sze części ciała...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- − obciążenie częściowe − przód 0,22 MPa − tył 0,22 MPa − obciążenie całkowite − przód 0,25 MPa −...
- Punktem wyjcia w analizie wspomnianego splotu uwarunkowa jest zmiana pozycji kobiety tn skujtek jej aktywizacji zawodowej poza dolmem i przejcia czci ciairw...
- części doradców odrzucających z założenia jakiekolwiek argumenty wskazujące na specyfikę krajów posocjalistycznych (jako grupy) oraz wielkie różnice...
- Cała czwórka spędziła wieczór, pracując w części konferencyjnej apartamentu Donovana i Kate, przy jedzeniu przyniesionym przez obsługę...
- Z początku wcale o nich nie myślał, potem, gdy mu coraz częściej wpadały w oczy lub pod rękę, zaczął doświadczać wyrzutów sumienia...
- Za czym Tristan ukląkł i odarł ze skóry jelenia, nim go poćwiartował; następnie pociął zwierzę na części, zostawiając, jak się godzi, kręgosłup...
- 945jeeli wykonanie jej uniemoliwioby w caoci lub w czci zadouczynienie roszczeniu osoby trzeciej z poprzednio zawartej umowy...
- Nie tylko prawdopodobne, ale wręcz pewne jest to, że Dick nie zna ani intencji swojej nieświadomej części, ani nowych możliwości...
- tajna wladza swiata Agresywna infekcja streptokokowa…daje o sobie znać we wszyskich zainfekowanych częściach społeczeństwa...
- Słońce, czerwone i rozedrgane po całym dniu żaru, wisiało nad zachodnią częścią mia- sta...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
─ Niechaj będą błogosławione moje oczy, sir! Jakim cudem wy znaleźliście się tutaj znowu,
jeśli się nie mylę? ─ zapytał mały człowieczek, tak samo zdumiony Kioim jak ja jego wido-
kiem.
─ Samie, to wy? Skąd wzięliście się tu w bramie? Widniałem na własne oczy, jak odjeżdża-
liście!
─ Odjeżdżałem? Dziękuję za taką jazdę, sir! Głupia bestia, na którą wsiadłem, najpierw nie
chciała ruszyć z miejsca, a potem tak trzęsła swoimi starymi kośćmi, że moje byłyby się roz-
sypały, gdybym nie zsiadł i nie przepędził jej na sto wiatrów. Potem przyczołgałem się z po-
wrotem, hi! hi! hi! Pomyślałem sobie, że wszyscy czerwonoskórzy niewątpliwie wyruszyli za
wami i opróżnili „warownię”, jak mi się zdawało. Tak też było istotnie. Pewnie się mocno
zdziwili, powróciwszy tutaj. Najbardziej interesujące musiały być ich miny, hi, hi, hi! Ale
skądżeście wzięli żOldaków, sir?
─ Trzeba się dopiero dowiedzieć, jaki zamiar sprowadza ich właśnie w samą porę w te odle-
głe strony. Uważam ich nagłe ukazanie się wprost za cud, nawet muszę przyznać, że właści-
wie to oni nas ocalili.
─ Ja tego nie powiem. Old Shatterhand, Winnetou i Sam Hawkens to ludzie, którzy potrafią
się sami ocalić. Ale dragoni nadeszli rzeczywiście w dobrej chwili, aby tym Ponkom dać na-
uczkę na długi czas. Czy sądzicie, że powinniśmy pojechać za nimi?
─ Po co? Oni i bez nas uporają się z Indianami. Winnetou widocznie także jest tego zdania,
bo pojechał z Harry'm do „zamku”. Pojedźmy i my tam, aby zająć się naszymi poległymi.
Kiedy, minąwszy bramę, dostaliśmy się do owej nieszczęsnej kotliny i rzuciliśmy okiem ku
miejscu, na którym wczoraj wrzała walka, zobaczyliśmy Winnetou i Harry'ego pochylonych
nad zwłokami Old Firehanda. Harry płacząc trzymał głowę swego ojca na kolanach, Apacz
zaś badał ranę postrzałową. Właśnie w chwili naszego nadejścia rozległ się jego okrzyk:
─ Uff, uff, ufif! Jeszcze nie umarł! Żyje!
Słowa te zelektryzowały nas po prostu, a Harry krzyknął głośno z radości. Pomogliśmy
oczywiście Apaczowi w jego usiłowaniach, a niebawem Old Firehand otworzył oczy. Poznał
nas, uśmiechnął się nieznacznie do syna, ale mówić nie mógł.
Wkrótce potem znowu strącał przytomność. Ja także go zbadałem. Kula trafiła w pierś,
przebiła po prawej stronie płuca i wyleciała pod łopatką. Rana była ciężka, połączona z wiel-
ką utratą krwi, Ale mimo iż chory odniósł niedawno poważne uszkodzenia podczas walki w
obronie pociągu, zgodziłem się z zapatrywaniem Apacza, że ranny dzięki swej niezmiernie
silnej naturze i przy niezwykle uważnej opiece będzie mógł wrócić do zdrowia. Opatrzyliśmy
go wedle wypróbowanej metody Winnetou i przygotowaliśmy mu doskonałe łoże, na ile po-
zwalały miejsce i okoliczności.
Następnie pomyśleliśmy o sobie. Nikt z nas nie wyszedł bez szwanku, połataliśmy się więc
wzajemnie, jak było można. Reszta towarzyszy przypłaciła lekkomyślność śmiercią.
Około południa nadjechali dragoni, którzy przegnali Ponków zupełnie, nie utraciwszy przy
tym ani jednego ze swoich. Od dowodzącego oficera dowiedzieliśmy się, że nie zjawili się tu
przypadkiem. Przeciwnie, dowódca usłyszawszy o zamiarze wykolejenia pociągu przez Pon-
ków, postanowił ukarać ich za to natychmiast, Wyruszył do nich czym prędzej, a na wieść o
ich wojennej wyprawie odwetowej podążył ich śladem. Dragoni zostali z nami w dolinie
przez trzy dni, aby pochować naszych zmarłych i dać koniom wypocząć. Oficer zaś zaprosił
nas do fortu Rondall, skoro tylko będzie można przewieźć Old Firehanda, wyjaśniając zara-
zem, że jakkolwiek chory nie znajdzie tam może większej pieczołowitości, to jednak lekarska
opieka jest niewątpliwie lepsza. Oczywiście przyjęliśmy z wdzięcznością jego zaproszenie.
Sam Hawkens przejął się do głębi śmiercią Dicka Stonek i Willa Parkera. Zapewniał też
wielokrotnie, że zastrzeli bez miłosierdzia każdego spotkanego Ponka. Ja jednak i ten wypa-
dek oceniłem inaczej. Paranoh był białym. Moje dawne przekonanie, że Indianin tylko pod
wpływem bladych twarzy stał się tym, czym jest dzisiaj, znalazło jeszcze jedno smutne po-
twierdzenie.
ROZDZIAŁ VII
P E D L A R28
W trzy miesiące po ostatnio opisanych wypadkach, których skutki pomimo upływu długiego
czasu jeszcze nie przeminęły, spełniła się nadzieja ocalenia Old Firehanda. Rekonwalescencja
jego postępowała jednak bardzo powoli. Z powodu wielkiego osłabienia nie mógł jeszcze
wstawać wobec tego musieliśmy porzucić pierwotny zamiar przeniesienia go do fortu i za-
trzymaliśmy go w „warowni” aż do zupełnego powrotu do zdrowia. Przekonaliśmy się zresz-
tą, że tutaj miał dostateczną opiekę.
Rana Harry'ego okazała się na szczęście niegroźna. Winnetou był poraniony na całym ciele,
ale niebezpieczeństwa również nie było, dzięki czemu i jego rany zabliźniły się niebawem
prawie zupełnie. Moje szramy i pchnięcia, które otrzymałem, były także bez znaczenia. Bo-
lały wprawdzie przy dotknięciu, ale na ból byłem zahartowany jak Indianin. Najlepiej wy-
szedł ze wszystkiego Sam Hawkens, bo doznał tylko kilku stłuczeń, niegodnych wzmianki.
Z góry już przewidywaliśmy, że Old Firehand nawet po zupełnym wyzdrowieniu będzie