wać w raportach...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- 600Programowanie w Access 2000Ogólne informacje dotycz¹ce poszczególnych sekcji raportu znajduj¹ siê we i wbudowanej pomocy w aplikacji Microsoft...
- Raporty płatności...
- też zderzać się z kapłanami, jako przedstawicielami kultów regionalnych...
- podlega karze grzywny albo karze nagany...
- the self...
- - Zaryzykujmy jeszcze raz - zaproponował Yarber, zanim pozostali zdążyli o tym pomyśleć...
- komisji przynajmniej połowa członków musi się rekrutować ze współpracowników Komisarjatu handlu zagranicznego...
- Marek Aureliusz cytaty Marek Aureliusz...
- George wziął mnie za ramię i poprowadził przez hali do bawialni...
- wał swój triumf...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ale to wymagało czasu i stosownej ostrożności.
LePic odwrócił się ponownie ku holomapie, obserwując zielony koralik przedstawia-
jący krążownik liniowy Tepes. I starannie stłumił westchnienie, oceniając nastrój panu-
jący w pomieszczeniu. Co prawda doświadczeni oficerowie potrafili dobrze ukrywać
swe uczucia za kamiennymi minami i formalnym zachowaniem, ale w ciągu ostatnich
sześciu lat nabrał pewnej wprawy w czytaniu mowy ciała i innych subtelności jak ton
głosu czy raczej jego brak. To, co wyczuł teraz, napełniło go smutkiem, ale był na tyle
uczciwy, iż przyznał sam przed sobą, że tego właśnie się spodziewał. Smutne i zarazem
uzasadnione było to, że prawie wszyscy obecni czuli strach i obrzydzenie w stosunku
do gościa. Ci, którzy nie podzielali obrzydzenia, czuli strach i nienawiść. I to w stosun-
ku do członka Komitetu Bezpieczeństwa Publicznego.
* * *
Była niższa, niż sądził.
Tak prozaiczna nuta we własnej obserwacji zaskoczyła eismana, było to bowiem
pierwsze wrażenie, gdy Cordelia Ransom weszła do jego gabinetu. Wydało mu się to
180
181
w jakiś sposób... niewłaściwe, że w takim momencie uderzyło go coś tak trywialnego.
Niemniej była to prawda, i ukrywając starannie zaskoczenie, gdy wstał na jej powita-
nie, uzmysłowił sobie, że jest to wbrew pierwszej ocenie całkiem istotne. Po nagraniach
i przekazach na żywo spodziewał się kogoś przynajmniej o dziesięć centymetrów wyż-
szego, a stworzenie takiego wrażenia musiało wymagać starannej pracy kamer i obrób-
ki materiału przed emisją. Nie było to trudne, ale równocześnie nie mógł to być przy-
padek. Skoro więc poleciła wykonywanie takiego zabiegu, musiało być to dla niej istot-
ne. A to już sporo mówiło o charakterze i psychice...
Oczy miała błękitne, acz nieco ciemniejsze niż on. I znacznie bardziej zimne
oraz pozbawione wyrazu niż wyglądały w holowizji, ale tego akurat się spodziewał.
Przypominały oczy węża. Niewielką satysfakcję sprawiło mu, że słusznie odgadł moty-
wy, dla których Ransom sięgnęła po władzę.
W ślad za nią weszło dwóch masywnych ochroniarzy ubranych po cywilnemu i przy-
wodzących na myśl ziemskie goryle. eisman gotów był się założyć o każdą kwotę, że
zostali wybrani z uwagi na masę mięśni, nie sprawność mózgu, co potwierdzały twa-
rze nawet nie tęskniące za inteligencją, gdyż było to dla nich obce słowo. Obaj zacho-
wywali się niczym doskonale wytresowane i celowo pozbawione wyobraźni neorotwa-
ilery. Rozejrzeli się, jeden stanął przy drzwiach, drugi przeszedł przez gabinet do drzwi
prowadzących do łazienki, otworzył je, obrzucił aseptycznie wręcz czyste pomieszcze-
nie szybkim spojrzeniem, zamknął drzwi i wrócił do towarzysza. Obaj zamarli, flanku-
jąc drzwi. Przez całą operację nie zamienili słowa, za to widać było, że są gotowi użyć
broni na każdy znak. Rozpięte marynarki miały pod lewymi pachami specyficzne wy-
brzuszenia jednoznacznie wskazujące, gdzie noszą broń.
eisman doszedł do wniosku, że porównanie z gorylami jest obraźliwe.
Dla goryli.
— Witam w systemie Barnett — powiedział, wstając, gdy ochroniarze znieruchomie-
li. — Mam nadzieję, że wizyta będzie udana.
— Dziękuję, towarzyszu admirale — odparła, podając mu dłoń.
Okazała się dziwnie ciepła i delikatna — eisman podświadomie oczekiwał zimnej
i przypominającej szpon kończyny, ale zdołał nie okazać zaskoczenia. Uśmiechnęła się
do niego, co było błędem, jeśli próbowała go oczarować — była atrakcyjną kobietą, ale
widok pozbawionych jakiegokolwiek wyrazu oczu i białych, doskonałych zębów odsło-
niętych przy tej okazji przywiódł mu na myśl thalasiańskiego megarekina.
— Proszę się do mnie zwracać „towarzyszko sekretarz” — poleciła. — Tak będzie