nie o to chodzi...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- JOWISZ W ZNAKU RAKAZnaczenie oraz pełny wpływ Jowisza w znaku Raka, daje się zauważyć dopiero w środku życia, ponieważ pozycja taka, gdy chodzi o znak Raka,...
- John chodził po nierównym stożku przez ponad godzinę, co chwila przestawiając dwuobiektywowe soczewki w szybce hełmu na coraz dłuższe okresy, aby spenetrować...
- — O co chodzi? — zapytał Pawldo, podejrzewając, że oto spokojny poranek dobiegł końca...
- Zamiast tego nauczyli je wojaczki, nauczyli szpiegować i chodzić na zwiady...
- hłasko marek, dom mojej matki (rtf)Chodziłem czasem na przedmieście i wałęsałem się godzinami po piaszczystych i krzywych uliczkach, gdzie przycupnęły...
- prac¹ rodziny i szko³y, sta³ siê w Polsce tak powszechnie stosowany, ¿e nikomu nie przychodzi do g³owy zastanowiæ siê, o co tutaj w³aciwie chodzi...
- Siej myli pokoju drogami, ktrymi chodzisz, aby stay na stray tych, ktrzy stpa po nich bd w smutku i zwtpieniu...
- O ile nawet najbardziej humanitarne i demokratyczne narody nie mają zbyt wieluzahamowań, gdy chodzi o eksperymenty na zwierzętach, o tyle jednak doświadczenia...
- Raz lub dwa razy w miesiącu, nie zawsze razem, chodzili na mszę do małego kościółka...
- — Wszystko było kwestią odcisków palców… jeśli pan rozumie, o co mi chodzi”...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Chcę sobie popatrzeć
na człowieka, który chciał najtotalniej połączyć się z Cesarzową Heroiną.
Kiedy wychodzę do niego, jest mu tak dobrze, że trudno z nim rozmawiać. Ja
zresztą wcale nie muszę rozmawiać, bo jest mi tak dobrze, jak jemu, a nawet trochę
lepiej. Tyle że mój organizm jest mocniejszy i nie przysypia tak łatwo. Jego wielkie
oczy gapią się na mnie, na pewno czuje, że jestem całkowicie wypełniony tym
samym, co on. Może nawet czuje, że w moim przypadku nie ma nic więcej. Każę
chłopakom zawieźć go do naszej piwnicy w Śródmieściu i powiedzieć mu, co ma
robić, kiedy już będzie mniej szczęśliwy.
Wracam do pokoju i włączam radio na moją od pewnego czasu ulubioną stację.
- Ale to powinno być legalne - jakiś gówniarz szczeka jak takie małe czarne pieski,
chyba ratlerki.
- To prawda - mówi Mat swoim grubym głosem - to powinno być legalne, bo
człowiek jest wolny i ma prawo robić ze sobą, co chce. Ale dlaczego ty się tak
strasznie, no, podniecasz? Zakaz ćpania może wkurzyć. Ale aż tak bardzo wkurza
głównie tych, którzy po prostu chcą ćpać. Czy ty chcesz ćpać?
Milczenie. A potem kwęka sygnał zajęte".
- Hm - zastanawia się Mat. - Czy to tak trudno odpowiedzieć na takie pytanie?
Dzwonię na numer antenowy dla słuchaczy tak szybko, jak mogę. Znam go już na
pamięć, chociaż dzwonię po raz pierwszy.
- Mamy telefon. Halo?
- Halo - odpowiadam.
-Kim jesteś?
- Nikt taki jeszcze do ciebie nie dzwonił.
- Ooo. A kim dokładnie jesteś?
- Jestem heroina.
-Słucham?
- Jestem heroina.
- Jesteś brązowym proszeczkiem?
-Nie. Jestem tym, co czujesz po brązowym proszeczku.
- Tylko tym? No to ubogie masz życie.
- Ubogie? A dlaczego tylu ludzi chce czuć to, co ja? Chcą czuć to i nic więcej. Każdy
z nich chce być mną.
- Kwestia gustu. A może ty nam powiesz, brązowy proszeczku, co wolisz: chcesz
być legalny czy nie?
- Myślę, że nie będę ani legalna, ani nielegalna, bo tak naprawdę już niedługo nie
będzie nikogo takiego, kto mógłby zakazać. Będę tylko ja. Bo ludzie najbardziej
chcą być szczęśliwi. I dlatego w końcu wszyscy przyjdą do mnie.
- Myślę, że nasi słuchacze śmieją się z tego, co mówisz.
- Mogą się śmiać. Ale ty najlepiej wiesz, że tak jest. Możesz mówić, co chcesz.
Możesz powiedzieć na przykład, że jestem mordercą. Albo że jestem nudna. Ale czy
zaprzeczysz, że dałam ci największe szczęście w życiu, i nikt inny ani nic innego już
nigdy nie da ci czegoś takiego?
Milczenie.
- Hm - mówi wreszcie Mat. - Może i tak. Ale nie wiem, czy człowiek żyje po to, żeby
być szczęśliwy. Nie wiem, czy szczęście zawsze robi ludziom dobrze. Pamiętam, co
się działo, kiedy ćpałem. Byłem bardzo szczęśliwy, ale działy się takie rzeczy, że
teraz nie mogę o nich
spokojnie myśleć. I ciągle je sobie przypominam. A jak wy uważacie? Czy myślicie,
że szczęście zawsze jest dobre dla człowieka? A może ktoś myśli inaczej? Nasz
telefon...
Rozłączam się. Potem, kiedy Mat kończy program, dzwonię jeszcze do niego na
telefon redakcyjny.
- Halo? To ja, heroina - mówię wesoło.
- O kurwa, to ty? Jak się nazywasz? Zajebista rozmowa wyszła. Byłeś niesamowity.
- Nie tak niesamowity, jak ty. Zdałeś egzamin.
- Jaki, kurwa, egzamin? - interesuje się Mat.
- Nie dałeś dupy heroinie.
- Słuchaj, powiedz mi, jak się nazywasz i co robisz.
- Mam taki ośrodek dla uzależnionych. Głównie dla alkoholików, ale dla heroinistów
też. Może się zainteresujesz, bo robimy coś, czego nikt jeszcze w tym kraju nie robi.
Mamy taki ośrodek agroturystyczny na południe od Warszawy. Sauna, dobra
kuchnia. To, oczywiście, nie jest dla biednych alkoholików. I to nie jest zwykły
ośrodek odwykowy. My ich nie uczymy, żeby nie pili.
- Nie. Serwujecie im Mai Tai, Blue Lagoon i Yellow Boxera.
- Można tak powiedzieć. My ich uczymy, jak obchodzić się z alkoholem. Jak pić
mało. Jak pić dla przyjemności, ale tak, żeby się nie upijać. Robimy to, czego niby
nie da się zrobić z alkoholikiem.
- Hm - zamruczał Mat - może, może... Wiesz, mam czasem jakiś problemik z
alkoholem, może taki kurs by mi się przydał... Czekaj, ale powiedziałeś mi, że macie
też heroinistów. Czy wy uczycie ich, jak jarać mało?
- Powiedzmy, jak jarać odpowiednio. Interesuje cię to?
-Nie.
Trzask. Mat odłożył słuchawkę. Chyba jednak nie chce, żeby było mu dobrze. To
może być jedyny człowiek, który na to zasługuje.
Facet, który poznał szczęście, a jednak umie je odrzucić, to facet, który będzie na
tyle silny, żeby wytrzymać szczęście. Jak najszybciej powinien być szczęśliwy.
ojciec Mata wygląda jak skrzyżowanie wikinga z chomikiem. Ma długie białe włosy,
białą brodę, szeroką twarz z dużymi policzkami i dużą szczęką. Wszystko razem przypomina tak zwanego Boga Ojca.
Przyszłam do niego bez makijażu. On wie, że jestem kimś, kto ma szczęście. I dużo
pieniędzy. Ojciec Mata jest naukowcem, wykładowcą. Pierwszy raz umówiłam się z
nim w jego gabinecie na uniwerku. Powiedziałam mu od razu, że kiedyś nie
skończyłam tych moich studiów i nigdy nie zajmowałam się historią, ale bardzo
mnie interesują
nowoczesne badania historyczne, trochę szerzej potraktowane. Mam pieniądze i
mogę sfinansować badania oraz wydanie książki na pewien specjalny temat.
On chciał wiedzieć na jaki temat.
Odpowiedziałam, że temat jest skomplikowany i lepiej go przedyskutować w
komfortowych warunkach. Zaprosiłam go do siebie do domu. Przy okazji będzie
mógł zobaczyć firmę eksportującą plastikowe zestawy koktajlowe, którą niedawno
przejęłam. Tak żeby wiedział, skąd
biorę pieniądze na sponsorowanie naukowców. I przy okazji może wpaść do mnie,
do domu, zapoznać się z mistrzostwem moich kucharzy.
Od razu jak zobaczyłam jego policzki i usta, wiedziałam, że nie odrzuci takiej
propozycji.
Trzy dni później siedzieliśmy w salonie gościnnym i piliśmy sake na gorąco. Nie
bardzo chciało mi się wymyślać tematu do tych badań, więc jak przyszedł,
powiedziałam mu o najprostszej sprawie. Chodziło o coś takiego, jak
książki typu Krótka historia grobów albo Światowa historia kolorów. Tylko że to
miało być o przyjemnościach. O tym, że ludzie odkrywali wciąż większe i mocniejsze
przyjemności i pewnie zbliżają się powoli do tego, żeby odkryć największą
przyjemność. Taką, że już nie będzie
nawet małego miejsca na coś nieprzyjemnego. Mogłam sfinansować badania w całej
Europie, gdyby trzeba było jeździć po jakichś uniwersytetach czy bibliotekach.
- To ciekawy temat - ojciec Mata uśmiechnął się w tej swojej białej brodzie. - Pozwoli