego wichru tnące z otchłani jego gorączki. W końcu udało mu się dostrzec ludzi. Kobieta zbiegała ze zbocza wzgórza, a pełen trwogi mężczyzna podążał za nią. – Karen! – zawołała kobieta.
Dziecko wyciągnęło ku niej ręce i wyszlochało:
– Mamusiu! Mamusiu!
Sekundę później wyrwano brzemię z ramion Covenanta.
– Karen. Och, dziecinko – lamentowała kobieta tuląc dziecko. – Tak bardzo się baliśmy.
Czemu uciekłaś? Nic ci nie jest? – Nie patrząc na Covenanta, powiedziała: – Gdzie pan ją znalazł? Uciekła tego ranka i zamartwialiśmy się na śmierć. – Tak jakby było potrzebne wyjaśnienie, ciągnęła dalej: – Biwakowaliśmy w tych okolicach. Dave miał wolne w Wielki Piątek i postanowiliśmy wybrać się na biwak. Nie przyszło nam nigdy na myśl, że ona ucieknie.
Mężczyzna dogonił ją i kobieta ponownie zaczęła mówić do dziecka.
– Och, ty niegrzeczna, niegrzeczna dziewczynko. Nic ci nie jest? Niech cię obejrzę.
Dziewczynka nie przestawała szlochać z bólu i ulgi. Kobieta uniosła ją na rękach, aby obejrzeć. Natychmiast spostrzegła opaskę uciskową, opuchliznę i nacięcia. Wydała stłumiony krzyk i po raz pierwszy spojrzała na Covenanta.
– Co się stało? – dopytywała się. – Co jej pan zrobił? – Nagle przerwała. Na jej twarzy pojawił się wyraz przerażenia. Cofnęła się ku mężczyźnie i krzyknęła: – Dave! To ten trędowaty! Ten Covenant!
– Co takiego? – zaparło mu dech w piersiach. Poczuł przypływ słusznego oburzenia. – Ty bękarcie! – wyrzucił z siebie wojowniczo i ruszył w stronę Covenanta.
Covenant pomyślał, że mężczyzna go uderzy; zdawał się czuć już cios nadchodzący ku niemu z wielkiej odległości. Oczekując go, stracił równowagę, zatoczył się do tyłu i usiadł
ciężko. Czerwony ból zalał mu oczy. Gdy odzyskał jasność spojrzenia, z pewnym
zaskoczeniem stwierdził, że nie sypią się na niego razy. Mężczyzna zatrzymał się kilkanaście stóp od niego; stał z zaciśniętymi pięściami, starając się nie okazać, iż bał się podejść bliżej.
Covenant usiłował przemówić, wyjaśnić, że dziecko nadal potrzebuje pomocy, ale minęła długa, ogłuszająca chwila, nim był w stanie wydusić z siebie słowa. Wówczas powiedział
tonem, który zupełnie nie pasował do jego wyglądu i tego, jak się czuł:
– Ukąszenie węża. Grzechotnik. Pomóżcie jej.