- Tylko jeden, dzięki Światłości - powiedziała Amys...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Czy to ojczyzna moze byc kiedyniekiedy, byc i nie byc na przemian? Ojczyzna moze byc tylko kraj stanowiacy nieprzerwalnie teren historyczny narodu, i to teren centralny...
- Najczęściej wolno ci tylko kopiować pliki z serwera, ale często możesz także kopiować własne pliki na serwer do specjalnie w tym celu utworzonego katalogu...
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie majÄ… w miarÄ™ rozwiniÄ™ty przemysÅ‚ – dodaÅ‚ po chwili – bÄ™dziemy musieli sprawić sobie trochÄ™ odtylcowych...
- Już dawniej kilka razy udało mi się wślizgnąć między Żydów pracujących we dnie poza gettem; kontrola nie była ścisła, chyba tylko wariat pchałby...
- — Siadaj, chÅ‚opaku — powiedziaÅ‚ dowódca...
- – Zgadzam siÄ™ – powiedziaÅ‚a nie ociÄ…gajÄ…c siÄ™ Colette...
- — Tego kuÅ›nierza mogÅ‚abyÅ› lepiej pamiÄ™tać, skoro zetknęłaÅ› siÄ™ z nim osobiÅ›cie — powiedziaÅ‚am z niezadowoleniem i naganÄ…...
- — Chce pan powiedzieć, że rurÄ™ zaÅ‚ożono, kiedy nie byÅ‚o jeszcze krateru ani tego wÄ…wozu? — spytaÅ‚em...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Jestem jednak zaskoczona.
- Były dwa - poinformował ją Rand. - Ja... zniszczyłem tego drugiego.
Skąd ta niepewność w głosie? Tylko dlatego, że Moiraine powiedziała mu o ogniu stosu? Broń taka sama jak każda inna.
- Gdyby Aviendha nie zabiła tego tutaj, mógł mnie dopaść.
- Czułyśmy, jak przenosiła, i dlatego tu jesteśmy - powiedziała Egwene, oglądając go od stóp do głów. Początkowo uznał, że szuka ran, ale potem zobaczył, że ze szczególną uwagą wpatruje się w jego skarpetki, potem zaś przenosi wzrok na namiot, gdzie w szczelinie między klapą a ścianką widniało światło. - Znowu ją zdenerwowałeś, czy tak? Uratowała ci życie, a ty... Mężczyźni!
Z niesmakiem potrząsając głową, przeszła obok niego i wsunęła się do wnętrza namiotu. Słyszał ciche głosy, ale nie potrafił odróżnić słów.
Melaine szarpnęła lekko krawędź swego szala.
- Jeśli nie potrzebujesz nas, to pójdziemy zobaczyć, co się dzieje tam w dole. - Odeszła, nie czekając nawet na pozostałe.
Gdy wreszcie ruszyły za nią, Bair paplała do Amys.
- Zakład, kogo sprawdzi najpierw? Mój ametystowy naszyjnik, który tak ci się podoba, przeciwko tej twojej szafirowej bransolecie?
- Zgoda. Ja wybieram DorindhÄ™.
Starsza Mądra zachichotała.
- W jej oczach wciąż odbija się Bael. Pierwsza siostra to pierwsza siostra, ale nowy mąż...
Ich głosy ścichły w oddali, a on pochylił się ponownie nad klapą namiotu. Wciąż nie słyszał, co mówią, chyba że przyłożyłby ucho do szczeliny, ale na to nie było go stać. Z pewnością skoro Egwene weszła do środka, Aviendha już się przykryła. Z drugiej zaś strony, Egwene do tego stopnia przyjęła obyczaje Aielów, iż równie dobrze sama mogła się rozebrać.
Cichy szelest pantofli zapowiedział przybycie Moiraine i Lana. Rand wyprostował się. Chociaż słyszał już ich oddechy, buty Strażnika nadal prawie nie wydawały dźwięku. Włosy Moiraine opadały jej na twarz; włożyła ciemną szatę, jedwabie połyskujące w księżycowej poświacie. Lan był całkowicie ubrany, uzbrojony, otulony w ten swój płaszcz, w którym stawał się częścią nocy. Szczęk walki zamierał na wzgórzach poniżej miejsca, gdzie stali.
- Zaskoczony jestem, że nie pojawiłaś się wcześniej, Moiraine. - W głosie miał chłód, ale lepiej, że dotyczyło to głosu, a nie ciała. Wciąż nie puszczał saidina, walczył z nim, przenikliwy ziąb nocy zdawał się czymś odległym. Był go świadom, świadom każdego włoska na swoich przedramionach jeżącego się z zimna pod rękawami koszuli, ale sam chłód nie miał doń dostępu. - Zwykle przychodzisz, by mnie chronić, ledwie wyczujesz kłopoty.
- Nie mam zwyczaju wyjaśniać wszystkiego, co robię i czego nie robię. - Jej głos był tajemniczy i opanowany jak zawsze, jednak nawet w świetle księżyca Rand mógłby niemalże przysiąc, że się zarumieniła. Lan wyglądał na zmartwionego, choć w jego przypadku trudno było coś orzec z całą pewnością. - Nie mogę cię zawsze prowadzić za rękę. W końcu będziesz musiał pójść sam.
- Zrobiłem to dzisiejszej nocy, nieprawdaż? - Zakłopotanie przemknęło po powierzchni Pustki, zabrzmiało to tak. jakby sam wszystkiego dokonał, natychmiast więc dodał: Aviendha niemalże zdjęła tamtego z mych pleców.
Płomienie palącego się ciała Draghkara powoli dogasały.
- A więc ona tu była - spokojnie odpowiedziała Moiraine. - Nie potrzebowałeś mnie.