porozumiewawczo skinął Halley’owi, wmieszał się w tłum i niezauważony przez Lucy opuścił statek...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- Istotne jest, iż te dokumenty obejmują okres wykraczający poza ramyczasowe działania obecnego Parlamentu, a tym samym poza okres sprawowania władzy przez...
- Chciałabym mękę waszej pracy pić przez rurkę, jak komar krew hipopotama - o ile to możli-we w ogóle - i przemieniać na moje idejki, takie piękne, takie motylki,...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- ver appetebat, cum Hannibal exhibernis movit; c) cum explicati-vum lub coincidens = gdy, skoro,przez to, e (z tyme trybem i cza-sem, jaki jest w zdaniu...
- czstki (przed zmierzeniem jej cech), ktra nie znajduje si nigdziew przestrzeni i czasie? Jeli za jeden obiekt uwaa to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Odwrci si tyem do wiata reflektora i osaniajc oczy przed blaskiem bijcym mu spod ng, sprbowa zajrze w krysztaow gbin jak przez ld, ktry skuwa jezioro...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- 2asmienia jednostki czy dominacji nad ni, lecz w celu ochrony praw zagroonych przez inne instytucje spoeczne: Jednym z najtrudniejszych aspektw spoecznego...
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Skoro statek odbił od brzegu, rozczarowana Murzynka wróciła na miejsce, gdzie stał
nieznajomy z dzieckiem. Ale tu zastała jedynie Halley’a.
– Moje dziecko... gdzie jest moje dziecko? – zawołała przerażona.
– Nie ma go już na statku – odpowiedział Halley – skorzystałem z okazji i sprzedałem go
w dobre ręce.
Serce Halley’a dawno już się obróciło w kamień. Rozpacz Lucy nie wywarła na nim
żadnego wrażenia. Lękał się tylko skandalu.
Ale Lucy nie zamierzała wywoływać skandalu. Nowy, nieoczekiwany cios całkowicie
sparaliżował jej wolę. Osunęła się bezwolnie na kuferek i zastygła w bolesnym, pełnym
niewypowiedzianej rozpaczy bezruchu.
Jednak Halley nie był spokojny. Krążył dookoła niej i obrzucał ją strwożonym
spojrzeniem. Niepokoił go jej zbytni spokój i milczenie.
Tom, który był świadkiem całego incydentu, litował się nad biedną kobietą, nie mogąc jej
pomóc. Zbliżył się do niej i uspokajał ją słowami pociechy. Ale biedna kobieta odpowiedziała
mu cichym, przeciągłym jękiem. Tom usadowił się przy niej, złożył ręce na jej głowie i
cichym, nabrzmiałym od łez głosem, zaczął jej prawić o Bogu, o Jego bezgranicznym
miłosierdziu. Ale był to głos wołającego na puszczy. Czy Lucy mogła w tej chwili przejąć się
słowami Toma?!
Powoli cisza zaległa okręt. Pasażerowie ułożyli się do snu, aby ze świeżym zapasem sił
przystąpić nazajutrz do nowych wrażeń. Nie rozlegał się żaden dźwięk, prócz huku maszyn i
plusku rzeki. Tom zdrzemnął się na worku z wełną, w pobliżu nieszczęsnej Lucy. Tylko ona,
podstępnie oszukana żona i matka, nie zmrużyła oka tej nocy na statku.
Nad ranem Tom ocknął się znienacka. Zdawało mu się, że wyminął go jakiś czarny cień i z
hukiem wpadł do wody. Rozejrzał się wokoło – na miejscu, gdzie siedziała Lucy, nie było
36
nikogo. Przerażony niewolnik pytał się majtków, czy nie widzieli Murzynki – odpowiedzieli
przecząco. Tylko sternik słyszał jakiś głuchy dźwięk. Tom z rozpaczą w sercu wrócił na swe
miejsce i zmówił modlitwę za biedną desperatkę.
Samobójstwo Lucy nie wzruszyło Halley’a. Przywykł do tego rodzaju nieszczęśliwych
wypadków. Nie obchodził go los niewolnicy – zasmucała go jedynie strata pieniężna. Skreślił
Lucy z listy i zastanowił się nad sposobem powetowania straty.
ROZDZIAŁ XIII
U kwakrów
Teraz przejdziemy do innego, bardziej sielankowego obrazu. Wejdziemy do przestronnej,
jasnej i czystej kuchni o dwóch oknach i doskonale zaciągniętej pastą podłodze. W dużym
starannie wybielonym piecu wesoło trzeszczy płomień. Na półkach moc naczyń. Między
oknami stoi okrągły stół i kilka krzeseł, przy ścianie ustawione są stołki i fotel bujający.
Na krześle siedzi nasza dawna znajoma Eliza i zajmuje się ręczną robótką. Schudła bardzo
i pobladła. Ale za to spojrzenie, którym śledzi wesoło bawiącego się na podłodze syna,
nabrało stanowczego i bardziej świadomego wyrazu.
Obok niej starsza kobieta przemywa brzoskwinie. Mimo sześćdziesięciu lat, zachowała
młodą jeszcze i dostojną urodę. Z kroju szarej sukni, z białego czepka i długiego szala,
zarzuconego na plecy, można wnosić, że należy do sekty kwakrów.
Mrs. Rachela Haliday, kołysząc się na skrzypiącym z lekka fotelu odezwała się do Elizy:
– Więc chcesz koniecznie uciec do Kanady?
– Tak, pani – odpowiedziała stanowczo Eliza – tu grożą mi liczne niebezpieczeństwa.
Zajmę się tam byle czym. Mam nadzieję, że Bóg mnie nie opuści.
– A jednak szkoda mi się z tobą rozstać. Wiesz, że możesz u nas być, dopóki zechcesz.
– Dziękuję pani z całego serca za dobroć. Ale naprawdę boję się tu zostać. Stale mi się
wydaje, że wróg krąży wokół domu.
– Biedna kobieta! – szepnęła mrs. Rachela, ocierając oczy. – I po co smucić się i niepokoić
bez powodu!
W tej chwili na progu stanęła mała, pełna kobietka o wesołej, okrągłej i rumianej
twarzyczce. Była ubrana tak samo jak Rachela Haliday.
– Rut! – zawołała gospodyni podnosząc się – jak się masz?
– Dzięki Bogu, dobrze – odpowiedziała wymieniona, starając się daremne ukryć pod
kwakierskim czepkiem sploty ciężkich i gęstych warkoczy.
– Rut, to twoja nowa przyjaciółka, Eliza Harris i jej mały synek – rzekła gospodyni.
– Bardzo mi miło poznać cię, Elizo – rzekła Rut, mocno potrząsając ręką Elizy. – Jaki
wspaniały chłopak!