– I kto o to pyta, taki ostrożny urzędas, jak ty? Nikogo nie napotkaliśmy, więc z nikim nie walczyliśmy – odparł sztywno rycerz...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- 08 Przynocie wic owoc godny nawrcenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bg moe wywie synw Abrahamowi...
- Każda służba jest wyborem pomiędzy zagarnianiem ku sobie, a darzeniem, dawaniem ze siebie, a więc uczy miłości wedle podobieństwa do miłości Boga, czyli...
- Zdarzyo si wic, i jednego razu zaszed do wityni gagatek z tych rodu, dziki ktrym rzecz posza w mowie, e warszawiak w pracy, a wilk u puga, to jednaka przysuga...
- Tak więc nie można też ustalić, czy pewne rodzaje literackie ukształtowały się raczej pod naciskiem zjawisk realnych, czy raczej — norm kulturowych jako...
- Rwnoczenie kocha ono rodzica-rywala spostrzegajc go jako osob wszechpotn i wszech-wiedzc, a wic rwnie o skrytych pragnieniach dziecka...
- Być ojcem więc, to może także stawiać wymagania, podprowadzać pod zadania coraz trudniejsze, ale jednocześnie umożliwiać ich realizację przez stałą...
- Nic nie wskazywało na niebezpieczeństwo, więc Strażnik Księżyca zaczął zsuwać się po prawie pionowym stoku przed jaskinią, wstrzymywany jedynie przez...
- Tak więc w niedzielę późnym rankiem wysłałem do Akeleya depeszę zawiadamiając go, że przyjadę do Brattleboro w najbliższą środę - 12 września - o ile ten...
- Przeczytał im krótkie urywki ze swojej rozmowy z Bayardem, z diariusza Madeleine i zapytał: - Czy zgadzamy się więc, że dowodzi to stabilnej, ale bardzo...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Uśmiechnął się kącikiem ust do Darmuki, ale tym razem między jego wargami dostrzegli błysk bieli. Wyraźnie z trudem się opanowywał.
– Jakżeż to wielkie szczęście. Pogrążyłbym się w rozpaczy, widząc, że jeden z naszych najwspanialszych rycerzy doznał uszczerbku w tak dziwacznej sprawie. Zwłaszcza, że zbliża się kryzys. Dobrego dnia wam życzę, obcoziemcy. – Ukłonił się Ethanowi. – Niewątpliwie się jeszcze zobaczymy.
W trzepocie zielono-niebieskich jedwabi i pysznych, brązowych skór prefekt sztywno wyszedł z sali.
– Być może – powiedział Hellespont du Kane – moja znajomość lokalnego języka nie dorównuje waszej, panowie, ale nie trzeba nic więcej, żeby rozpoznać faceta tego typu.
– Ma charakterek, szkoda słów – skomentował September po trańsku, kiwając głową. Popatrzył na Hunnara i wyszczerzył zęby. – Jak sądzę, przyjaciółmi od serca to wy nie jesteście.
– Brownoak mniej ma w sobie krwi bitewnej niż meduzo-mech – lekceważąco powiedział rycerz, patrząc w ślad za prefektem. – Że też ktoś tak pozbawiony serca sprawuje taką władzę... Gorzej jeszcze, jest to istny rzeźnik, który by całą prowincję wydał na gwałt, rad z prawości swego postępowania! – Westchnął. – Chodźcie. Zaprowadzę was do waszych pokoi. I jest jeszcze jedna sprawa o wielkim znaczeniu, o której musicie zostać poinformowani, zanim będziemy mogli podjąć dalszą dyskusję o waszej podróży. Albo zanim zostaniecie postawieni przed Radą... Dopilnuję, by wasze jedzenie przeniesiono do waszych pokoi, ale Rada będzie oczekiwać, że posiłek spożyjecie razem z nią. Czy możecie jeść nasze jedzenie?
– Nie bardzo mi to przypomina Salę Miodopłynną w hotelu Grand na Hivehomie, ale sądzę, że jakoś sobie damy radę – odparł September.
– Ten tam – powiedział Ethan przypominając Hunnarowi o obecności Walthera – powinien jeść sam, w swoim pokoju, pod dozorem strażnika. Takiego, który nie będzie podatny na próby przekupstwa.
Walther potrząsnął głową, ale nie oponował.
– Jestem mniejszy nawet od panny du Kane, a wszyscy się mnie boicie.
September tylko się roześmiał.
– Dopilnuję tego – obiecał Hunnar.
ROZDZIAŁ VI
Pokój Ethana był starannie umeblowany, prawdopodobnie jak na tutejsze standardy było to pomieszczenie luksusowe. Jeżeli Wannome jest typową stolicą prowincji, to perspektywy handlu przedstawiają się dużo lepiej, niż można było pomyśleć. Same te drogocenne wyroby metalowe... i te cudowne płaszcze...
Gdyby tylko mógł wymyślić jakiś sposób, żeby złożyć raport!...
Zasłony i kapy na wielkim łożu z baldachimem zrobione były z tkaniny przypominającej adamaszek. Zastanawiał się, w jaki sposób oni taki materiał produkują. Wszyscy bogaci tranowie, jakich dotąd napotkał, ubierali się w podobne materiały. I jaka piękna robota. Niemożliwe, by materiał pochodził od jedwabników. Jeżeli na tym świecie w ogóle były jakieś owady, rzadko się je spotykało. Każdy mający choć trochę szacunku dla siebie jedwabnik zmieniłby się w przeciągu krótkiego dnia w małe, mrożone truchełko. A nie wyglądali na tak zaawansowanych, żeby mieć sztuczne tkaniny. Jeszcze jedna tajemnica do wyświetlenia.
Łoże, prawdopodobnie przewidziane na jedną osobę, było trzy razy szersze niż jakiekolwiek inne pojedyncze łóżko, w którym zdarzyło mu się spać. Skrzynia w nogach łóżka była rzeźbiona w zawiłe wzory. Dużą część jednej ze ścian zajmowało olbrzymie lustro, o wymiarach niewątpliwie odpowiednich dla dorosłego trana. Prawdziwe dwuosobowe łoże musi zaiste przypominać ocean morfejskiej wygody.
Drzwi zamykały się wprawdzie na solidny rygiel – tylko po wewnętrznej stronie, jak zauważył – ale wykonano go z twardego drewna, a nie z metalu. Kiedy wannomscy projektanci tworzyli apartamenty gościnne, o niczym nie decydował przypadek. Drzwi były na tyle wytrzymałe, że nie dopuściłyby przypadkowego złodzieja, ale nie na tyle, by oprzeć się wspólnemu atakowi potężnie umięśnionych strażników.
Uwagę jego zwróciło coś w rodzaju szlifierki, osadzonej na bogato zdobionym postumencie. Umieszczono ją w pobliżu łóżka, w nogach, i można było ją uruchomić jedną stopą. Przez chwilę nie mógł się połapać, po co ją tam ustawiono. Była zbyt nisko, żeby na przykład wygodnie naostrzyć nóż. A potem zdał sobie sprawę, że musi służyć do ostrzenia szifów. Pewnie takie jest rutynowe postępowanie o poranku, dumał. Wstań wcześnie, umyj się, ubierz i zaostrz sobie pazury.
Coś jeszcze nie dawało mu spokoju, dopóki przypadkiem nie otworzył ciężkiej skrzyni. Wypełniały ją grube, szerokie futra. Nie były tak gładkie jak te dziwne, jedwabiste płaszcze, które tu wszyscy nosili, ale puszyste i ciepłe. W pokoju nie było kominka, a jedyne okno otwarte na całą szerokość. Bez tych futer żadną miarą nie dałby rady przespać nocnego spadku temperatury. Podszedł do okna, które było wąskie i wysokie. Dostrzegł jakieś skomplikowane urządzenie przypominające okiennicę, dzięki któremu po pokoju nie szalał wiatr, ale zimno wchodziło bez przeszkód. Niby jakieś zabezpieczenie, ale zdecydowanego na wszystko wroga by to nie powstrzymało. Potem wychylił się i popatrzył w dół. Zapomniał, na jak wiele stopni się wspięli.