– Szybka chromatografia cieczowa...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- EXT REF1 SELECT lub 1106 EXT REF2 SELECT – na COMM, COMM+AI1 lub COMM*AI1...
- choćbyÅ› i mnie miaÅ‚ waszmość tak pochlastać, zawszeć winszujÄ™, winszujÄ™! – Et, dalibyÅ›cie sobie waszmoÅ›ciowie pokój; bo w rzeczy nie macie siÄ™...
- znalazÅ‚ i któż zarÄ™czy, czy jÄ… znajdzie? – Prawda jest! Ale gdy Bóg go przez nasze rÄ™ce od Bohuna uwolniÅ‚ i przez tyle niebezpieczeÅ„stw, przez...
- Po prawej, najbliżej Å›ciany hangaru, staÅ‚y bok w bok nowiutkie Gromy i BÅ‚yskawice – nieco mniejsze wozy bojowe przystosowane do przewozu piechoty...
- «Dlaczego wiÄ™c oÅ›miela siÄ™ podejść do kapÅ‚ana za pierwszym razem, kiedy jest caÅ‚kiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć siÄ™ nawet do...
- Polecenie traceroute zwykle jest wykorzystywane w ten sposób, jak polecenie ping – jako parametr należy podać nazwÄ™ hosta docelowego...
- Krzysztof przetarÅ‚ palcami oczy i powtórzyÅ‚ bezdźwiÄ™cznym gÅ‚osem: – Precz, precz, zabierzcie stÄ…d tego czÅ‚owieka...
- • skrzynia biegów, dÅ‚uga – ponieważ jest wiele szybkich partii (Å‚uki, czasami proste), na których to wÅ‚aÅ›nie dużą prÄ™dkoÅ›ciÄ… można sporo...
- Czemu wiÄ™c pÅ‚akaÅ‚a? ObawiaÅ‚ siÄ™ jednak, Åœe jeÅ›li bÄ™dzie próbowaÅ‚ nalegać, tylko - Nie musi mi pani od razu odpowiadać –uspokoiÅ‚ jÄ…...
- – Zabierzesz stÄ…d te akta, zrobisz gdzieÅ› kopie, rozeÅ›lesz część do przyjaciół i znajomych rozrzuconych możliwie po caÅ‚ych Stanach, a resztÄ™ ukryjesz,...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
– WÅ‚aÅ›nie. Dzwonili do mnie z laboratorium szpitalnego. Wyniki sÄ… pozytywne.
Dvorak zamarł, lecz natychmiast zmusił palce do szycia, do zamknięcia pustej klatki piersiowej. Czy Alpren to zauważył?
– Ta chromatografia, co to jest? Dvorak nie odrywaÅ‚ wzroku od zwÅ‚ok.
– To badanie na obecność 7-hydroksywarfaryny.
– A ta 7-hydroksy...?
– To metabolik warfaryny.
– A ten metabolik?
Dvorak zacisnął węzeł i sięgnął po następny kawałek nici.
– Substancja, która wpÅ‚ywa na krzepniÄ™cie krwi. Może wywoÅ‚ać rozlegÅ‚e siniaki. Albo krwotok.
– W mózgu też? Jak u pani Harper? Dvorak znów znieruchomiaÅ‚.
– Tak. Obecność warfaryny wyjaÅ›niÅ‚aby również pochodzenie siniaków na jej nogach.
– I dlatego zleciÅ‚ pan to badanie?
– Doktor Steinglass poinformowaÅ‚ mnie o zÅ‚ych wynikach krzepniÄ™cia krwi. JednÄ… z logicznych diagnoz jest zatrucie warfarynÄ….
Alpren cały czas pilnie notował.
– Jak można tÄ™ warfarynÄ™ zdobyć?
– Jest skÅ‚adnikiem niektórych trucizn na szczury.
– WykrwawiajÄ… siÄ™ po niej na Å›mierć?
– JakiÅ› czas to trwa, ale tak, w koÅ„cu dostajÄ… krwotoku wewnÄ™trznego i zdychajÄ….
– Przyjemny obrazek. Ta warfaryna... Jak jeszcze można jÄ… zdobyć?
Dvorak przerwał pracę. Nie chciał z nim rozmawiać, nie chciał rozważać wynikających z tej rozmowy konsekwencji.
– Można jÄ… dostać na receptÄ™ jako lekarstwo o nazwie coumadin. Stosuje siÄ™ je przy obniżaniu krzepliwoÅ›ci krwi.
– WydajÄ… je tylko na receptÄ™?
– Tak.
– ReceptÄ™ musi wypisać lekarz, potem idzie siÄ™ z niÄ… do apteki.
– Tak.
Alpren notował jeszcze szybciej.
– No to bÄ™dÄ™ miaÅ‚ trochÄ™ roboty.
– To znaczy?
– Apteki. Kto kupowaÅ‚ coumadin i kto go komu przepisywaÅ‚.
– Coumadin przepisuje wielu lekarzy.
– Mnie interesuje tylko jeden: doktor Harper. Dvorak odÅ‚ożyÅ‚ igÅ‚Ä™.
– Dlaczego tylko ona? Dlaczego nie opiekunka jej matki?
– Jane Nolan ma nienagannÄ… opiniÄ™. RozmawialiÅ›my z jej trzema ostatnimi pracodawcami. I niech pan nie zapomina, że to ona powiadomiÅ‚a nas o sprawie.
– Może po to, żeby ratować wÅ‚asny tyÅ‚ek?
– Niech pan spojrzy na to z punktu widzenia doktor Harper. Jest Å‚adnÄ… kobietÄ…, ale nie ma męża. Nie ma rodziny. Prawdopodobnie z nikim siÄ™ nie umawia. UgrzÄ™zÅ‚a ze zdziecinniaÅ‚Ä… matkÄ…, która nie chce umrzeć. Zawala coÅ› w pracy, przeżywa coraz wiÄ™kszy stres...
– I dlatego próbuje jÄ… zamordować? – Dvorak pokrÄ™ciÅ‚ gÅ‚owÄ….
– Zasada numer jeden: zaczynaj od najbliższej rodziny. Dvorak zacisnÄ…Å‚ ostatni wÄ™zeÅ‚ i uciÄ…Å‚ nić.
Alpren zerknął na zszyty tors i jęknął z odrazą.
– Chryste. Frankenstein.
– Nic nie bÄ™dzie widać, naÅ‚ożą mu garnitur. W trumnie nawet żebrak ma prawo do dystyngowanego wyglÄ…du. – Dvorak zdjÄ…Å‚ fartuch, Å›ciÄ…gnÄ…Å‚ rÄ™kawiczki i odkrÄ™ciÅ‚ kurek nad zlewem. – A zatrucie przypadkowe? – rzuciÅ‚. – Matka ma Alzheimera. Nie wiadomo, co mogÅ‚a wziąć do ust. JeÅ›li w domu byÅ‚a trucizna...
– KtórÄ… usÅ‚użna córeczka zostawiÅ‚a na widoku, żeby mamusia mogÅ‚a jÄ… znaleźć? SÅ‚usznie.
Dvorak mył ręce.
– To ciekawe, że doktor Harper nie chce rozmawiać ze mnÄ… bez adwokata – powiedziaÅ‚ Alpren.
– Nie ma w tym nic podejrzanego, to oznaka inteligencji.
– Tak, ale... To trochÄ™ dziwne.
Dvorak wytarÅ‚ rÄ™ce. Nie patrzyÅ‚ na Alprena, nie Å›miaÅ‚. Nie powinienem komentować przebiegu Å›ledztwa – myÅ›laÅ‚. Nie zachowujÄ™ obiektywizmu. Nie mam serca do badania dowodów rzeczowych w sprawie karnej przeciwko Toby. A to wÅ‚aÅ›nie powinien robić, na tym polegaÅ‚a jego praca. Na badaniu dowodów. Na wyciÄ…ganiu logicznych wniosków.
Tymczasem wymowa dowodów rzeczowych bardzo mu się nie podobała.
Staruszkę najwyraźniej otruto. Przypadkowo czy z rozmysłem, trudno stwierdzić, przynajmniej na razie. Nie wierzył, by mogła to zrobić Toby. Nie wierzył, czy po prostu nie chciał uwierzyć? Pociągała go i dlatego stracił cały obiektywizm?
Chciał do niej zadzwonić i cały wieczór walczył z pokusą. Dwa razy podnosił słuchawkę, ale ją odkładał, tłumacząc sobie, że nie ma prawa omawiać dowodów rzeczowych z podejrzaną. Rano ona próbowała się do niego dodzwonić. Uprzedził sekretarkę, zabronił jej łączyć Toby. Czuł się przez to obrzydliwie, lecz nie miał wyboru. Toby nie miała przyjaciół, była bezradna i bezbronna, ale nie mógł jej pocieszyć.
Po wyjściu Alprena uciekł do laboratorium. Na kontuarze czekały pudełka z preparatami do analizy. Była to praca spokojna i samotna; Dvorak się z tego cieszył. Przez godzinę pochylał się nad mikroskopem, na godzinę odciął się od świata, pogrążony w zupełnej ciszy, którą przerywał tylko brzęk odkładanych szkiełek. Przypominał pustelnika w celi. Zwykle lubił pracę w samotności, ale tego dnia czuł się podle i trudno mu było się skupić.
Spojrzał na swój palec, na maleńką bliznę po skaleczeniu skalpelem. Przypomniała mu, że on też jest śmiertelny, po raz kolejny mu uświadomiła, że nawet trywialne zdarzenie może prowadzić do katastrofy. Wystarczy, że za wcześnie wejdzie na jezdnię. Że złapie wcześniejszy samolot. Że wypali ostatniego papierosa przed pójściem spać. Widmo śmierci nie znika, zawsze wyczekuje okazji. Patrzył na bliznę, wyobrażając sobie, jak obumierają jego neurony wiedzione ku samozagładzie przez stado wrogich prionów.
Nie mógł temu zaradzić. Mógł tylko czekać i wypatrywać symptomów. Rok, najwyżej dwa lata. Dopiero wtedy się od tego uwolni. Dopiero wtedy odżyje.