niebezpieczeństwa
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Pierwsze pojęcie i...
- innego
- - Słuchajcie no - powiedziała w przygnębieniu...
- 13 Por...
- Jakby w odpowiedzi z białego tunelu w pobliżu sufitu wysunęła się nagle czarna sylwetka...
- Sheel Tar odwrócił się więc z powrotem w stronę nadciągającego wroga, ale Fain widział, że trzęsie się ze strachu...
- Krótko mówiąc, dokonanie aktu agresji w sumie ponad 10 000 osób z różnych krajów twierdzenia tej hipotezy dostarczyły badania powoduje co prawda...
- Beef Stew With Homemade DumplingsCategory = MeatMain Ingredient = BeefPC-RecipeBox EVALUATION v2...
- Czcigodne drzewa figowe...
- Już dawniej kilka razy udało mi się wślizgnąć między Żydów pracujących we dnie poza gettem; kontrola nie była ścisła, chyba tylko wariat pchałby...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Jeśli zbliży się pan do niej z zamiarem zabicia, prawdopodobnie to wyczuje. A wiemy już, że jej oddział ochrony jest bardzo, ale to bardzo skuteczny.
Dei się uśmiechnął.
- Skoro trzeba to zrobić, będzie załatwione. Czego potrzebuję, aby wejść do obozu?
Viti, kobieta o jasnej skórze, najmłodsza z załogi, jednym ruchem odrzuciła na ramię długie, jasne włosy. Nie zdawała sobie nawet sprawy, że zachowuje się prowokacyjnie. Pchnęła w jego stronę kartę identyfikacyjną.
- Oto identyfikator Sektora Wspólnego. Jest pan dziennikarzem Heurystycznej Analizy
Finansowej, pracującym nad raportem, który ma ocenić wpływ uwolnienia niewolniczych
gatunków i przyznania im wyższych zarobków na gospodarkę galaktyczną.
Dei spojrzał na nią prawie wrogo.
- To najobrzydliwsza i najbardziej nieetyczna profesja, jaką można sobie wyobrazić. Nie mogłaś zrobić ze mnie rzeźbiarza?
Zaskoczona, nerwowo pokręciła głową.
- Nikt by nie uwierzył, że obecność rzeźbiarza na tym spotkaniu jest niezbędna.
Podejrzewaliby pana z całą pewnością!
- Żartowałem, Viti. Jest dobrze. Potrzebuję tylko holokamery.
- Położyłam na pańskiej pryczy.
- W porządku. - Dei schował kartę. Nie miał wyrzutów sumienia, kiedy czasem straszył Viti utratą pracy lub życia. Była zbyt zdeterminowana, aby wykorzystywać swoje wdzięki.
Pozostawiona w spokoju, mogłaby stać się leniwa lub zbyt zadowolona z siebie. Od czasu do czasu potrzebny był jej lekki wstrząs. Dzięki temu była dobrym pracownikiem.
Przeniósł uwagę na Fardana.
- Byłem świadkiem odwiedzin pewnej grupy na hapańskim statku. Jedno dziecko, dwa
roboty. Czekały, aż statek nie będzie obserwowany, zanim podeszły. Wizyta trwała godzinę.
Przekopiowałem nagranie na twoją stację. Daj mi znać, co wyciągniecie z tego razem z Sazatem.
- Tak jest.
Dei się rozejrzał.
- Jeszcze coś? Nie? Wracajcie na stanowiska i zacznijcie rotację wart. Macie wykonywać swoje obowiązki nie tylko sumiennie, ale i błyskotliwie. To pozwoli wam odnieść osobisty sukces na tym wygnaniu. - Uśmiechnął się, wstał, zanim którekolwiek z nich zgłosiło sprzeciw, i wyszedł.
Tym razem udało jej się nie krzyczeć.
Allana obudziła się, szamocząc się w pościeli. O mało nie spadła z pryczy na podłogę.
Uspokoiła się i odtoczyła w bezpieczne miejsce.
Znów miała łzy na policzkach. Otarła je szybko. Odczekała chwilę, nasłuchując, czy nie zbudziła dziadków, po czym usiadła, podciągnęła kolana pod brodę i spróbowała zebrać myśli.
Anji wskoczyła na pryczę, podeszła bliżej i łebkiem trąciła łydkę Allany.
Dziewczynka uśmiechnęła się do nexu.
- Nic mi nie jest. Wszystko w porządku - zapewniła.
Ale to nie była prawda.
Tej nocy człowiek z ognia powrócił. I znów zaszedł Tenel Ka od tyłu.
Tym razem jednak Allana była za nim i wszystko obserwowała. Kiedy podchodził do jej
matki, wrzasnęła i skoczyła mu na plecy, aby go powstrzymać.
Jej krzyk nie ostrzegł jednak Tenel Ka. Kiedy Allana wylądowała na plecach tego
mężczyzny, jej ciało zaczęło płonąć, Tenel Ka poczuła jej ból i się odwróciła. Na jej twarzy widać było przerażenie i rozpacz, ale i gotowość do obrony. To był ostatni obraz matki, jaki zapamiętała.
Płonąc, Allana pogrążyła się w ognistym ciele mężczyzny.
Czy tak właśnie miało być? Czy musi zginąć albo Allana, albo Tenel Ka? To nie w
porządku. To niesprawiedliwe.
W dodatku Allana nie mogła teraz pójść do Leii. Jej babcia znowu by powiedziała, że to tylko sen, że nie ma się czym martwić.
Ale Allana i tak będzie się martwić. Musi się tylko zastanowić, co może jeszcze zrobić oprócz tego.
ROZDZIAŁ 35
Więzienie o najwyższym rygorze im. Armanda Isarda, Coruscant
W cytrynowozielonym korytarzu, prowadzącym do sali odwiedzin, Daala minęła Tahiri
Veilę. Obie miały na sobie więzienny strój i obie zmierzały w tym samym kierunku. Tahiri szła jednak znacznie wolniej niż Daala. Jedi, w przeciwieństwie do byłej prezydent, miała kajdanki paraliżujące na nadgarstkach i kostkach, jako że teoretycznie stanowiła większe zagrożenie, będąc w pełni wyszkolonym osobnikiem władającym Mocą. Daali towarzyszył tylko standardowy, kanciasty robot strażnik, podczas gdy Tahiri była eskortowana przez droida bojowego ZYV, który potrafił dorównać nawet uzbrojonemu i nieskrępowanemu Jedi, a co dopiero bezbronnemu i w kajdankach.
Daala zwolniła, aby się z nią zrównać.
- Wyrok śmierci, co? - syknęła.
Tahiri spojrzała na nią z ukosa.
- Ty pójdziesz pierwsza. Zadzwoń do mnie i opowiedz, jak to jest.
- Nie sądzę. Ja wyjdę z tego obrzydliwego miejsca, ale ciebie wyniosą w umie. Zabiłaś bohatera.
- A ty ilu zabiłaś? Włącznie z wrogami i podwładnymi?
Daala obdarzyła Tahiri uśmiechem, z którym wyglądała jak drapieżna, zębata ryba.
- Przynajmniej mam jeszcze paru przyjaciół i sojuszników. Jak się czułaś, słuchając wyroku śmierci w sali sądowej, w której nie został nikt, kogo byś obchodziła?
- Myślę, że kiedy dojdę do twojego wieku, znów będę miała przyjaciół.
Daala przyspieszyła, zostawiając Tahiri za plecami. Gdyby miała być ze sobą szczera, ta rozmowa była zwykłą pyskówką i wcale nie przyniosła jej satysfakcji.
Wraz z eskortą dotarła do korytarza, prowadzącego do sali odwiedzin. Jak wszystkie strefy przejściowe w więzieniu, ten także zbudowany był na zasadzie śluzy - grube, wzmocnione ściany, z możliwością otwarcia tylko jednych drzwi naraz, od strony korytarza albo od strony sali. Jak tylko znaleźli się wewnątrz, drzwi od strony korytarza, zbudowane jak wrota skarbca, zasunęły się za nimi, a z sufitu opadł moduł pełen światełek i ekraników, aby przeskanować Daalę. Wiedziała, że zaraz określą zakres i rodzaj wszystkich protez w jej ciele, poszukają chemicznych materiałów wybuchowych, przeprowadzą skan mózgu i porównają jego wzorzec z dokumentacją...
Czasochłonna, nudna i absolutnie potrzebna procedura.
Potrzebna w przypadku niebezpiecznych przestępców. Daala kipiała złością, ale nie
pozwoliła, aby zarejestrowały to holokamery w korytarzu.
Wreszcie zbrojone drzwi po drugiej stronie otworzyły się na kolejny krótki, zielony