W środku półkola, utworzonego przez tłum najróżniejszych dziwnych istot, stał Aslan...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- Istotne jest, iż te dokumenty obejmują okres wykraczający poza ramyczasowe działania obecnego Parlamentu, a tym samym poza okres sprawowania władzy przez...
- Chciałabym mękę waszej pracy pić przez rurkę, jak komar krew hipopotama - o ile to możli-we w ogóle - i przemieniać na moje idejki, takie piękne, takie motylki,...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- ver appetebat, cum Hannibal exhibernis movit; c) cum explicati-vum lub coincidens = gdy, skoro,przez to, e (z tyme trybem i cza-sem, jaki jest w zdaniu...
- czstki (przed zmierzeniem jej cech), ktra nie znajduje si nigdziew przestrzeni i czasie? Jeli za jeden obiekt uwaa to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Odwrci si tyem do wiata reflektora i osaniajc oczy przed blaskiem bijcym mu spod ng, sprbowa zajrze w krysztaow gbin jak przez ld, ktry skuwa jezioro...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- 2asmienia jednostki czy dominacji nad ni, lecz w celu ochrony praw zagroonych przez inne instytucje spoeczne: Jednym z najtrudniejszych aspektw spoecznego...
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Były tam nimfy leśne i nimfy wodne (driady i najady, jak je zwą w naszym świecie) z instrumentami przypominającymi harfy: to właśnie spod ich palców płynęła owa słodka muzyka. Były tam również cztery wielkie centaury; od pasa w dół przypominały rosłe konie używane na angielskich farmach, od pasa w górę — groźne, lecz wspaniale olbrzymy. Był tam również jednorożec, byk z głową mężczyzny, i pelikan, i orzeł, i wielki pies. Tuż obok Aslana stały dwa leopardy; jeden trzymał koronę, drugi sztandar.
Jeżeli chodzi o samego Aslana, to ani dzieci, ani bobry nie wiedziały, co zrobić lub co powiedzieć, kiedy go zobaczyły. Temu, kto nigdy nie był w Narnii, trudno pojąć, że coś może być jednocześnie i dobre, i groźne. A jeśli dzieci nigdy by w to nie uwierzyły, to teraz były wyleczone ze swojej niewiary. Kiedy spojrzały na twarz Aslana, dostrzegły tylko błysk złotej grzywy i jego wielkie, królewskie, poważne i przenikliwe oczy. Trwało to krótko, bo każde z nich zdało sobie szybko sprawę z tego, że nie może patrzyć w te oczy. Ogarnął je dziwny lęk.
— No, dalej — szepnął pan Bóbr.
— Nie — szepnął w odpowiedzi Piotr. — Pan najpierw.
— Nie, Synowie Adama przed zwierzętami — wyszeptał znowu pan Bóbr.
— Zuzanno — Piotr zwrócił się po cichu do siostry — może ty? Panie mają pierwszeństwo.
— Nie, ty jesteś najstarszy — odpowiedziała. I oczywiście im dłużej to trwało, tym bardziej czuli się zmieszani. Wreszcie Piotr zrozumiał, że to jednak jego chwila. Wydobył miecz z pochwy, podniósł go w geście pozdrowienia, wycedził przez zęby do reszty: „Dalej! Razem naprzód!", podszedł do Lwa i powiedział:
— Przyszliśmy, Aslanie!
— Witaj, Piotrze, Synu Adama — odpowiedział Aslan. — Witajcie, Zuzanno i Łucjo, Córki Ewy! Witajcie, Bobrowie!
Jego głos był głęboki i bogaty i w jakiś sposób napełnił ich spokojem. Już nie czuli zakłopotania i lęku, kiedy tak stali przed nim i nic nie mówili.
— Ale gdzie jest czwarty? — zapytał Aslan.
— Próbował ich zdradzić i przeszedł na stronę Białej Czarownicy, Aslanie — powiedział pan Bóbr.
I wtedy coś kazało Piotrowi powiedzieć:
— To częściowo moja wina, Aslanie. Byłem zły na niego i myślę, że to go popchnęło w niedobrą stronę.
A Aslan nie powiedział nic, aby Piotra oskarżyć lub potępić, lecz tylko stał, patrząc na niego swoimi wielkimi, nieruchomymi oczami. I wszyscy odczuli, że nie ma tu już nic więcej do powiedzenia.
— Aslanie, proszę cię bardzo — powiedziała nagle Łucja — czy nie można nic uczynić, aby uratować Edmunda?
— Wszystko zostanie uczynione — powiedział Aslan — chociaż może się to okazać cięższe, niż ci się zdaje. — I znowu zamilkł na jakiś czas. Aż do tej chwili wydawał się Łucji przede wszystkim niezwykle królewski, silny i pełen spokoju; teraz pomyślała, że jest również z jakiegoś powodu smutny. Ale w chwilę potem to wrażenie minęło. Lew wstrząsnął grzywą, klasnął w przednie łapy („Cóż to za straszne łapy — pomyślała Łucja — dobrze chociaż, że ma schowane pazury") i powiedział:
— Ale tymczasem przygotujmy się do uczty. Panie niech zaprowadzą Córki Ewy do namiotu i pomogą im we wszystkim.
Kiedy dziewczynki odeszły, Aslan położył łapę na ramieniu Piotra (pazury miał oczywiście głęboko ukryte, ale chłopiec ugiął się pod jej ciężarem).
— Chodź ze mną, Synu Adama. Pokażę ci z oddali zamek, który będzie twoją królewską siedzibą.
Poszli ku wschodniemu brzegowi szczytu — Piotr wciąż z mieczem w dłoni — skąd rozciągał się wspaniały widok. Słońce zachodziło za ich plecami i cała kraina u ich stóp zalana była jego czerwonozłotym światłem: lasy, wzgórza, doliny i — wijąca się jak srebrny wąż — wielka rzeka. A daleko, daleko, poza tym wszystkim, było morze, a za morzem niebo pełne różowiejących już obłoków. A tam, gdzie kraina Narnii graniczyła z morzem, u ujścia wielkiej rzeki, jaśniało coś złociście na niewielkim wzgórzu. Był to zamek, a blask pochodził z odbicia promieni słonecznych w jego oknach, lecz Piotrowi wydało się, że to wielka gwiazda, spoczywająca na morskim brzegu.
— Oto, Synu Adama — odezwał się Aslan — Ker-Paravel czterech tronów. Na jednym z nich ty masz zasiąść jako król. Pokazuję ci to, bo jesteś pierworodnym z całego rodzeństwa i jako ten będziesz Wielkim Królem, władcą nad innymi.
I tym razem Piotr nic na to nie odpowiedział, ponieważ nagle rozległ się dziwny głos przypominający dźwięk trąbki, choć o wiele od niego bogatszy.
— To róg twojej siostry — powiedział Aslan niskim głosem, tak niskim, że można by go właściwie nazwać mruczeniem, jeśliby to nie miało oznaczać braku szacunku wobec Lwa.
W pierwszej chwili Piotr nie zrozumiał, o co chodzi. Potem, gdy zobaczył innych, biegnących ze wszystkich stron, i usłyszał ryk Aslana: „Do tyłu! Niech książę zdobędzie swe ostrogi!", wreszcie zrozumiał i zaczął biec, jak tylko mógł najszybciej, do namiotu. A tam zobaczył straszną scenę.
Najady i driady rozpierzchły się we wszystkie strony. Łucja biegła ku niemu, ile tylko miała sił w krótkich nóżkach, a jej twarz była biała jak papier. Potem zobaczył Zuzannę, jak wyskakuje z namiotu, biegnie do najbliższego drzewa, chwyta się jednej z niższych gałęzi i podciąga do góry. Za nią pędziła jakaś olbrzymia szara bestia. Najpierw wydawało mu się, że to niedźwiedź. Potem stwierdził, że zwierzę przypomina bardziej owczarka alzackiego, tyle że było o wiele za duże jak na psa. Wreszcie zrozumiał, że to wilk, stojący już teraz na dwu łapach, przednimi oparty o pień drzewa, warczący i kłapiący zębami, z sierścią zjeżoną na karku. Jedna ze stóp Zuzanny zwisała zaledwie o kilkanaście centymetrów od jego rozwartej paszczy. Piotr zastanawiał się przez moment, dlaczego jego siostra nie wspina się wyżej lub przynajmniej nie podciągnie nóg, zaraz jednak zrozumiał, że była bliska omdlenia. Oznaczało to, że za chwilę spadnie — prosto na tę wściekłą bestię.