nie nowinka firmy “Kepler” przywieziona na dachu przyczepy kempingowej czy w bagażniku mercedesa przez sąsiadów zza Odry...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- Istotne jest, iż te dokumenty obejmują okres wykraczający poza ramyczasowe działania obecnego Parlamentu, a tym samym poza okres sprawowania władzy przez...
- Chciałabym mękę waszej pracy pić przez rurkę, jak komar krew hipopotama - o ile to możli-we w ogóle - i przemieniać na moje idejki, takie piękne, takie motylki,...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- ver appetebat, cum Hannibal exhibernis movit; c) cum explicati-vum lub coincidens = gdy, skoro,przez to, e (z tyme trybem i cza-sem, jaki jest w zdaniu...
- czstki (przed zmierzeniem jej cech), ktra nie znajduje si nigdziew przestrzeni i czasie? Jeli za jeden obiekt uwaa to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Odwrci si tyem do wiata reflektora i osaniajc oczy przed blaskiem bijcym mu spod ng, sprbowa zajrze w krysztaow gbin jak przez ld, ktry skuwa jezioro...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- 2asmienia jednostki czy dominacji nad ni, lecz w celu ochrony praw zagroonych przez inne instytucje spoeczne: Jednym z najtrudniejszych aspektw spoecznego...
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Pod lugrowym żaglem zobaczyłem
kadłub, choć długi, ale szeroki, zdolny zmierzyć się z Wielkimi Jeziorami. Znam go z
opisów, starych książek. Tylko raz miałem przyjemność żeglugi na takim weteranie!
I teraz tu, na Ryńskim...
A na przecięciu jego kursu piękny jacht w barwach jednej z wielkich a drogich
wypożyczalni. Kajak płynął już pełnym wiatrem, prawym halsem, czyli miał podwójne
pierwszeństwo... Jacht był coraz bliżej...
- Prawy! - usłyszałem okrzyk z kajaka.
- A wsadź se prawy w... trawę! - odpowiedział mu chóralny wrzask.
Kajak, próbując uniknąć zderzenia, ostrzył, kładł się na burtę, ale przy długim kadłubie
i braku miecza niechętnie słuchał sternika! Zobaczyłem, że ten próbował dopomóc sobie
błyskawicznie wyciągniętym z kokpitu wiosłem... Trzask. Radosny rechot z
odpływającego jachtu. Przy wypożyczeniu sprawdza się tylko patent sternika i liczy
pieniądze. Kto sprawdzałby kulturę żeglarską?
Kajak przez chwilę kołysał się bezwładnie z łopoczącym żagielkiem, ale już płótno
wypełnił wiatr i łódka pomknęła ku portowi. Czy nie za szybko? Nie. Naprzeciw mnie
płynący zrzucił żagiel. Ku swemu zdumieniu ujrzałem, że to nie staruszek, jakiego
spodziewałbym się po archaicznym kajaku, ale chłopak, jakieś góra piętnaście lat.
Rozpoznałem kajak. To “Maciek”! Konstrukcja Plucińskiego, zwanego ojcem polskich
szkutników i konstruktorów. “Maciek”. Co najmniej trzy razy starszy od swego
sternika...
Podszedłem do nabrzeża, by uchronić kajak przed zderzeniem. Niepotrzebnie. Miękko
niesiony falą zatrzymał się o centymetry przed keją. Chłopak wyskoczył z kokpitu na
brzeg, oplótł pachołek węzłem cumowniczym.
24
- Dzięki za chęć pomocy - uśmiechnął się do mnie. - A tamtym - pogroził pięścią w
kierunku dalekiego już przeciwnika - nie podaruję! Znajdę ich. Wypłynęli teraz, to jak
drut będą nocować w Mikołajkach!
Przyjrzałem mu się spod oka. Opalony, prawie czarny. Podkoszulek i wystrzępione
dżinsy do kolan. Choć bardziej czternasto- niż piętnastolatek, to muskuły, że daj Boże! I
ten błysk w oczach! Załoga tamtej łajby może mieć z nim kłopoty!
- Patrzy pan - wyciągnął z kajaka strzaskane wiosło - tak mnie urządzili! Przecież nie
będę halsował kajakiem! A dziś muszę wrócić do Mikołajek!
Fakt. Kajak bez miecza nie popłynie nawet półwiatrem, a co dopiero pod wiatr?
Pozostaję tylko wiosło...
- Ii... - machnął ręką chłopak - nie ma co się rozczulać. Pożyczę jakieś od kumpli w
Rynie. Acha, Zenek jestem - wyciągnął rękę.
- Paweł - uścisnąłem małą twardą dłoń. - Tak więc Zenek i “Maciek”?
Aż cofnął się:
- Pan wie, czym pływam?
- Tak się złożyło - zaśmiałem się. - A że ciekawi mnie, skąd masz to cudo... mówię bez
żartów! - zawołałem widząc, jak mrocznieją oczy chłopaka - to zanim wykombinujesz
drugie wiosło, zapraszam do tawerny. Może opowiesz o swoim kajaku.
- Dobra! - rozjaśnił się. - Możemy iść.
- A nie boisz się zostawić kajak bez opieki?
- Mojego “Maćka” nikt w Rynie nie ruszy - odparł spokojnie.
Akurat zwolnił się kąt przy stole w tawernie.
- Co powiesz na szaszłyk, podwójne frytki i colę?
- Woda daje apetyt - skinął głową.
Gdy po zjedzeniu ostatniej frytki zaproponowałem kawę, młody gość roześmiał się bez
drwiny:
- Za młody jestem. Jeszcze raz cola.
- No to cóż - zagadnąłem po chwili - wakacje teraz?
Zaśmiał się znów:
- Dla kogo wakacje, dla tego wakacje. Dla mnie urlop.
- Przepraszam, że obraziłem klasę pracującą! - spróbowałem dostosować się do jego
śmiechu. - Ciężko pracującą!
- Ciężko? - zawiesił głos. - A bywa, że ciężko popatrzył na swe dłonie. - Rybaczę.
- Kłusujesz? - wyrwało mi się mimo woli.
- Haruję - odpowiedział spokojnie, bez obrazy.
- Długo już, młody człowieku? - starałem się być wesoły.
- Drugi rok. Rok przy starym, przy ojcu - poprawił się z nagłym wzruszeniem. - A teraz
to już u Mietka. “Krótkim” go nazywają.
- Chyba nie pokłóciłeś się z ojcem, skoro pływasz jego kajakiem?
- Pływam, bo ojciec już nie popłynie - spojrzał ku jezioru. - Nie żyje.
- A co się stało?
- Dajże pan Spokój - żachnął się, opadł na ławę. - Przepraszam... Utonął. Poszli w dwie
łodzie, jak to zwykle z niewodem - głos spowolniał. - Na Śniardwisko. W październiku,
Tamci byli świeżutcy jak szczypiorek. Z jakiegoś bajora pod Piszem. No i nagle
przyduło, jak już byli za Pajęczą. Taka wyspa. Jak przyduło? Panie, starzy fachmani nie
wiedzą, co mnie tłumaczyć! A na Śniardwichu kwadrans dują i fala o pół metra w górę.
25
Od zawietrznej mieli głazowisko. Ojciec ciął sieć, żeby pryskać póki co, ale tamci się
zaplątali. Śruba w liny i silnik nie dał rady, zgasł. Oni w krzyk i stary, głupi, zaczął do
nich zawracać. Jedną linę przeciął i jeszcze... Ale źle być burtą do fali, jak od drugiej do
kamieni tylko splunąć. A jeszcze gorzej, kiedy krypa tonie, spróbować płynąć w tym
całym rybackim uniformie. Jak kotwica ciągnie to na dno! No i pociągnęło staruszka. A
tamci boczkiem, chyłkiem, po uszy w wodzie, ale jakoś dodryfowali do brzegu. Matce
renta się została, śmieszny grosz, a mnie “Maciek”. Ojciec go lubił. Nawet jak nie
rybaczył, to chciał być blisko wody. Pamiętam, jak tak mówił.
Milczałem.
- No, to tyle - Zenek wstał. Otrząsnął się, jakby z tej wody, której wciąż tak blisko
chciał być jego ojciec. - Gdybym był panu do czego potrzebny, to niech pan pyta w